Historia brulionu

Autor: Agata Nowak

Pismo brulion[1] było niewątpliwie zjawiskiem ważnym dla współczesnej polskiej literatury. Jego miejsce w historii literatury jest istotne nie tylko ze względu na wypromowanie tak zwanego „pokolenia brulionu”[2]; pismo samo w sobie stanowiło pewną nową jakość. Było to coś pomiędzy art-zinem[3] a pismem literackim sensu stricto.

 

Obok prezentacji twórczości debiutujących wówczas poetów i prozaików, dziś twórców uznanych, stanowiących wręcz klasyków literatury (wymienię tych najbardziej znanych szerszemu gronu czytelników: Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło, Andrzej Stasiuk), pojawiały się rzeczy szokujące, prowokujące, kuriozalne, niekoniecznie w dobrym guście i właśnie na styku tych dwu różnych płaszczyzn działo się to, co w brulionie interesujące najbardziej, to, co nadawało mu charakter. Jak pisze Przemysław Czapliński, ze względu na różnorodność inicjatyw „okołobrulionowych” w latach 90. brulion nie mieścił się już sam w sobie. „(…)[«brulion»– przypis mój A.N.] uruchomił ukryte pokłady aktywności w tak wielu rejestrach i obudził zapotrzebowanie na poetykę «szyderstwa» u tak wielu odbiorców, że wytworzył swoje kolejne wcielenia, które w bardzo krótkim czasie usamodzielniły się i poczęły wieść własny żywot”[4]. Mowa tu o bibliotece brulionu, czyli kilkudziesięciu tomikach poetyckich różnych autorów wydanych w czterech seriach: białej, fioletowej, kolorowej i wertykalnej, audycji Ultrafiolet prowadzonej od 1993 roku przez Roberta Tekielego w radiu Kolor oraz cyklicznych programach telewizyjnych AlternaTiVi oraz Dzyndzylyndzy wydanych następnie na kasetach VHS. Czapliński wspomina również o planach „wejścia «brulionu» do Internetu”, zaznacza jednak, że nie wie nic o ich spełnieniu. Moje własne poszukiwania w Sieci nie przyniosły jednak spodziewanego rezultatu, dlatego skłaniam się ku przypuszczeniom, że projekt ten nie został zrealizowany.

 

            (…)

 

Pismo brulion powstało wiosną 1987 roku jako kwartalnik poświęcony przede wszystkim literaturze, ale też szeroko pojętym zagadnieniom kultury, także alternatywnej, czy może raczej należałoby powiedzieć – sprawom kontrkultury. Pierwszy numer pisma poświęcony był w dużej mierze tematowi polskiej satyry i kabaretu. Znalazły się w nim wspomnienia Jacka Fedorowicza o teatrze Bim-Bom, rozmowa z Januszem Weissem na temat Salonu Niezależnych, prezentowano wybrane kabarety uczestniczące w przeglądzie PaKA ‘86 (Przegląd Kabaretów Amatorskich) w Świnoujściu. Wszystkie te artykuły miały zachęcać do samodzielnego myślenia, podczas gdy oficjalna kultura Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej ulegała zafałszowaniu, była uzależniona od polityki, obwarowana wieloma zakazami, nad którymi czuwał Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Rola kabaretu w sytuacji, w której znajdowała się ówcześnie oficjalna kultura była niebagatelna i znacząca. Kabaret wzbogacał pełen patosu i wzniosłości drugi obieg kultury o element ludyczny, nie tracąc przy tym nic z powagi troski o losy kultury w państwie totalitarnym.

 

Podobną rolę starał się pełnić brulion. Młodzi członkowie redakcji nie wystąpili z żadnym manifestem, programem czy choćby szkicem jakiegoś redakcyjnego credo. Jak pisze Marcin Wieczorek: „Nie było wystąpień w kawiarniach ani głośnych deklaracji, debiut nie zapowiadał «grzesznego żywota»”[5]. Według swoistej legendy, bo przecież brulion do chwili obecnej pozostaje pismem legendarnym, pierwszy numer powstał w pokoju jednego z krakowskich domów studenckich, narodził się z entuzjazmu młodych redaktorów. W rozmowie z Marcinem Wieczorkiem redaktor naczelny brulionu (przez cały czas ukazywania się pisma), Robert Tekieli w takich słowach opisuje okoliczności powstania periodyku: „Byliśmy w wieku, kiedy się nie ma koncepcji, a chęci. (…) bruLion powstał w czasach, kiedy ludzi się tłukło na ulicach i ogromnie się piło. Można powiedzieć, że dzięki temu, że powstał bruLion, ileś tam osób nie zostało alkoholikami. (…) celem było sensowne działanie w Polsce po stanie wojennym[6].

 

Z wypowiedzi założyciela i redaktora naczelnego pisma jasno wynika, że redakcja nie stawiała przed sobą określonych celów, działano raczej na zasadzie happeningu – ważne było samo działanie, a skutki uważano za istotne, ale nieprzewidziane, w momencie powstania pisma stanowiły niewiadomą. Sam Tekieli nazywa zresztą brulion „happeningiem ciągłym w czasie[7](mając przy tym świadomość, że jest to etykietka i bełkot, a nazwa ta nie wyjaśnia niczego). „brulion jest narzędziem, w którym szukaliśmy rzeczy, którymi się warto zajmować, a warto się zajmować tymi, wokół których coś się dzieje, wokół których jest «ciepło»” – tak tłumaczy Tekieli swoją „energetyczną koncepcję kultury”, na której opierał działanie brulionu. Stąd pewnie tak szeroka, i nierzadko szokująca, tematyka spraw poruszanych na łamach czasopisma.

 

Drugi obieg

 

Początkowo pismo było kwartalnikiem drugoobiegowym poruszającym głównie kwestie literatury i sztuki niezależnej. Jak każde nowo powstałe pismo brulion szukał jeszcze swojej formuły. W początkowej fazie swojego istnienia kwartalnik dzielił los innych wydawnictw niezależnych: mały format, kiepski druk, okropnej jakości papier. W pierwszym numerze pojawiły się nazwiska twórców znanych z innych pozaoficjalnych pism – wywiad z Wiktorem Woroszylskim, tekst poświęcony pamięci Andrzeja Kijowskiego, wspomnienia jednego z „poetów stanu wojennego” Antoniego Pawlaka. Recenzowano zarówno książki wydawane poza granicami Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej czy też w oficynach drugoobiegowych działających w kraju, jak i nagrania (tzw. fonokasety) zawierające różne teksty kultury. Na tle pozostałych pism drugiego obiegu pierwszy numer brulionu nie zabłysnął oryginalnością. Nic nie zapowiadało nawet takiego błysku. W kolejnym numerze (zeszyt łączony 2/3) tematem przewodnim zdaje się być pytanie o miejsce Polski i innych narodów Europy Wschodniej w kulturze i polityce europejskiej. Sporo miejsca poświęcono tematyce czechosłowackiej. Był to temat dość konwencjonalny w czasopismach drugoobiegowych już od drugiej połowy lat 70., pozwalał jednak na współpracę ze znanymi postaciami literatury podziemnej, co z pewnością przysparzało chwały młodej redakcji. Tematyka czeska wróciła w nieco innej formie w zeszycie 20, gdzie przedruki z czeskiego pisma undergroundowego wskazywały na wspólne doświadczenia kulturowe, wspólną ścieżkę rozwoju kultury niezależnej (od opozycji politycznej ku prowokacji obyczajowej).

 

W czwartym zeszycie pojawiły się teksty Sołżenicyna, Brodskiego, Skovoreckyego. Dobór twórców wynika z przyjętej przez zespół brulionu tożsamości środkowoeuropejskiej. Zeszyt specjalny (znów numer łączony o numeracji 5/6) poświęcony był twórczości Josifa Brodskiego, laureata literackiej nagrody Nobla w roku 1987. Fakt ten nie był niczym nadzwyczajnym, nagroda była tematem zainteresowania całego środowiska związanego z drugim obiegiem. Z pewnością ówczesny brulion zaspokajał gusta czytelników przyzwyczajonych do pism spoza oficjalnego obiegu. Znajdował się też wówczas najbliżej jego głównego nurtu.

 

Lata dziewięćdziesiąte – alternatywa i ezoteryka

 

W początkowych numerach pisma objawiała się, zrazu bardzo subtelnie i marginesowo, inna strona brulionu, ta, z której pismo zasłynęło już w latach 90.. Ukazywała ona swe oblicze głównie w krytycznych tekstach Cezarego Michalskiego (pod pseudonimem Marek Tabor) i Mirosława Spychalskiego. Ale także na przykład w recenzji fonokasety z recytacjami wierszy Ernesta Brylla zamieszczonej w pierwszym numerze pisma. Recenzent (pseudonim ers) wypomina wydawcy kasety wykonanie nieprzystające do treści, nadmierną tandetną egzaltację i patos, słowami Józefa Mackiewicza nazwane „ethosem rocznicowo-ministranckim”. Taki styl recenzji z biegiem wydawania brulionu pojawiał się coraz częściej i przybierał na sile. Były to oznaki odchodzenia od modelu pisma drugoobiegowego w stronę areny „młodych”, jak często w historii literatury określa się kolejne pokolenia literackie. Kwartalnik zaczął zmierzać ku modelowi pisma młodoliterackiego, zaciekle atakującego zastane wzorce, tradycje, czy też mody. Owe zajadłe ataki i polemiki stały się z czasem znakiem rozpoznawczym czasopisma. Stanowiły początki prowadzonej nieco później przez redakcję polityki skandalu.

 

Przysporzyło to pismu wielu przeciwników, ale głos w dyskusji nad recepcją pisma zabierali także jego zwolennicy – jak Zbigniew Bieńkowski, którego wypowiedź zamieszczoną w „Życiu Warszawy” w roku 1991 przywołuje w swojej książce Marcin Wieczorek. Bieńkowski w następujących słowach pisał o krytyce w brulionie: „A co za krytyka! Rewolwerowa![8]” i były to oczywiście okrzyki zachwytu nad pismem traktującym w głównej mierze o literaturze, które coraz bardziej różniło się od tego, co można było w polskiej prasie przeczytać. Coraz mniej przypominał brulion tradycyjne pisma literackie, coraz mniej też był podobny do wydawnictw drugiego obiegu. I to nie tylko ze względu na to, że zakres tematyki poruszanej na jego łamach był coraz szerszy, wykraczający poza tradycyjny obszar zainteresowań prasy kulturalnej czy literackiej. Coraz więcej miejsca poświęcano zjawiskom kultury alternatywnej, bez oporów drukowano materiały szokujące, których redakcja w żaden sposób nie komentowała. Były to między innymi: fragmenty sadomasochistycznej pornograficznej prozy Bataille’a z numeru 9, wywiad z aktorką porno z numeru 16, kazania Himmlera, które ukazały się w numerze 17/18, antysemickie teksty Céline’a wydane w numerze 14/15, poezję grupy TotArt – w tym wiersz Zbigniewa Sajnoga Flupy z pizdy (który niewątpliwie przyczynił się do postrzegania środowiska pisma jako grupy zdemoralizowanych degeneratów, ale też stał się hasłem wywoławczym w dyskusji o czasopiśmie), liczne teksty Bockenheima poświęcone narkotykom, New Age czy ezoteryce.

 

Od numeru dziewiątego, czyli od pierwszego zeszytu wydanego po upadku komunizmu w Polsce (od kiedy w związku ze zniesieniem cenzury przestał istnieć drugi obieg czytelniczy) zaczyna się kolejny etap historii brulionu. To z tym właśnie czasem wielu odbiorcom kojarzy się hasło brulion. W latach dziewięćdziesiątych na łamach pisma oprócz wspomnianych już artykułów wywołujących u czytelników szok, pojawiają się wiersze młodych poetów, zdolnych debiutantów, dziś stanowiących właściwie klasyków swojego pokolenia. Niewątpliwie wielkim sukcesem redakcji było wypromowanie rzeszy poetów, nazwanych przez krytykę „pokoleniem brulionu”, wśród których można znaleźć w większości wciąż bardzo aktywnych poetów, takich jak Marcin Świetlicki, Jacek Podsiadło, Krzysztof Jaworski, Marcin Sendecki, Marcin Baran, Krzysztof Koehler. Prezentacje poezji młodych twórców były za każdym razem poparte głosem krytyków. Zwyczajem redakcji brulionu stało się publikowanie wielogłosowych recenzji wierszy debiutantów. Po kilku wybranych utworach następowały komentarze trzech lub czasem więcej krytyków, zwykle o ustalonej już pozycji, takich jak Marian Stala, Tadeusz Nyczek, Zbigniew Bieńkowski. Sukces, jaki odniosło tzw. „pokolenie brulionu”, to, że ich debiuty potraktowano z należytą powagą, zawdzięczają poeci mądrej polityce redakcji.

 



[1]              Kilku słów wyjaśnienia wymaga przyjęta przeze mnie pisownia tytułu krakowskiego periodyku. Otóż, zrezygnowałam z dużego „L” w środku wyrazu zgodnie ze stanowiskiem redaktora naczelnego brulionu, Roberta Tekielego, który w wywiadzie udzielonym Marcinowi Wieczorkowi przyznaje, że owo „L” jest wytworem dziennikarskim, a wzięło się z pisowni tytułu jednego z przedsięwzięć telewizyjnych towarzyszących brulionowi (chodzi o bruLion tiwi, gdzie „Lion” miało nawiązywać do angielskiego „lew”). Por.: M. Wieczorek, Brulion. Instrukcja obsługi, Kraków, 2006, s. 83. Na łamach „Dziennika” (18.-19.09.2007, s. 27) nieco inaczej tłumaczy Tekieli, skąd wzięło się duże „L”, jednak prosi o pisanie tytułu małymi literami: „Proszę, nie piszcie «bruLion». To pomysł «GazWyb», wziął się z biblioteki brulionu, czyli ze skrótu «bL». Zobaczymy siłę «Dziennika»: czy uda się przywrócić właściwą pisownię, którą zachowały dziś tylko chyba wydawnictwa PWN.” Niemniej jednak w cytatach zostawiam oryginalną pisownię stosowaną przez przywoływanych przeze mnie autorów.

[2]              Sprawa rzeczonego pokolenia i kwestia zasadności mówienia o pokoleniowości w kontekście twórców skupionych wokół brulionu jest tematem na zupełnie inną rozprawę. Mimo to wyjaśnienia wymaga użyty przeze mnie cudzysłów – otóż uważam, że wspólne łamy to za mało, żeby z grupy prozaików i poetów powstało pokolenie literackie, nawet, jeśli daty ich urodzenia są podobne. Por.: P. Czapliński, Dziedzictwo „bruLionu”, „Dykcja” 1997, nr 6, s. 30.

[3]                     Art zine (także art zin lub artzin) – z ang. art (maga)zine, tym określeniem nazywa się prywatne alternatywne pisma literackie, produkowane metodą manufakturową, najczęściej w postaci kserokopii (ale często też drukowane), dystrybuowane w niezależnej sieci, głównie drogą pocztową. Artziny wyodrębniły się w kulturze alternatywnej jako część tzw. trzeciego obiegu zdominowanego przez pisma muzyczne (fanziny), ekologiczne i anarchistyczne.

                Pozostając pod wpływem estetyki punkowej, artziny przypominają często fanziny muzyczne z nierównymi szpaltami wyklejanymi na fantazyjnym tle, z tytułami złożonymi z liter wyciętych z gazet, pełne kolaży i prymitywnych rysunków i komiksów.

                W Polsce ziny zaistniały jako zjawisko w latach 80. Niektóre z polskich zinów to: „Dobry Jaśko” (współpracownikiem zina był Jacek Podsiadło), „Iska Boża” (z którego wyrosło pismo „Lampa i Iskra Boża”, dziś „Lampa”), „Pasażer”, „Mat’ Pariadka”, „Ojo de Dias”, „Paradygmat Wyobraźni”, „Dedalus”, „Masło roślinne”, „Podaj mi nóż”, „Lupus in fabula”, „Masz medium”. Wiele zinów było jedno numerowymi efemerydami lub kontynuacjami innych tytułów, dlatego też ich pełna lista byłaby zbyt długa, aby przytaczać ją w tym miejscu. Vide: P. Dunin-Wąsowicz, K. Varga, Parnas bis. Słownik literatury urodzonej po 1960 roku, Warszawa 1995, hasło: art zine, s. 9-11 oraz hasła poświęcone poszczególnym art zinom wg tytułów.

[4]                     P. Czapliński, op. cit., s. 31.

[5]                     M. Wieczorek, BruLion. Instrukcja obsługi, Kraków 2005, s. 9.

[6]                     Ibidem, s. 71.

[7]                     Ibidem, s. 72.

[8]                     Ibidem, s. 47.


Już niebawem w Wydawnictwie Ardius dostępna będzie książka Krytyka literacka na łamach brulionu Agaty Nowak, z której pochodzi powyższy tekst.
Więcej informacji  na stronie wydawnictwa www.ardius.pl.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 3770
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com