"Z Bogiem i choćby mimo Boga!". Wokół Mickiewiczowskiej Improwizacji

Autor: Mateusz Kowalski

Na początku chciałbym odnieść się do pewnego stereotypu związanego z rozumieniem – często bardzo szerokim i niejednoznacznym – pojęcia romantyzm. W potocznym, codziennym wyobrażeniu kojarzy się ono z uczuciem, miłością, namiętnością… Mężczyźni zabierają swoje panie na romantyczną kolację, spędzają romantyczne chwile, wieczory… W telewizji oglądamy romantyczny film, przedstawiający zawiłe losy i uczucia dwojga kochanków, które i tak zwykle kończą się Happy Endem.

Romantyk, zwykle kojarzony jest z człowiekiem nadwrażliwym, chodzącym z głową w chmurach, umierającym z miłości do swojej wybranki, która – zwykle go nie kocha. Tak też nasze wyobrażenie o romantyzmie kształtują niektóre utwory literackie, jak np. szlagierowe Cierpienia Młodego Wertera, którego akcję wieńczy samobójcza próba nieszczęśliwie zakochanego bohatera.

Podobne wyobrażenie romantyzmu (a może raczej – romantyczności) przenoszone jest często na cały obraz tej fascynującej epoki literackiej, która - zwłaszcza na gruncie polskim – niewiele ma wspólnego z tak ukształtowanym wyobrażeniem. I choć polska literatura romantyczna nie stroni od „nieszczęśliwych kochanków” (jak Mickiewiczowski Gustaw, czy młody Kordian – bohater dramatu Słowackiego), to wprowadza ona do kreacji bohatera romantycznego coś znacznie większego… I właśnie to „Coś” postaram się Państwu przybliżyć w niniejszym eseju nawiązując do najsłynniejszej chyba kreacji romantycznego bohatera w naszej rodzimej literaturze – Konrada, czołowej postaci Dziadów części III Adama Mickiewicza.

Wilno, 24 grudnia 1823 roku. Więzienna cela w przekształconym na więzienie klasztorze oo. Bazylianów. Konrad wraz ze zgromadzonymi w niej współwięźniami słucha relacji Sobolewskiego, świadka wywózki na Sybir polsko-litewskiej młodzieży – ofiar represji i prześladowań caratu. Sobolewski wspomina pojmanych przyjaciół – Janczewskiego, Wasilewskiego, młodego chłopaka pobitego w trakcie przesłuchania niemalże do nieprzytomności… Opowieść wzbudza w więźniach żal i gniew. Milczący dotąd Konrad – nazywany przez nich dziwnym poetą nagle przerywa milczenie. Zaczyna nucić swoją pieśń zemsty zaczynającą się od słów:

Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, -
Krew poczuła – spod ziemi wygląda –
I jak upiór powstaje krwi głodna:
I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.

A więc zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem o choćby mimo Boga!

Współwięźniowie, przerażeni szaleńczą i bluźnierczą pieśnią Konrada, starają się go uciszyć. Widzą jednak, że ich towarzysz, z rysującym się na twarzy wyrazem szaleństwa, zaczyna rozwijać dziwną wizję, w której zdaje się być ptakiem unoszącym się nad ludzkim światem, orłem mogącym postrzegać przyszłe dzieje świata. Jego wizja zostaje zmącona niespodziewanym gwarem pod więziennymi bramami. Współwięźniowie wybiegają z celi Konrada… Bohater w osamotnieniu zaczyna wygłaszać swój wielki monolog, który w historii literatury polskiej upamiętnił się pod nazwą Wielkiej Improwizacji. Tu właśnie, pod piórem Mickiewicza, kreuje się niedościgniony „wzorzec” bohatera romantycznego, z którym zmierzą się także inni wielcy twórcy tej epoki (jak Juliusz Słowacki czy Zygmunt Krasiński).
 
Pozostawiony przez towarzyszy niedoli Konrad rozpoczyna swój monolog w takich oto słowa:

Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?
Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,
Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?
Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi:
Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;
Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie,
A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą,
Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką.
Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów docieką,
Gdzie pędzi, czy się domyślą?

Samotność, niezrozumienie, ponadprzeciętność. To trzy odczucia, które towarzyszą i, jak wiadomo, będą towarzyszyć Konradowi – Poecie we wszystkich jego „wewnętrznych”, (duchowych, psychicznych) zmaganiach. Spośród powyższych wierszy można wyczytać, że owo osamotnienie i brak zrozumienia to niejako „stan naturalny”, w którym tkwi bohater. „Cóż po ludziach?”, „Czym śpiewak dla ludzi?” pyta Konrad. Nie ma bowiem nikogo, kto mógłby choć w najmniejszej mierze pojąć jego myśl. Ogarnąć płynącą z niej ideę, którą – jak się później dowiadujemy – jest chęć „rządu dusz”, chęć posiadania władzy nad ludzkim światem – takiej, jaką posiada sam Bóg!
Nietrudno zauważyć, że Konrad ma poczucie swojej wyjątkowości, że stawia ponad innymi ludźmi. Jest Poetą – Twórcą – Mistrzem:

Ja mistrz!
Ja mistrz wyciągam dłonie!
Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie
Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach.
To nagłym, to wolnym ruchem
Kręcę gwiazdy moim duchem.
Milijon tonów płynie; w tonów milijonie
Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie;
Zgadzam je, dzielę i łączę,
I w tęczę, i w akordy, i we strofy plączę,
Rozlewam je we dźwiękach i w błyskawic wstęgach.

Dobycie i harmoniczne łączenie tonów – to pewnego rodzaju symboliczny wyraz aktu twórczego. Artysta kreuje i zna swoje dzieło tak, jak Bóg tworzy i zna swoje własne – świat oraz tkwiącego w nim człowieka. Wyraźnie widoczna jest tu pierwsza, bardzo znamienna dla kondycji bohatera romantycznego cecha – poczucie bycia nadczłowiekiem, ponadprzeciętną jednostką równą w swej woli tworzenia Bogu. Lecz mimo tej woli człowiek – twórca nie posiada mocy władania ludzkim duchem, nie potrafi dać ludzkości szczęścia, którego poskąpił jej Bóg. Niewola Konrada – poza wątkiem biograficznym, związanym z życiem Mickiewicza – ma tu też charakter symboliczny, przedstawiający niemoc działania. I mimo, że Konrad chełpi się przed Bogiem swoją nadludzką siłą twórczą, mówiąc:

Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić – Boże?

to jednak po chwili musi ukorzyć się przed nim i prosić go o dar „rządu dusz”:

Wiesz, żem myśli nie popsuł, mowy nie umorzył;
Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz,
Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył,
Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył,
I większe niźli Ty zrobiłbym dziwo,
Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!

Bóg, do którego bohater kieruje swoje pełne dumy słowa, milczy. Konrada ogarnia coraz to większe poczucie gniewu i zawodu. Jego monolog staje się wręcz bluźnierczy:

    (Długie milczenie)
    (z ironią)
Milczysz, milczysz! Wiem teraz, jam Cię teraz zbadał,
Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał. –
Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością.

Teraz rozpoczyna się walka z Bogiem o prymat panowania nad światem. Konrad – jak mityczny Prometeusz chce „wykraść” Bogu moc, by uszczęśliwić uciśnionych ludzi – naród. Poeta – nadczłowiek czuje bowiem nad tym narodem ogromną odpowiedzialność. Jego moc ma być zbawcza dla ludzkości, z którą jednoczy się jako jej obrońca, opiekun i przedstawiciel:

Ja i ojczyzna to jedno.
Nazywam się Milijon – bo za milijony
kocham i cierpię katusze.  

Bohater, choć pełen pasji tworzenia, pełen wewnętrznej siły i woli podźwignięcia narodu z opresji, przegrywa swoją wewnętrzną walkę – ową psychomachię. Szał uniesienia doprowadził go niemal do granic bluźnierstwa… Kiedy zamierzał nazwać Boga – nie ojcem świata, ale… Carem, padł nieprzytomny w pustej więziennej celi. Ostatnie słowo dopowiedział za niego Szatan.

Chcąc podsumować najbardziej znamienne rysy osobowości Konrada jako „wzorca” romantycznego bohatera, z pewnością wymienimy spośród nich upór w dążeniu do celu, pychę i poczucie własnej wyższości nad światem. Bohater, będąc poetą, czuje wolę i moc tworzenia równą samemu Bogu! Zwróćmy uwagę, jak daleki jest to obraz tzw. romantyka od tego, który kojarzy się z ckliwym, nieszczęśliwym i bujającym w obłokach kochankiem.
W polskiej literaturze po upadku powstania listopadowego kreowany był przez wielkich poetów tego okresu nowy typ postaci – młody patriota walczący o wolność ojczyzny, do końca uwikłany w narodową sprawę.

Romantyk – patriota jest, mówiąc obrazowo, dojrzalszy charakterologicznie od wzoru bohatera kochanka. Zwróćmy uwagę jak znamienna dla naszej literatury jest przemiana (wewnętrzna metamorfoza) takich postaci, jak przybliżony tu Konrad, czy Kordian. Obaj bohaterowie z nieszczęśliwych kochanków (Konrad jest niejako dopełnieniem, rozwinięciem postaci Gustawa z IV części Dziadów. Kordian zaś dojrzewa do bycia obrońcą uciśnionego narodu w znamiennej scenie na szczycie Mont Blanc) stają się wojownikami, buntownikami, gotowymi poświęcić wszystko by wyzwolić swój naród spod jarzma zaborcy.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 2317
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Pasja
poezja | 2017-09-17 23:23
beatum
-3-
poezja | 2017-09-17 22:28
www
MARZENIA
poezja | 2017-09-14 10:05
beatum
Siła
poezja | 2017-09-13 23:06
beatum
MIŚ
poezja | 2017-09-13 21:50
Lola
pokaż wszystkie »
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com