Andrzej Stasiuk - "banalista?"

Autor: Barbara Korona

Czasem zdarzy mi się pomyśleć o Andrzeju Stasiuku. Mogę się do tego przyznać. Jednak nigdy obraz, który powstaje w mojej wyobraźni, nie przypominał szanowanego powszechnie laureata nagród takich jak Fundacji im. Kościelskich czy Nike. W książce pt. "Jak zostałem pisarzem, czyli próba autobiografii intelektualnej" nie dokonał więc szczególnie zamachu na swój wizerunek, ugruntowując jedynie słuszny obraz młodzieniaszka, urwisa, o wstydliwym spojrzeniu, które kłamie.


    
Takiego też Stasiuka mogłam zobaczyć na spotkaniach literackich. Który uprzejmie, choć z dobrotliwym politowaniem, odpowiada na niekoniecznie inteligentne pytania panów/ pań prowadzących. Być może to duszna aura sali tak na niego działa, ale mnie nasuwały się zawsze takie skojarzenia. Zresztą, jego prostolijne "no i co" w ramach konstruktywnej odpowiedzi na stwierdzenia typu " część swojego życia spędził pan w więzieniu..",  rozbudzały we mnie tylko pozytywne emocje. Zdaniem mym, które posiadam, odrobina złośliwości zawsze jest na miejscu. Niemniej jednak jak większość pisarzy i on lubi o sobie oczywiście mówić, wspominać, zmyślać co nie miara. Szczęśliwie, swojego talentu nie przeznaczył tylko na spotkania z czytelnikami, ale zdążył dać upust wyobraźni już w przywoływanej przeze mnie autobiografii. I to nią właśnie chciałabym się zająć, myśląc, do czego się jawnie przyznaję, o Andrzeju Stasiuku.



Jego dzieje zaprezentowane w tej książce, to dosyć udany żart, którego niestety nie da się zlekceważyć, bo oparty jest na faktach. Może irytować to czytelników, bardziej przywykłych do innego stylu twórczości pisarza. Może też bawić, a nawet wzruszać osoby z poczuciem humoru, dla których masa szczegółowych ocen produktów z lat ubiegłych, nazwisk i miejsc nie jest wielką przeszkodą. Jeżeli nie uda nam się nimi zachwycić, to może chociaż młodym Andrzejem i jego ciekawym stylem życia. "Byłem outsiderem. Pierwszy w szkole ostrzygłem się na łyso. W 77-mym. Po pijanemu. W wannie. Matka się załamała. Pierwszy i ostatni raz, bo nie pamiętam, aby ktoś potem wpadł na taki głupi pomysł".



Autor nie skupia się jednak wyłącznie na własnych doświadczeniach. Opisuje swoich znajomych z równie wielką pasją, a bawi się przy tym jak najlepiej. Wymienia różne prądy, mody, a także grupy, które pojawiały się na przestrzeni lat, w tym te do których należał on, musiały być z zasady wyjątkowe. "My nie mieliśmy szefa, tylko postacie charyzmatyczne. Nie wiadomo skąd się to brało. Zjawiał się taki jeden z drugim... I tak to hulało... Jak pierwszy raz zobaczyłem Napióra to miał na sobie ponczo ze starego koca. Wszyscy wokół robili szu-szu, więc był postacią charyzmatyczną". Równie interesująco relacjonuje swoją znajomość z Pluszowym, pisze o nim w jednym z fragmentów, "Dość szybko się nudził. To też była jego obsesja. Kiedyś przechodziliśmy przez Łazienkowską w miejscu oczywiście niedozwolonym i dopadła go taka nuda, że zasnął na trawniku pomiędzy dwoma pasami ruchu."



Świat tej książki mami swoją atrakcyjnością. I chociaż z historii pamięta się PRL jako czasy ucisku, szarości i powszechnej degeneracji stosunków społecznych, Stasiuk wywołuje we mnie zazdrość, że urodziłam się daleko później, po jego okresie, który należał mimo wszystko do czasów bardziej wyzwolonych niż te dzisiejsze. "Teraz jest niby wolność, ale ludzie są zniewoleni, jak nigdy nie byli. Wtedy byli kompletnie pozbawieni wolności, a i tak każdy robił co chciał ( Przynajmniej Ci których znałem)". W innym fragmencie dopowiada: "Jak ktoś był głodny to go się karmiło, jak obdarty, to przyodziewało. Żadne tam agape, ale spróbujcie dzsiaj załapać się gdzieś na krzywy ryj, to zobaczycie". Oczywiście mowa tu o małej grupce smarkaczy, którym wydawało się, jak każdemu pokoleniu wchodzącemu w dorosłe życie, że świat do nich należy. Z drugiej strony, może wobec ogólnego braku nadziei i perspektyw zawodowych, nie mieli zwyczajnie powodów, żeby w jakiejkolwiek sytuacji poczuć rozczarowanie. To niewątpliwie dawało dobry grunt dla wysublimowanej beztroski.



Podobają mi się również opisy jego ówczesnego stosunku do przedmiotów i instytucji strasznych, jakimi są niewątpliwie telewizja, szkoła, wojsko. "Raz mieliśmy telewizor, ale nigdy go nie włączaliśmy. Nie było nawyku. W końcu się popsuł od samego stania". Albo: "W telewizji pokazywali Kaszpirowskiego. To był taki radziecki cudotwórca, który uzdrawiał wzrokiem przez ekran. Pół narodu siedziało i gapiło się na niego a on na nich". Mimo, że i dzisiaj popularna jest krytyka mediów przez dajmy na to grupy kontrkulturowe, czy też intelektualistów-malkontentów, krytyka autora była jednak czymś naturalnym. Ot, pojawiały się jakieś nowinki techniczne z kilkuletnim opóźnieniem, przyzwyczajeni do tego, że w rzeczywistości cokolwiek by się nie pojawiło to musiało być idiotyczne, a na pewno stawało się prędzej czy później narzędziem propagandy, łatwiej im było olać telewizję, niż dzisiaj młodzieży od dziecka przylepionym do bajek i seriali. Trzeba było mieć niepokolei w głowie, żeby pół życia spedzać przed pudłem z migającymi obrazkami, lepiej było jeździć pociągami, przeludnionymi, śmierdzącymi ale dalej, coraz dalej bez konkretnego celu.



Motyw wędrówki będzie rozwijał jeszcze wielokrotnie w swoich  powieściach, ale ta książka to nie tylko mit, czy też anty-mit, który autor o sobie tworzy, ale źródło danych. To co, że często zmyślonych, skąd brały się jego zainteresowania i poglądy na świat, wykorzystywane w kolejnych opowiadanich, powieściach. Mowa tu o wszystkim, co można uznać za ciekawe w biografii. Wojsku, nieukończonych szkołach jak i Szkolnym Ośrodku Psychoterapii, w którym również spędził jakiś czas. „Przyjmowali tam klientów z trudnościami, przeszłością i umiarkowanie uzależnionych. Spełniałem wszystkie warunki i od razu mnie przyjęli". Mowa także o wartościach i zachciankach duszy, które próbuje kamuflować za pomocą języka przesyconego ironią, poniewież to nie jest intymny dziennik. "Tajemnica musi być samoświadomą tajemnicą, żeby robiła wrażenie, bo inaczej to tylko siwy dym i nieprzenikalność".



Jak Stasiuk został pisarzem? Ano wszedł na dźwig, popatrzył na Warszawę i stwierdził, że może w końcu zacznie pisać. Ot i cała filozofia, albo przyjemna fikcja. Prawdy się jednak nie dowiemy, jak to rzeczywiście było. Pewnie on sam już nie pamięta, zresztą to mało istotne. Można sobie poczytać Wikipedię, prace doktoranckie, a za sto lat mniej więcej, można przypuszczać, że dzieci będą klepać informacje o jego życiu w skali mikro, tak jak my dzisiaj o Mickiewiczu. Póki co, ta wizja Andrzeja Stasiuka jak najbardziej mi odpowiada i innym go widzieć nie potrzebuję. Podobają mi się jego szczere kłamstewka, oparte na prawdziwych doświadczeniach. Będę wierzyć w nie dopóki nie przestaną być inteligentne i obrazowe.


Andrzej Stasiuk, Jak zostałem pisarzem, czyli próba autobiografii intelektualnej, Czarne 2008.

 

Foto: Kamil Gubała, udostępnione dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1242
Komentarze
Pasja
poezja | 2017-09-17 23:23
beatum
-3-
poezja | 2017-09-17 22:28
www
MARZENIA
poezja | 2017-09-14 10:05
beatum
Siła
poezja | 2017-09-13 23:06
beatum
MIŚ
poezja | 2017-09-13 21:50
Lola
pokaż wszystkie »
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com