Gwiazda zaranna - Marcin Świetlicki

Autor: Krystian Kajewski

Małe rozeznanie w świadomości przeciętnej młodzieży: czy wiecie kim jest Marcin Świetlicki?


Tak, poetą.




45-letnim poetą obecnym zasłużenie na liście lektur szkolnych, ciągle twórczym, choć nie za sprawą warunków głosowych, wokalistą formacji Świetliki, eksperymentującym z formą literacką artystą poszukującym. Niedawno debiutował jako autor kryminalnych powieści, oprócz sprawy oczywistej czyli poezji, udziela się jako felietonista i prowadzący programy kulturalne.


Polskie społeczeństwo pogardza prorokami. Dlatego Świetlicki zakłada tutaj maskę brzuchomówcy.


Marcin Świetlicki ceniony w środowiskach branżowych, mało znany jest ciągle przeciętnemu Polakowi. I taki już chyba Jego los. Chyba, że wystąpi w którejś tam edycji Tańca z gwiazdami. Ale Marcinowi nie zależy na sławie, od targowiska próżności woli wiersze o papierosach i wódce, woli nosić czarne okulary, bo przecież po ich zdjęciu świat przerażający jest tym bardziej. Świetlicki jest coraz bardziej osamotniony na arenie, na której breakdance wypiera dziwadła takie jak On.


Czy mówienie o sobie samym jest zatem czynnością nie rokującą nadziei? Czy infiltracja własnego ego, rozdrapywanie indywidualnych ran, romantyczne stwardnienie rozsiane - to cechy zanikającego gatunku homo poeticus? Czy gra między tonami nihilistycznym a pragnieniem piękna jest grą nie wartą świeczki? Czy Świetlicki jest światełkiem w tunelu, o którym to światełku, zapomniano najzupełniej?


Baza samotności, jaką buduje sobie ten poeta-pustelnik, któremu przypisana została na zawsze wysoce metaforyczna fraza o nieprzysiadalności, jest bazą skupienia. Skoro, jak chciał Sartre, Piekło to Inni, najlepiej dosięga się swojej własnej świadomości w osamotnieniu, w życiu poza obowiązującymi rytuałami społeczności. Oczywiście żaden ze Świetlickiego Szymon Słupnik ani Św. Antoni. Już raczej Antonioni.


Dlaczego ekspiacja Marcina Świetlickiego jest, poza wszystkimi jej romantycznymi obciążeniami, spowiedzią autoironiczno-metafizyczną? Dlaczego mamy proroka skrojonego na miarę naszych potrzeb? Dlaczego Świetlicki?


Ze Świetlickim mam sam poważny problem. Z jednej strony oddaję Mu należne hołdy i czołobitnie zaświadczam iż poeta z Niego wielki, jak na czasy dla poetów marne. Z drugiej mam poważne wobec Jego propozycji poetyckiej wątpliwości, ale może wynika to z faktu, iż kochając Go, tak bardzo, tak dużo od Niego wymagam. Bo powoli wyrasta nam Świetlik na klasyka w aureoli, a niedługo, nie daj Bóg, przywdzieje szaty proroka i konserwatywne poglądy.


To poeta wielkiego kalibru. Przez lata przyzwyczaił nas w swojej poezji do wierności maksymie minimum słów - maksimum treści. Słowa dobiera więc precyzyjnie i uważnie, nie uprawia jak kolega po fachu - Jacek Podsiadło - barokowego wodolejstwa. Dzięki takiemu podejściu Jego liryka skupia w sobie, jak w soczewce, treści najistotniejsze. Widać woli Świetlicki szepty niż krzyki. I bliższa mu jest uprawa ogródka niż sprawa polska. Poeta jako złodziej ognia - ta Rimbaudowska maksyma brzmi w zastosowaniu do Świetlickiego głębiej.
Mandaty przejścia długiej i owocnej drogi dostali Jego poprzednicy. Teraz kolej uzłocić Marcina, który uzłacania nie cierpi.


Wyślij ucznia Franka O’Hary na terminowanie do mistrza Zen - chciałoby się powiedzieć. Legendarna już skromność Autora znalazła potwierdzenie w sytuacji mojego rzeczywistego z Nim spotkania. Poproszony o wystąpienie ze Świetlikami podczas premiery mojego dramatu (do której notabene nie doszło) odpowiada: Panie, ja coś Panowi powiem, weź se Pan manekina i postaw. Banalizacja.


Większość oharystów, jak przystało na naśladowców, rozpłynęła się gdzieś w mule naśladownictwa. Świetlicki, zapatrzony swego czasu w lirykę nowojorską lat 40- 50, potrafił na bazie tych inspiracji ukuć własną propozycję poetycką. Z O’ Harą łączą Go bez wątpienia: banalizacja, anarchistyczny przekaz, minimalizm w warstwie językowej, ale u O’ Hary nie ma tego, co w Świetlickim najistotniejsze - swoiście ironicznej metafizyki.


Rząd dusz nie interesował Franka O’Harę. Nie jest to również przedmiot pożądania dla dobiegającego 50-tki Świetlickiego.


Marcin najwidoczniej nad Ducha przedkłada Ciało, jest poetą życia tu i teraz, co wcale nie przeszkadza aby w Jego liryce panoszyła się specyficzna papierosiano-wódczana metafizyka, aby spacerował po ogrodzie koncentracyjnym niemodny dziś Bogarth, co nie przeszkadza Świetlickiemu do spółki z gnomem z innej półki, Lindą Bogusławem, śnić o Finlandii.


Coraz częściej i głębiej tej Finlandii dosięga językiem Coraz więcej sprawia mi przyjemności podróżowanie razem ze Świetlickim do Krainy Której Nigdy Nie Będzie. I cała w tym tajemnica. Życie. Pisanie. Stosowane wymiennie. Jedno drugie warunkujące i uzasadniające.


Jeżeli Duch ma nadejść, po tym jak Ciało zgnije, niech Ciału zostanie dane śpiewać swą robaczywą odę do końca. Choćby ta pieśń nie niosła w sobie Nadziei.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1614
Komentarze
-5-
poezja | 2017-10-16 00:06
www
Mogło być gorzej
pozostałe | 2017-10-13 22:55
Hardy
Przygoda Franka
bajka | 2017-10-11 11:16
Mgielka
Kot Damazy
poezja | 2017-10-09 13:04
SEMPER
pokaż wszystkie »
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com