Anulka
liczba publikacji: 22
liczba punktów: 370

Baby

Mój maleńki... . Mówię maleńki nie dlatego, że jesteś chłopcem, wcale tego nie wiem. Mówię maleńki i myślę dzidziusiu, bobasku. Mogłoby być – maleńka. I wcale nie miałbym na myśli – dziewczynko, tylko – maleńka kruszyno, perełko. Już nie mogę się doczekać twojego płaczu, gruchania, śmiechu, bezładnego wymachiwania rączkami i nóżkami oraz tego, gdy chwycisz mamę za jej długie włosy, a mnie, twoją siostrzyczkę, za kciuk.

Część pierwsza - Baby

Ach nie, nie, nie! Znowu nic nie rozumiecie. Nie jestem głodny! Zabierzcie tę ..., no nawet nie pamiętam jak to się nazywa. Zaraz, zaraz, wczoraj mama mi mówiła. Słuchaj, a może ty pamiętasz? Tak, do ciebie mówię. Babcia nazwała cię P o z y t y w k a. Panie Pozytywka, musisz być bardzo mądry. Machasz rękami, nogami, oczy ci skaczą – o, właśnie tak: góra, dół, góra, dół (jakie to zabawne). I śpiewasz – traluni la, tra la, tra la la. A jeszcze ten sznureczek pod twoją czapeczką – rewelacja – wciągasz go, chociaż nawet ręką nie dotkniesz. Wiesz co? Wczoraj chciałem złapać tego różowego zajączka i nie udało się. Agniesia tak się śmiała! Powiedziała, że on jest “na niby”, bo w telewizorze. Ale jak to “na niby”? Przecież ja go widziałem!

Panie Pozytywko, a może powiesz mi jak to robisz? Bo moje ręce i nogi nie zawsze mnie słuchają. Fikają jak chcą – o, na przykład tak – raz, raz, dwa, dwa, dwa, trzy, cztery, cztery, cztery, cztery, albo nawet jeszcze gorzej. A twoje – posłuchaj – tak równiutko: raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. Och, chciałbym tak jak ty! Mama mówi, że szybko się uczę i już tyle potrafię, ale to nieprawda! Więc się złoszczę. I jeszcze jak! A teraz z kolei... . Przecież mówię, że nie chcę jeść! Boli mnie ręka, bo mnie komar ukąsił i nawet podrapać się nie potrafię.

Och, poszliście sobie. I dobrze! Mam tego dość! Życie..., życie... . Jak oni mnie nazywają? Aaa, już wiem – życie niemowlęcia nie jest łatwe! Nikt mnie nie rozumie, więc pójdę stąd. I zobaczycie! Jeszcze się dowiem, jak nazywacie to, czy tamto. Pomożesz mi Panie Pozytywko? Nic nie mówisz, tylko śpiewasz. Czekaj, czekaj, podaj mi ten sznureczek spod twojej czapeczki, to jakoś się wydostanę z łóżeczka. Nie chcesz?

Wiem! Spróbuję tak jak nasz Dogi, ten śmieszny mały piesek. No tak! To był świetny pomysł! Wiedziałem, że chodzenie na dwóch nogach jest oszustwem. Przecież łatwiej jest na czterech! I nasz pies dobrze o tym wie. O, ta zasłonka przy łóżeczku, byłaby lepsza niż drabinka. Cieszę się, że mama zostawiła przy szczebelkach stołeczek i paczkę tych ... . No tych, które zakładają mi na pupę. Ciekawe po co? Sami tego nie noszą. Chyba żeby było mi miękko, gdy siadam. A teraz zejdę sobie jak po schodach.

Hop! Udało się! Mogę teraz ruszyć w świat.

A cóż to? Miska naszego Dogiego? Widzę, że dają mu same pyszności, a mnie w tym czasie karmią tym okropnym mlekiem – bleee! Spróbuję troszkę tych jego delicji. Mniam, mniam. Ojej, jakie to twarde! Tfu, tfu! Niedobre, bleee! Przecież ja jeszcze nie mam zębów! Biedulek Dogi! Pewnie wolałby pyszne, cieplutkie mleczko... .

Zaraz, zaraz... - co tam stoi? Całkiem bliziutko, przy oknie? Biały garnuszek, a w nim zielona, zielona... . Już wiem! Roślinka! Biedna roślinka - całkiem tak jak ja, też nie może nigdzie pójść – nóżki trzyma w czarnym piachu. Czekaj, nie martw się, zaraz cię uwolnię. I i i i i – mocno! Trach! Oj, aż się przewróciłem. Widzisz, to przez ciebie! Ale pomogłem ci. Masz dużo nóżek, takich bielutkich i cienkich. Podobno nazywają się... – wiem, korzenie! Dzięki nim na pewno zawędrujesz daleko. A to tutaj, to przecież to nie garnuszek, tylko doniczka! Właśnie trochę się potłukła. I dobrze jej tak, tyle czasu cię dręczyła! A teraz pa, pa! Idę sobie. Wiesz, nie mogę poczekać na ciebie, spieszę się, bo długa droga przede mną. Powodzenia roślinko!

No tak, drzwi. Specjalnie przyczepili klamki tak wysoko! Przez to ani ja, ani Dogi, ani nawet Pan Pozytywka nie możemy wyjść z pokoju. Ale ja będę sprytniejszy, bo wiem, że czasem tych drzwi nie zamykają. O, właśnie teraz są uchylone. Tak, trochę w bok i już jestem w innym świecie. A tam to chyba mieszka moja siostra Agniesia. Ona wcale nie jest dla mnie dobra! Kiedyś pokazała mi język, a innym razem zabrała gumowego zajączka, chociaż ja już prawie odgryzłem mu jedno ucho. Męczyłem się z tym uchem bardzo długo, ale ona oczywiście nie potrafiła tego zrozumieć i nie pozwoliła mi dokończyć rozpoczętej pracy. I zawsze chce mnie myć! Zgoda, brzuszek może – tak miło łaskocze, ale huśtania w wózku nie znoszę! Co ona sobie myśli? Że ja lubię tak podskakiwać na wszystkie strony?

Dobrze, dobrze, spójrzmy co ona tu ma, w tym swoim królestwie? To jest biurko, to krzesło, a to? Podobno nazywa się plecak. Kiedy rano idzie do szkoły, zawsze go ze sobą zabiera. Ciekawe, co to jest ta szkoła. Pewno taki plac zabaw, tylko dużo ładniejszy i dużo większy od tego, który mama mi pokazuje, gdy idziemy na spacer. Cóż ona ma w tym plecaku? Pewnie foremki, grabki i łopatkę. No proszę! Nawet lepsze rzeczy! Jak to dobrze, że nie zasunęła suwaka... .

Ojej, idzie Agniesia! Będzie zła gdy mnie zobaczy. I znów na mnie nakrzyczy, tak jak wtedy, gdy złapałem ją za grzywkę i kawałek tej grzywki został mi w ręku.

Chyba muszę się szybko schować! Dobrze, do tego jej plecaka. No, tu mnie nie znajdzie. O mamo, mamo, ten plecak unosi się do góry, czyżby umiał latać?!

- Agniesia, co ty nosisz w tym plecaku ?! Kamienie? Zawsze jest taki ciężki... . - To głos taty!

- Nie, tatusiu, tylko potrzebne rzeczy. – To z kolei Agniesia.

- Dobra, tym razem zaniosę go do samochodu, ale jutro już sama będziesz dźwigać. I pospiesz się, bo nie zdążymy na pierwszą lekcję !

Oczywiście! Tata, jak co rano, wiezie Agnieszkę do szkoły. To dobrze, pojadę z nimi i wreszcie zobaczę, jak starsze dzieci bawią się w tej swojej szkole. Tak, ale troszkę się boję.

Bęc! Chyba jesteśmy w samochodzie. Ale trzęsie! Oj, ten, ten, no ten do pisania, uderzył mnie w nos! Ale co tak pachnie ? Plastelina ! Oj! No nie! Mogliby ostrzegać, gdy hamują. Oho, chyba dotarliśmy na miejsce.

A cóż to za okropny hałas?! Wiem, że na placu zabaw dzieci głośno krzyczą, ale te tutaj są lepsze od całego oddziału głodnych noworodków!

 ***

- Proszę o spokój! Ja już jestem w klasie!

Kto to mówi? Ojej, jaki straszny głos! Nie znam go! Chyba zaczynam się bać, a poza tym już mi trochę niewygodnie. Chciałbym stąd wyjść, ale jak ?

- Good morning pupils. Today we are going to talk about our families. Zapiszcie, proszę – write down, please. Family znaczy rodzina. Dobrze, a teraz kilka niezbędnych słów – oczywiście w języku angielskim: father, mother, sister, brother –  ojciec, matka, siostra, brat. 

- O rety, a to co – coś się rusza w moim plecaku! RATUNKUUUUUUUUUU !!!

To głos Agnieszki. Ktoś otwiera plecak! Pomocy!!

- Agnieszka, a cóż ty przyniosłaś- lalkę? Ależ nie, to małe dziecko! – Znów właścicielka nieznanego głosu.

- Proszę pani, to mój brat!

- Jaki śliczny!

Śliczny, śliczny, idźcie sobie, Agniesia, niech oni mnie nie głaszczą ! A ta dziewczynka..., co ona robi? Czemu stroi takie miny? Zwariowała, czy co?

- Och, patrzy na mnie, podoba mu się jak naśladuję małpkę!

Wcale mi się nie podoba. W ogóle mi się tu nie podoba. Ten plac zabaw jest ... . Ja chcę do mamy!!!

- Grzesiu, nie płacz, mój ty malutki braciszku!

Jak to dobrze, że ty tu jesteś Agniesiu. Powiedz im zaraz, że ja chcę do domu, do Pana Pozytywki, do Dogiego i do mamy! I żeby mnie zostawili w spokoju! Nie jestem przytulanką … i zaraz kogoś ugryzę !

- Agniesiu, ja nie wiem, co to znaczy.

O, już poznaję ten głos i wiem, że lubi wypowiadać niezrozumiałe słowa.

- Prosiłam o przyniesienie zdjęć rodziny, a nie żywych jej przedstawicieli. Chyba musimy zadzwonić do twojej mamy. Och, maleństwo, cisiu, nie płacz. Dzieci zapiszcie nowe słówko – baby– małe dziecko. A ja zadzwonię do mamy tego słodkiego chłopczyka.

 

***

Uff, jak dobrze być z powrotem w domu! Chyba na razie mam dosyć przygód. Całe szczęście mama szybko przyjechała do tej okropnej szkoły i zabrała mnie ze sobą.

A teraz siedzę sobie na kocyku, gryzę uszy pluszowego zajączka, a mama obok pisze coś na komputerze. Dziwicie się, że wiem jak to urządzenie się nazywa? Ale to przecież takie proste. Aha, zaraz jak wróciliśmy do domu mama dała mi pić i powiedziała “Proszę – oto twoja butelka z pyszną herbatką koperkową”. Słyszycie? Butelka! Już nie zapomnę tego słowa. I posmarowała mi ślady po ugryzieniu komara!Bo moja mama jest ... . Zaraz, jak to się mówi? No jak? KOCHANA !!!

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1274  |  Dodano: 2010-03-25 00:02  |  Punkty od użytkowników: 4.00
Komentarze
Zobacz również
Demon: Lis Północy
opowiadania 2017-12-13 21:13
Wracamy do kampanii na północy!  Mam nadzieję że kilka następnych opowiadań zakreśli...
Porzucony Aquapark cz. 4
opowiadania 2017-12-12 16:26
Otwarte usta losu - o tomie K. Boczkowskiego słów kilka.
recenzje 2017-12-06 21:34
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com