SEMPER
liczba publikacji: 17
liczba punktów: 255

BIOGRAFIA część 1 z 3

 

 

 

 

BIOGRAFIA

 

 

 

 

 

 

SEMPER

 

 

 

 

 

 

OSOBY :

 

 

TEO

ANDRZEJ

URSZULA

MAREK

WALDEK

PROFESOR

RYSIEK

MIREK

 

 

a także :

 

 

PETENT

ANNA

PIELĘGNIARKA

 

 

 

 

 

 

Scena 1.

 

 

Gabinet TEO.

Regały z segregatorami, szafy, umywalka, wieszak, mały bufet z ekspresem, biurko.

Za biurkiem w fotelu siedzi TEO, naprzeciwko niego na krześle siedzi PETENT.

 

TEO

Niestety, to nie moja wina. Wyniki wyszły niejednoznaczne, a to znaczy, że coś tam Pan kręcił z tymi pytaniami. Albo, nie nadaje się Pan...

PETENT

Ależ, panie doktorze... Mnie bardzo zależy...

TEO

Rozumiem, rozumiem. Dlatego powtórzymy ten test. Ale, od razu mówię, będzie rozszerzony.

PETENT

To znaczy?

TEO

Podstawowy test to pięćset pytań w czterdzieści minut. Teraz dostanie pan tysiąc pytań w siedemdziesiąt minut. Bez przerwy i pod okiem asystentki. Takie są wymogi.

PETENT

Jezu, po co aż tyle?

TEO

Takie są wymagania. To, zdaje się, Panu na tym zależy, prawda? Bez tego nie ruszymy dalej.

PETENT

Matko. Przecież te pytania niektóre są takie głupie... Jeszcze trafię na jakieś: „czy moczyłeś się w dzieciństwie?”...

TEO

Proszę Pana. Ja nie wnikam, czy to prawda, bo mnie taka informacja nie jest do niczego potrzebna. Sprawdzamy jedynie w ten sposób, czy Pan nie kręci. A to, jak sam Pan widzi, wychodzi... Tak więc, proszę zgłosić się do pani Ani. I widzimy się za godzinę, z ogonkiem.

PETENT

(wstaje)

Co za głupota...

TEO

E, e. To, wbrew pozorom, poważna sprawa.

PETENT

(podchodzi do drzwi)

No dobrze. Jak tak trzeba...

TEO

Trzeba. Trzeba.

 

Petent wychodzi.

 

 

Scena 2.

 

 

Gabinet Teo(jak w scenie 1.).

Słychać PUKANIE do drzwi.

 

 

TEO

Proszę.

 

Drzwi otwierają się i wchodzi ANDRZEJ w sutannie.

ANDRZEJ

Dzień dobry, panie doktorze.

TEO

A witam, witam... Zapraszam.

 

Andrzej zamyka za sobą drzwi, wiesza płaszcz na wieszaku, podchodzi do biurka, Teo wstaje, podają sobie ręce z Teo, siadają.

ANDRZEJ

No, stary, skromny ten twój gabinecik.

TEO

Jak to w przychodni. Chcesz kawę? Tak, jak mówiłem ci przez telefon, mam teraz okienko. A dzięki temu gamoniowi, co wyszedł przed tobą, mamy spoko godzinkę.

ANDRZEJ

A. Świetnie.

TEO

To co? Cappuccino?

ANDRZEJ

Bardzo chętnie. A co z nim?

 

Teo wstaje, podchodzi do ekspresu i robi dwie kawy.

TEO

E. Palant.

ANDRZEJ

To znaczy, nie powinienem pytać, bo to twój pacjent przecież...

TEO

Ani on pacjent, ani ja lekarz. A jak się stara o zezwolenie na broń palną, to niech nie kręci na teście osobowościowym.

ANDRZEJ

A kręcił?

TEO

Jeszcze nie wiem na pewno. Dlatego dostał drugi test. Rozszerzony, bardziej zakamuflowane pytania... Albo ma jakąś dewiację, albo jest za głupi.

ANDRZEJ

Takie buty...

TEO

Chciałbyś ochroniarza z zaburzeniami, co? I to z bronią.

ANDRZEJ

Pewnie, że nie. A to się tak da wyłapać?

TEO

Jest kilka testów różnych, różnistych. A potem rozmowa. I ta decyduje. Czasami już na początku widać, że ktoś nie powinien chodzić z „gnatem” po ulicach. Mało to przygłupów na świecie? A ty co, chcesz sobie kupić jakąś „gwintówkę”, prałacie?

ANDRZEJ

To jeszcze nie jest pewne...

TEO

Pewne, pewne. Najwyższy czas. To co? Chcesz zezwolenie? U mnie dosłałbyś od ręki.

ANDRZEJ

Dzięki za zaufanie, Teodor, ale po co mi?

TEO

No widzisz. A tamten będzie teraz skrobał swoje TAK albo NIE tysiąc razy. Albo i nie będzie skrobał...

ANDRZEJ

I nie dostanie...

TEO

Raczej nie. Twoja kawa, Andrew.

 

Teo stawia filiżanki z kawą na biurku i siada.

TEO

Chcesz coś do kawki? Mały koniaczek?

ANDRZEJ

A masz? A, nie... Kusicielu ty...

TEO

To co? Po kropelce?

 

Teo wyciąga z biurka butelkę koniaku i dwa kieliszki, nalewa, chowa butelkę.

ANDRZEJ

Judasz jesteś.

TEO

Judasz? Prędzej chyba Szatan.

ANDRZEJ

Jak zwał, tak zwał.

TEO

No, to na dobrą rozmowę.

 

Stukają się kieliszkami i piją.

TEO

To mów, Andrzejku drogi. Co się urodziło?

ANDRZEJ

No... Mamy taki problem... Może być śliski, a może być...

TEO

Korzystny?

ANDRZEJ

To też, ale...

TEO

Dostaniesz prałata?

ANDRZEJ

To niby nie zależy od tego, ale...

(wzdycha)

TEO

No to mów wreszcie.

ANDRZEJ

Ooo... Ciężko zacząć... Ty się do tego nadajesz. Doświadczony psycholog, od razu widzisz, jak ktoś kręci... Mógłbyś przesłuchiwać aresztowanych.

TEO

Ty mnie tu nie czaruj.

ANDRZEJ

Ale to prawda. To ważne w tej sprawie. No i jesteś „nasz”.

TEO

Niby co? „Czarny”?

ANDRZEJ

A nie? Dwa lata w seminarium... Ty byś już dawno dostał prałata. Albo i coś więcej. Praca w kurii...

TEO

Faktycznie. W sam raz coś dla mnie.

ANDRZEJ

A że cnota posłuszeństwa...

TEO

Nie jestem pewien, czy to cnota.

ANDRZEJ

Mówisz, jakbyś nie miał przełożonych.

TEO

Zawsze mogę zmienić pracę. A u ciebie z tym trochę gorzej. Raczej.

ANDRZEJ

E, tam. Za długo w tym siedzę. No, wypijmy.

 

Teo i Andrzej dopijają koniak.

ANDRZEJ

Z naszego rocznika, z dwunastu chłopaków, zostało wyświęconych ośmiu. Jeden, pominę milczeniem, drugi nie żyje. To daje pięćdziesiąt procent. Jak na dzisiaj, to dużo. Teraz to... wiesz.

 

Andrzej pije kawę. Teo też sięga po filiżankę i popija cappuccino.

TEO

Zostaw to. Mów lepiej, co tam „Flaszka” znowu wymyślił.

ANDRZEJ

No, żebyś wiedział... Pamiętasz Harrisa? Albo Kaszpirowskiego?

TEO

Ba. Pewnie. Adin, dwa, tri...

ANDRZEJ

My też się gapiliśmy w telewizor. Moja matka była nawet u Harrisa...

TEO

A potem się wszystko urwało.

ANDRZEJ

Namnożyło się ich tylu, tych bio-energo-terapeutów... A co drugi, to fałszywy. A zaczęło się właśnie od Harrisa.

TEO

No, pamiętam. Jak przyznał, że może i odwrotnie. Że korzysta ze złych mocy...

ANDRZEJ

Otóż to. Otóż to właśnie... A ilu proboszczów zapraszało do swoich kościołów tych... uzdrowicieli... I góra pozwalała...

TEO

No. A teraz to temat tabu. Ale co to ma wspólnego?...

ANDRZEJ

Ma, ma. Aż się zdziwisz. Teraz na ogół mówi się, że to zło. Jak gusła, wróżenie, zabobony... Że nie wiadomo do końca, czy te uzdrowicielskie moce nie pochodzą od Szatana. Ty dobrze wiesz, o czym ja mówię. Zajmujesz się sektami...

TEO

No, cieplej, cieplej... Naleję nam jeszcze po jednym.

 

Teo wyciąga z biurka butelkę i nalewa koniak do kieliszków, później chowa butelkę.

ANDRZEJ

I gdzie ja mogę znaleźć kogoś lepszego... Bo to, widzisz... I jeszcze przecież to, że współpracujesz z Markiem...

TEO

E, tam. Te parę razy...

ANDRZEJ

Nie. Ale to ważne. Naprawdę. Bardzo ważne. „Stary” zgodził się na ciebie od razu.

TEO

Ale w jakiej sprawie? Powiesz wreszcie, czy będziesz to tak ciągnąć? Chcesz mnie kupić, czy jak? Wypij i gadaj.

 

Wypijają po pół kieliszka.

ANDRZEJ

Widzisz, to jest bardzo ważne rozróżnienie. I dla teologa i dla egzorcysty. Bo Zły nie może działać bez świadomości człowieka. To podstawowa teza. Niepodważalna.

TEO

Andrzej...

ANDRZEJ

Już mówię. Jakieś dwa miesiące temu, może trochę więcej, zdarzył się pewien wypadek samochodowy. Czysty przypadek. Facet najechał na jakieś żelastwo na drodze. Pękła mu opona i zderzył się czołowo z innym samochodem. Nie jechali szybko, więc nic poważnego się nie stało. Facet miał złamaną rękę, jakieś stłuczenia... Nic wielkiego. W tym drugim samochodzie kobieta doznała urazu głowy. Krwiak, lekarze musieli operować... Technicznie, wszystko niby dobrze. Ale nie wybudziła się. Przypadek. Może coś tam minimalnie uszkodzili

podczas operacji? Lekarze twierdzą, że wszystko poszło dobrze. Badania, różne tam, nic nie wykazały. Ale kobieta jest w śpiączce. Prawie „warzywo”. Jak my mało jeszcze wiemy o człowieku... Pamiętam, w jakimś filmie, kobieta była w śpiączce kilka lat, a obudziła się, bo ją komar dziabnął...

TEO

To chyba „Kill Bill”... Dobry film. Ty oglądasz takie rzeczy?

ANDRZEJ

Może... A ta nasza leżała, leżała, przybywało nowych chorych, a ona, wiesz, przeszła na „dalszy plan”. Bo nie rokowała. A w szpitalu zaczęło się robić jakoś dziwnie. Jakoś nikt im nie umierał. Albo inaczej. Nikt nie umierał na jej sali. Zorientowali się prawie dwa miesiące później. Bo to było jednak trochę dziwne. Niewytłumaczalne przypadki samo - uzdrowień. Bo kilku osobom lekarze nie dawali żadnych szans. Tak, jak ty temu tam... Pojedyncze przypadki cieszą, ale cała seria? Zresztą, może by i w ogóle do tego nie doszli, tak są zadufani w sobie, te konowały pieprzone...

TEO

Coś za bardzo ich nie lubisz?

ANDRZEJ

Nie. Nie lubię. Tyle lat chodziłem do chorych, to się napatrzyłem. Pycha. To ich znak firmowy.

TEO

Tak, to mówią i o „czarnych”

ANDRZEJ

Pewnie. Ja też jestem grzesznikiem. Chociaż, czasami zapominam.

TEO

Zamiast komentarza, dokończmy to.

 

Wypijają koniak.

TEO

Na razie wystarczy. Kawa nam wystygnie. Chcesz świeżą? Schowam te kieliszki.

ANDRZEJ

Nie... Coraz grubszy się robię...

TEO

To mów dalej.

ANDRZEJ

Pomimo tego, że jesteśmy teraz na bakier z wszelkiej maści hochsztaplerami, ludzie korzystają z ich usług.

TEO

Korzystają.

ANDRZEJ

Rodzina jakiegoś chorego, czy chorej, nawet nie wiem dokładnie, ale to nieważne, zaprosiła jakiegoś tam cudotwórcę do szpitala. A ten, okazało się, nie był żadnym szarlatanem. Bo wyczuł jakieś tam bio - pole, czy jak tam to oni nazywają...

 

TEO

Ehe.

ANDRZEJ

Nawet, jak mówił, aurę zobaczył. U niej. No... Hm. I mamy sensację w szpitalu.

TEO

To znaczy, ona uzdrawia innych, będąc w śpiączce?

ANDRZEJ

Słyszałeś o podobnym przypadku?

 

Teo wzrusza ramionami i chowa kieliszki w biurku.

ANDRZEJ

Ano właśnie. Dlatego mówię, że teologicznie jest

„czysta”. Harris mógł sobie korzystać ze złych mocy. Czy inne swołocze z psychosekt, ci niby – terapeuci... Lekarze najpierw zaczęli ją badać po swojemu. Tomokomputer, rezonans, inne tam... Na okrągło. Potem nawet zaprosili kilku tych „różdżkarzy”... Widzisz, przełamali się i zaczęli współpracować z „szamanami”, jak ich sami nazywają. A ci mówią, że jest bardzo mocne biopole, że aura... Dostawili jej kilka najcięższych przypadków... No. I cuda. Stany terminalne nowotworów stanęły, ba, zaczęły się cofać... To się nie zdarza... Początkowo nas w to nie wciągali, ale przecież w każdym szpitalu są wizyty duszpasterskie, a ludzie gadają, gadają...

TEO

A wy co?

ANDRZEJ

Jak sam dobrze wiesz, nasz Kościół bardzo nie lubi cudów.

TEO

Oj, tak. Tak.

ANDRZEJ

Co innego cuda potwierdzone, uznane, najlepiej historyczne. A co innego nowe. Do Medjugorie jeżdżą tysiące ludzi. Oficjalne stanowisko znasz. A ilu na tym zarabia...

TEO

Ba. Biznes jest biznes.

ANDRZEJ

A tu... świeżutka niespodzianka.

TEO

I co? Ona cały czas śpi?

ANDRZEJ

Otóż nie właśnie. Przedwczoraj rano się obudziła. Samodzielnie. I lekarze i „szamani” zgodnie twierdzą, że tego oczekiwali. Że niby wytworzyła się taka sytuacja...

TEO

Że zaczęła tak silnie oddziaływać, żeby się sama obudzić, że aż sąsiedzi skorzystali z tego, mimochodem?

ANDRZEJ

Coś w ten deseń chyba. Wyobrażasz sobie?

TEO

I nadal uzdrawia? A jest tego świadoma?

ANDRZEJ

No, zapalasz się. Trafne pytania. Uzdrawia nadal. Nie wiem, czy jest tego świadoma. Usilnie prosiłem, żeby jej nikt tego na razie nie mówił. Podobno ma lekki niedowład lewej nogi, ale może się uzdrowi sama, nie?

TEO

Macie sensacyjkę.

ANDRZEJ

Mamy. Ty też. Jeśli się zgodzisz, oczywiście.

TEO

Ja?

ANDRZEJ

Coś czuję, że rybka połknęła haczyk.

TEO

Niech cię cholera...

ANDRZEJ

Powiem ci coś. Znasz mnie, jakbyś był moim spowiednikiem. To już prawie czterdzieści lat, nie? Ty pewnie byłbyś lepszym księdzem...

TEO

Nie bierz mnie pod włos.

ANDRZEJ

Dobra, dobra... Teo, tego się nie da zamieść pod dywan.

TEO

A co „Flaszka” na to?

ANDRZEJ

No, dochodzimy do sedna. Hm... A, co tam. Jesteś swój, to co ja tam... Wiesz, jak jest. Jego Ekscelencja ma tam na górze swoje układy, wiadomo. A żrą się tam pewnie jak wściekłe psy. A on jest dosyć... Wiesz. Strachliwy.

TEO

Raczej.

ANDRZEJ

On by to schował, ale się już nie da. I sobie wymyślił, że ten „gorący kartofel” podrzuci do Radia. Jak coś z tego będzie, to część zasług będzie jego, nie? A jak się nie uda...

TEO

Jasne. A co konkretnie „ma się udać”?

ANDRZEJ

On tego sam nie ogarnie. Za duży kaliber. A oni mają... zaplecze marketingowe... Przecież nie można tej biednej kobiety tak zostawić samej sobie. Jeżeli to jest łaska

boska, czysta sprawa, można, ba, trzeba to wykorzystać w słusznej sprawie.

TEO

Oczadziałeś? Andrzej. W co ty się pakujesz?

ANDRZEJ

Wiem, wiem... To jest śliskie, jak cholera...

 

Słychać PUKANIE do drzwi.

TEO

Proszę... Mało powiedziane.

 

Wchodzi ANNA i zamyka za sobą drzwi.

ANNA

Panie doktorze, ten facet zrezygnował. Nawet nie zrobił połowy testu, oddał mi wszystko i sobie poszedł.

TEO

E, tak myślałem. No nic. Mamy dzisiaj jeszcze trzy osoby, tak?

ANNA

Za pół godziny.

TEO

No to, pani Aniu, teraz mamy przerwę na lunch.

ANNA

Oczywiście, panie doktorze.

 

Anna wychodzi.

 

 

Scena 3.

 

 

Gabinet Teo (jak w scenie 1.).

Teo i Andrzej siedzą przy biurku.

 

 

ANDRZEJ

Panie doktorze...

TEO

Ania to pielęgniarka. Przyzwyczajenie zawodowe.

ANDRZEJ

A ty tego nie prostujesz?

TEO

Po co? Jak komuś wygodnie?

ANDRZEJ

Tytułu się dorobiłeś...

TEO

Wali mnie to... Wiesz, jakie to jest śliskie?

ANDRZEJ

Ba. Autorytet Kościoła... Dlatego trzeba tę sprawę bardzo skrupulatnie zbadać. Bardzo, bardzo.

TEO

Przede wszystkim teologicznie... A Marek? Co on na to?

ANDRZEJ

Dopiero dzisiaj wraca. Nic jeszcze nie wie... A co niby miał robić egzorcysta z nieprzytomną kobietą? Jutro, to co innego. Masz czas jutro? Bardzo dobrze by było, gdybyś też tam był, w szpitalu. Ona jeszcze leży w łóżku. A może już jutro wstanie, jak lekarze pozwolą? To naprawdę bardzo świeża sprawa. Teo, co ty na to?

TEO

Hmmm... Czego ty ode mnie oczekujesz?

ANDRZEJ

Ja nie wiem, jakie są te ich procedury szpitalne, czy mają jakiegoś psychologa, czy pacjent po takim

przebudzeniu jest zupełnie normalny, rozumiesz... „Stary” chce, żebyś, zupełnie oficjalnie, z ramienia Kościoła, był przy niej. Żebyś ją wyciągnął z depresji, jeśli jest, pomógł jej się pozbierać, no i, oczywiście, żebyś zrobił dla nas wywiad środowiskowy, rozumiesz... Umówisz się z Markiem na jutro, na przykład. Zorientujecie się obaj, co jest grane...

TEO

I czy plany „Starego” są realne?

ANDRZEJ

No tak. To na razie sprawa lokalna. Te parę godzin jutro chyba znajdziesz, co? No i później. Bo to wszystko trzeba będzie przecież pilotować.

TEO

Uhm... Jeden Marek nie wystarczy... Tam by trzeba kilku. I z Radia i z Tygodnika... I tak, żeby jej nie zamęczyć, nie spłoszyć... Ty masz jakieś rozeznanie w środowisku uzdrowicieli? Który z nich jest godny zaufania i e... no. Do zaakceptowania? Co? No i jakiś zaufany ekspert ze strony medycznej...

ANDRZEJ

Jest parę takich osób. Lista jest dosyć krótka.

TEO

Ciężka sprawa...

ANDRZEJ

Teo, słuchaj. Zatrudnimy cię na zlecenie... Tylko, czy ty się tego podejmiesz? Masz dwie połówki etatów, no...

TEO

Muszę pomyśleć. Jutro się jeszcze spotkamy pewnie...

ANDRZEJ

Jasne... No. A jak tam twój Rafał?

TEO

Przecież wiesz, kończy medycynę. Mieszka ze swoją dziewczyną... Okej.

ANDRZEJ

Tak, dzieci rosną...

TEO

A... Jak Teresa?

ANDRZEJ

Pojechała do sanatorium... No, jakoś nie mogę tego skończyć. To nie takie proste.

TEO

Nie ma prostych spraw.

ANDRZEJ

Nie ma.

TEO

A zebrałeś o niej jakieś informacje? Kto to jest?

ANDRZEJ

Oczywiście... A Teresa...

TEO

To twoja sprawa. Jak ona się nazywa, gdzie mieszka, gdzie pracuje, wykształcenie...

ANDRZEJ

Czy chodzi do kościoła... Pewnie, że tak. Mam tu wszystko...

 

Andrzej podaje Teo kilka kartek. Teo przegląda je, potem odkłada na biurko.

ANDRZEJ

Mój wikary zebrał też informacje od sąsiadów i z innych źródeł, masz tam wszystko.

TEO

Sporo tego.

ANDRZEJ

Jest w porządku. Ale... to może tylko tak wygląda?

TEO

Od czegoś trzeba zacząć. To, mówisz, „Flaszka” chce ją im podrzucić? Cwaniaczek. A ty ją podrzucasz mnie.

ANDRZEJ

A co ja mogę?

TEO

Spychologia.

ANDRZEJ

W seminarium mogłeś sobie być idealistą. Ale jak byś był trzydzieści lat księdzem... System, chłopie. System.

TEO

Realista. Pewnie masz rację. Jakie to życie popieprzone jest jednak, nie?

ANDRZEJ

A my się starzejemy. Wszystko przelatuje tak bardziej obok nas, ostatnio, nie?

TEO

Wiek poprodukcyjny.

ANDRZEJ

To co? Weźmiesz to?

 

Teo zamyka oczy i kiwa głową.

ANDRZEJ

To się cieszę.

TEO

Z jednym zastrzeżeniem. Odpowiadam jedynie w zakresie moich zawodowych kompetencji.

ANDRZEJ

Cwaniaczek.

TEO

Nie będę nadstawiał dupy za kogoś innego.

ANDRZEJ

A widzisz.

TEO

Mogę ją zmotywować, ukierunkować pro -, bo o to chodzi, nie? Ale nie ja będę odpowiedzialny, jak coś pójdzie nie tak. Trzeba by się zastanowić, czy to jest w ogóle potrzebne Kościołowi. I jak to się wszystko może rozwinąć. Jak w szachach. Kilka posunięć do przodu trzeba by przewidzieć już teraz...

ANDRZEJ

Jeśli w ogóle będziemy coś planować.

TEO

Jeśli. A i tak mogą zaistnieć tak zwane „nieprzewidziane okoliczności”. Nie?... Ale historia...

ANDRZEJ

Sam widzisz.

TEO

No, jest nad czym główkować. Ja pierdzielę...

ANDRZEJ

Dobra. Teo, będę już leciał. Pokumaj trochę. A ja zadzwonię wieczorem, umówimy się na jutro.

TEO

Ty też chcesz tam być?

ANDRZEJ

Nie. Za dużo by nas tam było. Później pogadamy. U mnie.

(wstaje)

No dobra, Teo. Zdzwonimy się, nie?

TEO

Jasne, jasne...

 

Teo wstaje, podchodzi do Andrzeja; Andrzej sięga po płaszcz, kładzie go na ramieniu; podają sobie ręce.

ANDRZEJ

To do wieczora.

TEO

No, na razie.

Andrzej wychodzi.

 

 

Scena 4.

 

 

Sala chorych w szpitalu.

Mały telewizor na ścianie, z automatem wrzutowym, przy drzwiach umywalka. Na łóżku leży URSZULA, podłączona do kroplówki. Obok łóżka szafka, trzy krzesła. Urszula ma bardzo krótkie włosy.

Wchodzą Teo i MAREK, Marek zamyka drzwi. Podchodzą do Urszuli, siadają na krzesłach. Teo ma kwiaty w doniczce, jedzenie, owoce, napoje.

TEO

Dzień dobry, pani Urszulo. Jestem psychologiem, nazywam się Teodor Konieczny. Proszę mi mówić po prostu Teo. Proszono mnie, abym zadbał o pani zdrowie... Wiadomo, po takim wybudzeniu, dwa miesiące w śpiączce, jest na ogół potrzebny ktoś, kto pomoże stanąć na nogi, dosłownie i w przenośni...

URSZULA

Urszula K.

MAREK

Teo jest bardzo dobrym fachowcem. Na pewno pani pomoże.

TEO

Widzę, że jest już pani po spowiedzi i komunii...

MAREK

Tak, zgadza się.

TEO

To teraz trzeba zadbać o ciało. Przyniosłem pani parę rzeczy... ale najpierw kwiaty.

URSZULA

Piękne azalie.

 

Teo wstaje, podchodzi do okna, stawia doniczkę na parapecie i wraca na krzesło.

TEO

Ordynator uległ moim namowom i pozwolił. Postawię je na parapecie. A tu mamy jeszcze... owoce, herbatniki, czekoladę... Jutro mają zdjąć kroplówkę... Na razie nie musi pani myśleć o linii, wręcz przeciwnie, powiedziałbym... Owoce już umyte. Tak, że bardzo proszę... A, no i, oczywiście, woda. Dwie butelki niegazowanej. Napije się pani może?

 

Teo stawia wszystkie rzeczy na stoliku, lub obok.

URSZULA

Nie, dziękuję.

TEO

To może pozwoli pani, że ja sobie trochę wody naleję. Widzę, że ma pani tu parę kubków...

 

Teo sięga po jedną z butelek i kubek, nalewa sobie wodę.

TEO

Gadałem i gadałem z tym waszym ordynatorem, aż mi zaschło w gardle. Naleję sobie trochę, jeśli pani pozwoli. To co, nalać pani także?

URSZULA

A, może trochę...

TEO

Oczywiście.

(sięga po drugi kubek i nalewa wodę)

A pani dzieci będą tu dzisiaj? Bardzo proszę.

 

Teo podaje Urszuli kubek z wodą. Piją.

URSZULA

Tak. Po południu. Trochę jakby słona...

TEO

Woda? Nie, normalna...

(czyta napis na etykiecie, potem pije)

„Wysoko zmineralizowana”... Ale mi się chciało pić. Jak dia... Dobra.

URSZULA

No, rzeczywiście. Bardzo dobra.

TEO

Ksiądz Marek jest tu praktycznie codziennie, w szpitalu, więc jeżeli miałaby pani ochotę się z nim pomodlić, czy żeby udzielił pani komunii...

URSZULA

A pan?

TEO

Nie. Teodor. Po prostu Teo. Ja może też panią poproszę, żebyśmy przeszli na ty. Dobrze? To nam pomoże w terapii. Terapia to niezbyt trafne słowo, w twoim, Ula, przypadku, no, ale takie mi akurat przyszło do głowy. A więc, Teodor. Teo.

 

Teo i Urszula podają sobie ręce.

URSZULA

Urszula. Ula.

MAREK

Świetnie. Widzę, że „terapia” już zaczyna działać. Bardzo dobrze. I proszę się nie krępować, moja droga, jeśli mogę pomóc, jako duszpasterz.

TEO

A ja, ze swej strony, gorąco polecam modlitwę. To, w bardzo wielu przypadkach, najlepsza terapia. No, znowu. Naprawdę, trzeba wymyślić jakieś inne słowo.

URSZULA

Psycholog poleca modlitwę?

TEO

No oczywiście. To banał, ale „wiara czyni cuda”. Tak. Wielu ludzi zapomina o tym. Wiesz, Ula, ludzie nie dbają o siebie. To tak, jak z grypą, czy przeziębieniem. Proste metody: odpowiednie ubranie, właściwe odżywianie się, herbata z cytryną, jakieś witaminy i nie zachorujesz. Albo, chociaż, zmniejszysz ryzyko choroby.

MAREK

Tak wielu z nas choruje jakby na własne życzenie... Teo ma całkowitą rację.

URSZULA

No tak.

TEO

Pewnie, że tak. Dlatego, jak mówię, korzystaj Ula z tego, że ksiądz Marek jest tu każdego dnia.

MAREK

Oczywiście. Każdego dnia i bez żadnych ograniczeń. Ja jestem po to, żeby pomagać innym. I nic mnie tak nie cieszy, jak widok kogoś, kto wraca do zdrowia. I fizycznie i duchowo. Może jeszcze wody?

URSZULA

Tak, chętnie. Dziękuję księdzu.

 

Marek nalewa wodę i podaje kubek Urszuli, potem także Teo. Urszula pije wodę.

TEO

Nalej i mnie też, Marek. Okej. Dzięki... Nagadałem się z tym twoim ordynatorem, mówię ci, Ula...

(pije wodę)

Ale przynajmniej masz piękne azalie, nie?

URSZULA

Bardzo ładne. Dziękuję. Dobra ta woda.

TEO

No dobrze, Ula... Zostawimy cię na razie. Ja wpadnę do ciebie jeszcze gdzieś za godzinkę może, bo mam tu też inne sprawy... Ale, tak jak mówię, po twoim wybudzeniu jesteś pod specjalnym nadzorem...

URSZULA

Myślicie, że coś ze mną nie tak?

MAREK

Jestem przekonany, że nie.

TEO

Procedury przewidują kilkudniową, co najmniej, obserwację. Ale, to nie jest dla nas jakiś „przykry obowiązek”. Rozumiesz, Ula? Dlatego chętnie jesteśmy do

twojej dyspozycji. Ksiądz Marek, jako kapłan, a ja jako terapeuta. Znowu to nieciekawe słowo. Trzeba by znaleźć inne. O, widzisz... Ula. Twoje pierwsze zadanie w „terapii”: wymyśl inne, lepsze określenie. Zgoda? No, idziemy, księże Marku, bo tu się już zasiedzieliśmy na całego. A jeszcze mamy parę spraw. No to, do zobaczenia.

 

Teo i Marek wstają z krzeseł i wychodzą z sali.

 

 

 

Scena 5.

 

 

Gabinet lekarski w szpitalu.

PROFESOR, WALDEK, Marek i Teo siedzą i rozmawiają.

 

 

MAREK

Przede wszystkim, chciałem bardzo gorąco podziękować za to, że mogłem porozmawiać z chorą sam na sam, udzielić jej sakramentów...

PROFESOR

Ta druga chora z sali i tak miała mieć dzisiaj badania.

WALDEK

Ale do nas przychodzi zawsze ksiądz Bolesław...

TEO

Ksiądz Marek jest delegowany do tej sprawy przez biskupa, tak jak i ja. Ja, jako psycholog i terapeuta, a ksiądz Marek jest egzorcystą.

PROFESOR

A... Aha.

TEO

Panie profesorze, bardzo nam zależy na dobrej współpracy, pan rozumie... To nie jest jakaś tuzinkowa sprawa.

PROFESOR

Nie jest. To prawda.

TEO

Nie chcemy wam zakłócać pracy. Z naszej strony deklarujemy bardzo daleko idącą pomoc, dostosujemy się, oczywiście, do wszelkich waszych sugestii...

PROFESOR

No tak, tak... No i co ksiądz stwierdził?

MAREK

Wszystko w najlepszym porządku. Przynajmniej, takie odnoszę pierwsze wrażenie z półgodzinnego spotkania... TEO

Najpierw szarlatani, teraz egzorcysta... Panowie, my to doskonale rozumiemy, prawda, księże Marku?...

MAREK

Właśnie. Teodor jest świetnym psychologiem, zwalcza sekty... Jest stricte naukowcem, tak jak i wy, panowie... Czasami, jako egzorcysta, współpracuję z różnymi psychologami, psychiatrami. Bardzo często zdarza się, że zawężają oni swoje diagnozy do swojego własnego punktu widzenia. Taki redukcjonizm... Arbitralnie negują istnienie świata duchowego. Zapominają, że filozofia, czy teologia, to także nauka.

TEO

To jest jak z elektronem. Pamiętacie panowie pewnie ze szkoły, że elektron ma charakter korpuskularno – falowy. Jest jednocześnie i materialny i niematerialny. Taki paradoks. Ale stwierdzony naukowo. Niepodważalny.

MAREK

„Fides et ratio”. Nadprzyrodzoność jest komplementarna z racjonalizmem w poznaniu.

TEO

W psychologii także nie da się oddzielić ducha od ciała. Co ja wam będę, panowie, takie rzeczy... Sami wiecie.

PROFESOR

Nie mogę się nie zgodzić.

MAREK

Dziękujemy, panie profesorze. Tak, jak powiedział już Teodor, absolutnie nie chcemy wam przeszkadzać w czymkolwiek. Wręcz przeciwnie. Pomożemy, jeśli tylko

będziemy mogli. Kościół potrafi się odwdzięczyć, panowie... I bardzo serdecznie prosimy was o pomoc.

PROFESOR

Oczywiście. Rozumiemy, że to poważna sprawa.

WALDEK

No, a jak my możemy wam pomóc?

TEO

Na początek, mamy jedno ważne pytanie. Jak długo ona tutaj zostanie?

WALDEK

Po tak długiej śpiączce trzeba ja przetrzymać na obserwacji. Fizycznie jest zdrowa, no, ma lekki niedowład lewej nogi, ale to nic nadzwyczajnego... Dojdzie do siebie. Seria dobrze dobranych zabiegów...

PROFESOR

Do końca przyszłego tygodnia gdzieś...

WALDEK

Tak. Schudła trochę... Nie wiem, skąd ona bierze tyle energii, bo przecież... Coś za coś, nie?

TEO

Oczywiście, że tak. Koniec przyszłego tygodnia, panie profesorze?

PROFESOR

Tak, sądzę, że tak. Chyba, że chcielibyście...

MAREK

Nie, dlaczego? Niech spokojnie dojdzie do siebie.

WALDEK

A może nam ksiądz coś więcej powiedzieć?

MAREK

No cóż. Wyspowiadałem ją, szczegółowo. Nie tak, jak przed Wielkanocą: „rach, ciach i już”. Była chętna.

Komunię przyjęła bardzo radośnie. Wspólna modlitwa, później rozmowa, przebiegły pozytywnie. Próba z wodą święconą, dwukrotnie, też pozytywnie. Jest szczera.

Tak więc, z tej strony, jestem co najmniej zadowolony.

PROFESOR

No, rozumiem, że to, co ksiądz mówi, ma swoją wagę...

MAREK

Oczywiście.

PROFESOR

My nie chcemy wchodzić w wasze kompetencje... Cholera, pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Przepraszam księdza.

MAREK

Ależ nie ma za co. Myśli pan, profesorze, że ja nie przeklinam czasami?

PROFESOR

He, he, no tak. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi.

TEO

Panie profesorze, Waldek... Ja doskonale wiem, jakie jest podejście lekarzy do tak zwanej medycyny niekonwencjonalnej. I absolutnie to rozumiem...

MAREK

My też bardzo nie lubimy, jak na nasze podwórko wchodzą, ukradkiem, jakieś sekty...

TEO

To, co można zważyć, zbadać, jest racjonalne. Albo, albo. Ale my za mało jeszcze wiemy o człowieku, żeby wszystko zdefiniować naukowo. A z drugiej strony, sami wprowadzamy nowe metody, oparte na starych, prawie szamańskich praktykach. Cała fizykoterapia, lasery, pola, jonizacja, ba, nawet akupunktura... Hipnoza...

 

MAREK

Tak, tak. Sam Jezus był przecież uzdrowicielem. I apostołowie. A ilu świętych? A potwierdzone cuda?

TEO

Nie chciałbym się posuwać zbyt daleko... ale nie możemy wykluczyć, że pani Urszula...

WALDEK

Jest fenomenem. To możemy stwierdzić choćby statystycznie.

PROFESOR

Otóż to. Racjonalizm w czystej postaci.

MAREK

Matematyka nie kłamie.

TEO

Czyli, możemy zgodnie stwierdzić, że mamy ten sam problem.

MAREK

Trafnie to ująłeś.

TEO

Problem. Z jednej strony moglibyśmy się cieszyć. Ale... Przy naszym ułomnym aparacie pojęciowym...

PROFESOR

Otóż to. Otóż to.

WALDEK

A ty, Teodor, jesteś z Opus Dei, czy z czegoś takiego?

 

Teo się śmieje.

MAREK

Teo? He, he, z jego poglądami? Prędzej by trafił do Inkwizycji. Na stos, he, he, he.

WALDEK

Nie, bo myślałem...

MAREK

Nic nie będzie zamiecione pod dywan. Raczej odwrotnie. Ale to naprawdę trzeba bardzo dokładnie, rzetelnie, zbadać, panowie.

PROFESOR

A, takie buty...

MAREK

Ale, panie profesorze, panie doktorze... To, o czym my tutaj mówimy, zostaje między nami. To jest wszystko objęte naszą tajemnicą zawodową. Moją, kapłańską, oraz waszą, lekarską. Czy my się dobrze rozumiemy?

PROFESOR

Oczywiście. Etyka zawodowa...

MAREK

Przepraszam, że o tym przypominam, ale to ważne.

WALDEK

Oczywiście.

TEO

Wy przeprowadzaliście swoje badania, dopuściliście do niej także tych tam, bio – energo, rozumiecie więc, że także my chcielibyśmy...

PROFESOR

Zrozumiałe. Ale, wracając do pana...

TEO

Teodor. Po prostu Teo, profesorze.

PROFESOR

Dobrze. To tak... Księże Marku, jak się księdzu współpracuje z Teodorem? Bo mnie to bardzo ciekawi.

MAREK

Eee... Ja mam poglądy, no, powiedzmy, umiarkowane. A Teo od zawsze był liberałem. Ale to nam w niczym nie przeszkadza. Ba. Teodor bardzo mi pomaga w egzorcyzmach.

Ja to go kiedyś sobie określiłem, że on jest „ideowym katolikiem”. I jestem go absolutnie pewnym w kwestiach wiary, jak siebie samego. A że się nie zgadza z jakimś tam hierarchą, albo, że nie lubi tego całego blichtru...

WALDEK

To znaczy, dobry „łącznik”?

TEO

Ale ja tu jeszcze jestem, wiecie? Nie o mnie, zdaje się, mieliśmy rozmawiać?

PROFESOR

Właśnie. Przejdźmy do rzeczy. To co, cztery kawy?

 

Profesor sięga po słuchawkę telefonu, coś naciska i po chwili z kimś rozmawia.

PROFESOR

Pani Ewo, poprosimy cztery kawy i jakieś ciastka, kanapki, dobrze?... No tak, oczywiście... Tak, dziękuję.

(odkłada słuchawkę)

No, mamy wspólny problem, jak powiedział Teo, bardzo trafnie zresztą...

TEO

Profesorze. My nie mamy dokładnych informacji. To przede wszystkim. Jeżeli możecie nam przedstawić całą historię, z przyległościami... Kto, kiedy, jak, co, dlaczego... Później my powiemy, co chcielibyśmy jeszcze sprawdzić, jak i dlaczego, dopóki jest jeszcze w szpitalu... No, a potem wspólnie zastanowimy się, co dalej.

WALDEK

No tak. Teraz można pogadać konkretnie.

 

 

Scena 6.

 

 

Sala chorych (jak w scenie 4).

Urszula leży na łóżku, bez kroplówki.

Rozlega się PUKANIE do drzwi.

 

 

URSZULA

Proszę.

 

Wchodzi Teo.

TEO

Witam, witam. Mogę wejść?

URSZULA

Proszę, oczywiście.

TEO

Jak się czujesz, Ula? Pozwolisz, usiądę sobie obok.

 

Teo siada na krześle.

URSZULA

No, dobrze chyba. Jestem trochę skołowana.

TEO

No tak. To zrozumiałe. Przejdzie. Powinniśmy poznać się trochę bliżej. Mam pięćdziesiąt siedem lat, jestem starym psychologiem, z bagażem, wiesz. Moja żona umarła kilka lat temu, na raka. Mam syna, kończy medycynę. Już poszedł na swoje. A ty? Powiedz coś o sobie, tak w skrócie.

URSZULA

Ja... No cóż... Też już jestem wdową. Mąż miał wypadek samochodowy. Mnie teraz uratowali, widzisz... Mam dwoje

dzieci, też studiują. A ja pracuję w Urzędzie Miejskim. Takie tam, biurowe zajęcie. Pięćdziesiąt trzy lata. Jurek i Wanda, moje dzieci, mają być u mnie po południu. Też już są samodzielne.

TEO

Aha. Podobnie jak ja, stabilizacja, co? No tak. Jesteśmy małymi trybikami, na co dzień nie myślimy o jakichś wielkich, ważnych sprawach, codzienność i rutyna. Czasami jakiś przypadek nas z tego wytrąca... Przychodzi refleksja, po co to wszystko, co dalej... Tak... Wody?

URSZULA

Nie, dziękuję.

TEO

Czasami ktoś traci pracę, musi się na nowo przystosować, albo traci się członka rodziny, życie dalej bez kogoś kochanego bywa trudne, bolesne... Ale, wiesz, mówią, że „w stojącej wodzie lęgną się zarazki”. Życie to wieczne zmiany. A my boimy się zmian, jesteśmy wygodni i leniwi. Wiesz, w czasie pogrzebu każdy ksiądz mówi: „cieszmy się, nasz zmarły brat jest teraz bliżej Boga”. Czy podobnie. Ale nikt tego nie słucha. To źle. Naprawdę, powinniśmy się cieszyć, jeśli wierzymy w Boga. Dopóki jeszcze żyje, walczmy o niego. Ale, skoro Pan go do siebie powołał, cieszmy się tym. Odszedł od nas, ale, jeśli go kochamy... Ta zmiana może być dla niego dobra. Wszystkie zmiany w naszym życiu mogą być dla nas dobre. Zmiana jest czymś zupełnie naturalnym. To prawidłowość. Gdyby nie ewolucja, po Ziemi łaziłyby jeszcze dinozaury. Dlatego, nie należy rozpaczać, gdy ktoś rano ściąga z nas kołdrę, nie daje pospać. Trzeba wstać i cieszyć się życiem. Zaplanować coś, choćby coś małego na początek.

„Co by tu zrobić sobie na śniadanie? Jajecznicę, czy kanapki z dżemem”?

URSZULA

Zjadłabym taką jajecznicę...

TEO

No, nie jest dziwne. Długo nie jadłaś.

URSZULA

Dopiero dziś zaczęłam. Jakieś kleiki...

TEO

Zaczęłaś. Planować. Bardzo dobrze. Wiesz co, obiad macie tu, w szpitalu, gdzieś za godzinę, pogadam w kuchni, może dostaniesz tę swoją jajecznicę? Co ty na to?

URSZULA

Poważnie? Bo jak sobie pomyślę o tym ich... szpitalnym żarciu... Łeee...

TEO

No, wiem. Najgorsza rzecz w całym tym leczeniu. Ohyda.

URSZULA

Jeżeli mógłbyś, Teo...

TEO

Oczywiście. W każdym razie, postaram się. Wiesz, zostałem psychologiem, bo zawsze chciałem pomagać.

URSZULA

I pomagasz?

TEO

Tak. Czasami nie pomagam, ale to też jest rodzaj pomocy. Taki paradoks. A ty? Lubisz pomagać innym?

URSZULA

Ja? Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

TEO

Pomyśl. Pracujesz w urzędzie. Pewnie przychodzi tam wielu petentów. Masz z nimi bezpośredni kontakt?

URSZULA

No tak, oczywiście.

TEO

Ula, nie chodzi mi o zawodowa uprzejmość. „Dzień dobry, do widzenia, proszę, dziękuję”.

URSZULA

Rozumiem. Jakoś nie pamiętam, żebym kogoś zbyła. Tak złośliwie, czy jak tam... Chociaż czasami przychodzą do nas strasznie nachalni ludzie. Nie mają racji, a upierają się przy swoim. Jest inaczej, jak ktoś przyjdzie z jakimś niepełnym wnioskiem, albo czegoś nie wie. Jest odsyłany, ale grzecznie, poinformowany, co ma dalej zrobić.

TEO

No tak, to jest ta zawodowa rutyna. Ale ja myślę o czymś innym. Czy sprawia ci zadowolenie, jak możesz komuś bezinteresownie pomóc? Nawet w błahej, na pozór, sprawie?

URSZULA

Tak, raczej tak. Ale dlaczego pytasz?

TEO

A możesz sobie przypomnieć jakiś przykład?

URSZULA

No, bo ja wiem... Trudno tak od razu...

TEO

No jasne. Ale później, jak będziesz sama, postaraj się przypomnieć sobie. A jutro byśmy sobie dokończyli ten wątek, dobrze?

URSZULA

No, zgoda. To część terapii?

TEO

Yyy, tak. A właśnie. Znalazłaś lepsze słowo?

URSZULA

Nie, he, he, jeszcze nie. Ale pomyślę.

 

Teo wstaje z krzesła.

TEO

To co, Ula, widzimy się jutro rano, tak? Przynieść ci coś do czytania? Jakieś czasopisma, krzyżówki, kryminał?

URSZULA

Sama nie wiem...

TEO

No dobrze. Coś tam zorganizuję. To do zobaczenia.

 

Teo wychodzi z sali.

 

 

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 292  |  Dodano: 2017-04-12 12:37  |  Punkty od użytkowników: 0
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Zobacz również
-5-
poezja 2017-10-16 00:06
Mogło być gorzej
pozostałe 2017-10-13 22:55
drabble
Przygoda Franka
bajka 2017-10-11 11:16
-5-
poezja | 2017-10-16 00:06
www
Mogło być gorzej
pozostałe | 2017-10-13 22:55
Hardy
Przygoda Franka
bajka | 2017-10-11 11:16
Mgielka
Kot Damazy
poezja | 2017-10-09 13:04
SEMPER
pokaż wszystkie »
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com