YOOzio
liczba publikacji: 4
liczba punktów: 46

Przejażdżka (wersja poprawiona)

Paweł Jóźwiak
Przejażdżka


Wstęp
Drodzy Czytelnicy, uprzedzając ewentualne pytania niektórych z Was, chciałbym wyjaśnić pewną kwestię. Niniejsze opowiadanie jest niczym więcej jak pisarskim eksperymentem, szlifierzem mojego stylu, i nie pragnę – broń Boże – by jego treść była utożsamiana z moją osobą. Część z Was po lekturze „Przejażdżki” poczuje zapewne zapach znajomej historii, jeszcze inni posądzą mnie o plagiat. Cóż, moja obrona nie będzie zbyt wyczerpująca: po prostu słyszałem gdzieś kilkuzdaniową opowiastkę o szaleńczej motorowej wyprawie, i tak mi się ona spodobała, że postanowiłem wykorzystać jej gotowy szkic, ozdobić paroma własnymi wątkami i zmienić w coś… dłuższego. Czy eksperyment się powiódł? Osądźcie sami…


***

Czarny motocykl lśnił w blasku zachodzącego słońca, które – niczym reflektor na wystawie – okryło go blaskiem godnym największych cudów techniki. Michał dobrze pamiętał chwilę, w której przyrzekł Ani, że kupi sobie motor, którym zabierał ją będzie na przejażdżki w miejsca, „do których nie dotrze żaden, nawet najlepszy taksiarz, choćby jeździł jeepem z drogą nawigacją”. Chłopak może i lubił się popisywać, ale bardzo rzadko rzucał słowa na wiatr. Przyrzekł – a teraz potrzebował motoru zdolnego do jazdy w najtrudniejszych warunkach: zarówno po równiutkim asfalcie w wielkiej betonowej dżungli, jak i obłoconych wiejskich dróżkach pełnych dziur i kamieni. Po wielogodzinnych poszukiwaniach wybrał sprzęt marki Kawasaki GPZ 500, który był, jego zdaniem, wprost stworzony do takich dróg, a zarazem piekielnie szybki i niesłychanie prosty w prowadzeniu. Nietrudno chyba wyobrazić sobie radości Michała, gdy oferta sprzedaży takiego właśnie cudeńka pojawiła się w Internecie, i to za pół ceny! Chłopak bez wahania podbił aukcję i wygrał. Motor był w o wiele lepszym stanie, niż można było to wywnioskować z ceny. Nie był to oczywiście stan idealny, ale nie był też naganny – wystarczyło wymienić parę części i nadawał się do jazdy. Teraz jednak większość była już po dość kosztownym przeglądzie, a to, na co Michałowi nie starczyło pieniędzy, naprawił jego dziadek, kiedyś posiadacz wueski. „Tylko spróbuj mnie tera nawalić” – zagroził po skończonej robocie. Michał zaufał zarówno dziadkowi, jak i swojej zabawce. W zamian oczekiwał tylko jednego: niezawodności.

***

Michał i Ania leżeli na kocu, a za nimi na stópce reprezentacyjnie opierał się czarny motocykl z małym czerwonym kaskiem przewieszonym przez kierownicę. Znajdowali się w najwyższym punkcie miejscowych gór, mając przed sobą rozległą panoramę okolicy. Budynki wyglądały stąd jak klocki, a samochody jak małe, powolne robaczki. Cały ten widok rozciągał się na wielobarwnej platformie łąk i zbóż. A za tym całym krajobrazem wielka płonąca kula powolnie, jakby od niechcenia, chowała się za leśnym horyzontem. Taki wieczór był świetnym zwieńczeniem dnia, który razem spędzili – najpierw Michał zaprosił Anię na wykwintną kolację do włoskiej restauracji, później przespacerowali się nad rzekę i w końcu dotarli tutaj, do miejsca spoczynku. To mogła być ich najlepsza randka.
Chodzili ze sobą od kilku miesięcy. Michał wielokrotnie powtarzał Ani, że jest tą jedyną. Prawdę mówiąc, był mistrzem w tej profesji i wiedział jak na kobiety wpływają pozornie proste słówka szeptane do ucha. Zwykłe „znowu ujrzałem cię dzisiaj we śnie” – wypowiedziane oczywiście w odpowiednio czuły sposób – potrafiło wprowadzić Anię w prawdziwą euforię i sprowokować do pocałunku, zazwyczaj tak namiętnego, że nie można stwierdzić, które z nich angażuje się bardziej.
Poznali się w szkole, parę dni po tym, jak Ania wprowadziła się do miasta. Nie od razu jednak poczuli do siebie miętę. Zaczęło się od niby przypadkowego wpadania na siebie na korytarzach, wspólnych wycieczek szkolnych i imprez. Michał znalazł kiedyś plecak, który Ania przez pomyłkę zostawiła w szkole. Zadzwonił do niej i zapytał, na jaki adres odnieść zgubę. Nie minął kwadrans, a już stał pod domem swej przyszłej dziewczyny, przyciskając do piersi, niczym skarb, małą niebieską torbę. Specjalnie dla Ani wysiadł z autobusu kilka przystanków wcześniej, nie zastanawiając się jak wróci do domu. Dziewczyna zapytała, czy ma ochotę wejść na herbatę, a on – po obowiązkowym wstępnym „No nie wiem, spieszę się” – przyjął zaproszenie. Spędził w jej pokoju dobre kilka godzin odkrywając, że interesują się praktycznie tym samym i – co najważniejsze – oboje słuchają punk rocka. Dopiero, gdy się ściemniło przypomniał sobie, że nie ma czym wrócić do domu. Ania nie mogła pomóc, gdyż jej rodzice byli jeszcze w pracy, a sama nie mogła ruszać samochodu. Koleżeńska etyka nakazywała więc chociaż przyjaciela odprowadzić. Nie uszli więcej niż kilometr, gdy Michał znienacka wyznał Ani, że nie chce by była dla niego tylko szkolną koleżanką i zaproponował, by zostali parą. Dziewczyna – z pozoru zaskoczona – tak naprawdę spodziewała się takiego finału. Ba, przygotowana była na zaproponowanie Michałowi tego samego, w razie gdyby ten okazał zbyt nieśmiały. Tak zakończył się pierwszy rozdział ich miłosnej historii. Z czasem, w miarę odkrywania nawzajem coraz większych cząstek siebie, zakochiwali się coraz bardziej – jak na parę szczeniaków przystało. A od czasu kupna motocykla randkom nie było końca.
Ania sama nie wiedziała, czemu właśnie ten dzisiejszy wieczór jest taki wyjątkowy. Może dlatego, że spędzili razem cały dzień? A może dlatego, że Michał tyle razy wyszeptał jej do ucha te dwa piękne słowa? Nie miała ochoty się teraz nad tym zastanawiać, ale wiedziała jedno: ten dzień zapamięta do końca życia.
Słońce zaczęło zwijać manatki. Nie minęły dwie chwile, a już schowało się za horyzontem, pociągając za sobą złotą kurtynę, którą uprzednio okryło motocykl. Na fioletowe niebo wtargnęły gwiazdy – właśnie zaczynała się ich nocna zmiana. Zakochani też musieli się zbierać – Ania obiecała mamie, że wróci przed dziewiątą.
– Musimy przerywać w takim momencie? – zaprotestował Michał, który zdążył już zapomnieć o istnieniu całego świata. Przed minutą zakończył się punkt kulminacyjny każdej randki pod gołym niebem – całowanie się na trawie i szeptanie sobie różnych miłych rzeczy.
Ania nie odpowiedziała. Sama czuła się tak samo – jakby oglądając ciekawy film, wyłączono prąd w najciekawszym momencie.
– Kocham cię – wyznał znowu Michał i nachalnie – niczym pijawka – spróbował przylgnąć wargami do ust Ani. Odepchnęła go.
– Ja mówię serio, Michał, nie możemy tu dłużej… O, spójrz – poleciła, wskazując na pierwsze gwiazdy.
Lekko zdezorientowany Michał posłusznie uniósł wzrok.
– Piękne… – zadumał się. Widok nocnego nieba tak go zachwycił, że nie zauważył jak dziewczyna wstała i podeszła do motocykla.
– Łap – powiedziała rzucając kask, który dzień wcześniej sama mu podarowała. (Michał gdzieś swój zapodział, a że ojciec Ani miał kiedyś motorynkę, udało jej się przemycić z domu stary kask. „Zobacz, jaki jest piękny, zabytkowy, jak zdobniczo rdza okryła krawędzie…” – powiedziała – „To prawie jak jakaś nagroda w wyścigach motocrossowych, no nie? Złoty Kask…” – zakończyła chcąc, poprawić Michałowi nastrój. „Prawie robi wielką różnicę” – usłyszała w odpowiedzi).
Chłopak z wielką niechęcią wcisnął nakrycie na głowę i wsiadł na motor. Ta niechęć nie wynikała jednak z konieczności chodzenia w tym idiotycznym przedwojennym kasku, lecz z powodu rozstania z Anią, do którego miało za chwilę dość. Rozstawali się, co prawda, tylko na kilkanaście nocnych godzin, ale po tak spędzonym dniu zdawała się to być cała wieczność.
– Nadrobimy to następnym razem – powiedziała Ania widząc jego minę. Wsiadła na motocykl i złapała się ukochanego. Po chwili rozległ się warkot silnika.
– Trzymasz się? – zapytał Michał.
– Tak.
Powoli ruszyli. Tylko Michał miał kask, więc nie mogli ryzykować wypadku. Tym bardziej, że musiał odwieźć swoją pannę pod sam dom. Gdy czekali na skrzyżowaniu chłopak wpadł na pewną myśl – czemu tak jest, że najbardziej szalone pomysły wpadają nam do głowy zawsze w najmniej oczekiwanym momencie? – uznał, że najlepszym zwieńczeniem tego cudownego dnia będzie przejażdżka po mieście. Przejażdżka w takim tempie, że zapamiętają ją do końca życia. Tak, to byłoby coś… – pomyślał. Bez ryzyka nie ma przecież zabawy, no nie?
– A może tak mała rundka po mieście? Główną…? – zaproponował, rad z chwili postoju na czerwonym świetle.
Michał wypowiedział te słowa tak szybko i niespodziewanie, że z początku Ania odniosła wrażenie, iż jej chłopak jest pijany. Szybko jednak rozwiała tę myśl – pomysł nie był przecież taki głupi.
– Właściwie, to mamy jeszcze trochę czasu… – wymamrotała.
– No to złap się mocno, skarbie i przygotuj na przejażdżkę życia! – krzyknął podekscytowany Michał. Dziewczyna złapała się, a gdy tylko zapaliło się zielone światło chłopak gwałtownie dodał gazu.
Łatwo się chyba domyślić, że ulica Główna była najdłuższą szosą w mieście. Ciągnęła się przez kilka kilometrów i była niemal całkowicie pozbawiona zakrętów. Czasem porównywano ją do autostrady, bo jazda nią była niezwykle przyjemna. Gdy już wjechali we właściwą ulicę, Michał znowu przyspieszył. Lubił powiew wiatru muskający twarz. Niebo było już całkowicie ciemne, a gwiazdy namnożyły się na nim niczym białe pchełki. Po obu stronach jezdni ciągnęły się rzędy wielkich latarni świecących oślepiającym niebieskim blaskiem, jakże odmiennym od tego naturalnego, rzucanego przez księżyc w pełni. Miejski blask – blask latarni, oświetlonych billboardów i kolorowych neonów – zdawał się kipieć energią. O ile na terenach wiejskich nocna jazda motorem sprawiała, że zapominało się o całym świecie, tutaj, w mieście, prędkość, z jaką się jechało tylko potęgowała odczuwanie życia tętniącego wokoło. O tej porze miasto dopiero się budziło, w budynkach zapalały się światła, z garaży wyjeżdżały samochody, a dorośli mieszkańcy zaczynali wychodzić na ulicę. Michał i Ania jechali teraz tak szybko, że sylwetki na chodnikach wydawały się być rozmazanymi plamami. Mimo to Ania wiedziała, że większość z nich stanowią prostytutki, ćpuny i dresy. Reszta to młode pary spieszące do kin, teatrów czy klubów. Starsi ludzie o tej porze oglądali telewizję w swoich domach, a dzieci już spały.
Ania poczuła jak Michał znowu przyspiesza. Ostrożnie zerknęła zza jego pleców na prędkościomierz. Wskazywał sto czterdzieści kilometrów na godzinę.
– Michał, zwolnij – powiedziała. – Boję się.
– Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz – polecił Michał.
Przytuliła się do niego mocniej, ale nie dlatego, że o to poprosił. Dlatego, że się bała.
– Kocham cię, ale zwolnij już!
Zaczęła się poważnie zastanawiać, czy z jej chłopakiem wszystko jest w porządku, a w miarę wymijania coraz większej ilości pojazdów jej strach się potęgował.
– Proszę! – krzyknęła mu do ucha, ledwo słysząc samą siebie. Michał jednak nie odpowiedział, zdawał się być skupionym tylko na jeździe.
Wjechali do zielono oświetlonego tunelu. Gdy cudem wyminęli ciężarówkę Ania przestraszyła się nie na żarty. Był to jednak strach urywany, który co rusz znikał, by za chwilę powrócić ze zdwojoną siłą. Co mu do cholery odbiło?! – myślała, czując, jak łzy szybko skapują z jej policzków. Gdy dość spory kawałek szosy przed nimi zdawał się być pusty, Michał w końcu odezwał się. Nie rozwiał jednak wątpliwości swojej dziewczyny – wręcz przeciwnie.
– Ściągnij mi najpierw kask i załóż go na siebie. Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale on jest na mnie za ciasny. – Wypowiedział te słowa niezwykle szybko, jednak Anię zaintrygowało coś innego – jego głos był inny, drżał. Miała nadzieję, że tylko od wiatru. – A potem przytul się mocniej i jeszcze raz powiedz, że mnie kochasz – dokończył.
Była zdezorientowana, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że Michał naprawdę wie, co robi. Ostrożnie spróbowała zdjąć z jego głowy mały, zardzewiały kask. Na chwilę uwolniła obie ręce i założyła go. Przy tym całym manewrze o mało nie straciła równowagi, toteż pośpiesznie przytuliła się do ukochanego.
– Kocham cię – wychlipała. – Ponad wszystko na świecie!
Łzy przesłoniły jej cały widok. Lekko odchyliła głowę, a jej twarz omiótł kosmyk włosów Michała tańczących teraz dziko na wietrze.
Wyjechali z tunelu i ruszyli wzdłuż ciemnego parku po prawej stronie jezdni. Po drugiej mieli rząd sklepów i marketów. Minęli to wszystko w mgnieniu oka. Jechali tak szybko, że motor zaczął już lekko dygotać. Ania kurczowo ściskała Michała, nie zastanawiając się, czy sprawia mu to ból. W gruncie rzeczy, wolała, żeby sprawiało. Miasto wydawało się teraz tylko jednym wielkim zamazanym obrazem zmieniającym się w zawrotnym tempie. Ulice, sklepy, samochody – wszystko to było tylko rozmazanymi plamami, wymysłem artysty.
Serce – jedyny nie sparaliżowany organ w ciele Ani. Dziewczyna czuła, że zaraz zemdleje i ze wszystkich sił starała się z tym walczyć. Wiedziała, że muszą teraz jechać z prędkością około dwustu kilometrów na godzinę, nie miała jednak odwagi wychylić się i zerknąć na licznik.
Mieli niebywałe szczęście, że ulica była w tym miejscu bardzo szeroka i w miarę pusta. Jechali wzdłuż rynku. Ania spojrzała na ratusz, niestety nie zdążyła się przyjrzeć – zniknął w ułamku sekundy. Na horyzoncie pojawiło się skrzyżowanie, o czym świadczyło czerwone światło sygnalizacji. Michał jednak ani myślał zwolnić. Przejechał pomiędzy dwoma rzędami samochodów niemal się o nie ocierając, a potem prawie zderzył się z jakimś busem, przecinając mu drogę przed nosem. Gdyby tamten w miarę szybko nie zahamował, byłoby po nich. Szosa Główna zakręcała teraz ostro w lewo, toteż wjechali w jej małe odgałęzienie, które ciągnęło się prosto. Nie była to jednak dobra decyzja, bo uliczka opadała stromo w dół. Wydawała się za to całkowicie wolna od pojazdów, jakby opustoszała. Niestety – tylko pozornie. Nagle po obu stronach drogi wyrósł las. Ania myślała teraz o tym, czy ktoś już zawiadomił policję o szaleńcu na motorze. Bała się okropnie i chciała powiedzieć Michałowi, żeby się zatrzymał, nie miała jednak siły wydobyć z siebie najmniejszego dźwięku. Dotarło do niej, że najczarniejszy scenariusz finału tej szaleńczej wyprawy jest nieunikniony…
I niestety nie myliła się, jej najgorsze obawy przeniknęły do realnego świata. Michał zaczął tracić panowanie nad pojazdem. Jego ramiona jak szalone zaczęły kręcić kierownicą we wszystkie strony, lecz to tylko pogarszało sytuację. Nagle zza rogu wyjechała biała furgonetka, oślepiając Michała ostrymi żółtymi światłami. Motocykl wpadł w poślizg i z ogłuszającym piskiem opon uderzył w nią z siłą huraganu.
Bum.
Ciemność.

***

Obudził ją paskudny ból głowy i szyi oraz natarczywe światło wdzierające się przez okno. Leżała na łóżku w białym pokoju. Na początku myślała, że to wszystko jest tylko częścią snu, ale gdy zdała sobie sprawę, że tak jednak nie jest, gwałtownie otworzyła oczy i usiadła. Natychmiast poczuła okropny ból w plecach i z powrotem opadła na łóżko. Zajęczała. Była tak zdezorientowana i obolała, że dopiero po chwili dotarło do niej gdzie jest – a była w pokoju szpitalnym. Obok niej ustawione były jeszcze dwa łóżka – jedno puste, na drugim spała jakaś kobieta. Ania nie mogła przypomnieć sobie okoliczności, które doprowadziły do tego, że znalazła się w takim miejscu. Ból nie pozwalał wydobyć z głowy jakichkolwiek wspomnień.
Drzwi uchyliły się z cichym skrzypieniem i do sali weszła pielęgniarka. Gdy tylko ujrzała zdezorientowaną Anię, pospieszyła po lekarza. Dziewczyna słyszała jak kobieta mówi na korytarzu coś, że „tamta pacjentka się przebudziła…”. Po chwili oprócz pielęgniarki do sali wtargnął lekarz. Stanął nad łóżkiem i spojrzał na pacjentkę.
– Co się stało? Czemu tu jestem? – wypaliła natychmiast Ania, odkrywając, że nawet taka prymitywna czynność jak poruszanie ustami sprawia jej trudność.
– Uspokój się, miałaś wypadek – oznajmił doktor niesamowicie monotonnym głosem. – Ale już jest wszystko dobrze. Ktoś chyba cię lubi, tam na górze. – Wskazał na sufit, uśmiechając się sztucznie.
Ania przez chwilę patrzyła na niego zdezorientowana. Słowo „wypadek” dziwnie wpłynęło na jej świadomość, sprawiło, że przed oczyma ukazał się obraz wirującego miasta, a w nozdrzach niemal czuła zapach natrętnego się powietrza… I nagle jej mózg został zasypany przez grad barwnych obrazów – czarny motor, rozwiane włosy Michała, zamazany ratusz… Nie wiedziała, czy było to dzień, miesiąc, czy tydzień temu, ale – za to dałaby uciąć sobie głowę – nie były to wizje ze snu, ta historia jej się przydarzyła. Film urywał się w momencie, gdy zza zakrętu wyjeżdżała biała furgonetka z oślepiającymi żółtymi światłami.
– A co z Michałem?! – wrzasnęła, przypomniawszy sobie, że nie była tam sama.
Uśmiech gwałtownie spełzł z twarzy lekarza. Mężczyzna spuścił głowę i milczał chwilę, jak gdyby zastanawiał się, co ma odpowiedzieć. W końcu wziął głęboki oddech i wyjąkał, starając się uniknąć wzroku pacjentki:
– Przykro mi. Zginął na miejscu.
Łzy w oczach Ani przez moment spokojnie przepychały się ze sobą, by po chwili wypłynąć wartkim strumieniem, jak woda ze szczeliny w przerwanej tamie.

***

Miała kilka złamań i wstrząs mózgu, więc oczywistą sprawą było, że jej udział w pogrzebie Michała jest wykluczony. A nawet gdyby stan fizyczny był w porządku, pewnie i tak by jej nie pozwolono. Ania nigdy nie dowiedziała się jak wyglądało jego ciało po wypadku. Wielokrotnie miała ochotę zapytać o to lekarzy, ale za każdym razem rezygnowała z myślą, że pewnie i tak nic nie wiedzą, a nawet, jeżeli wiedzą – to ona woli nie wiedzieć.
Spędziła w szpitalu miesiąc. Miesiąc, który był jak całe dożywocie spędzone w więzieniu. Po tym czasie wypuszczono ją do domu w zadziwiająco dobrym stanie. Lekarze spisali się na medal – zaraz po wypadku w ogóle nie było mowy o odzyskaniu czucia w nogach, a jednak się udało. Psychicznie – niestety, Ania nigdy już nie powróciła do dawnego stanu. Wpadała w depresję, dręczyły ją koszmary, miewała halucynacje… Mimo to, jej rodzice dziękowali Bogu za to, że ich córeczka przeżyła. Nigdy oczywiście jej o tym nie powiedzieli.
Zaraz po wyjściu ze szpitala dziewczyna wróciła do domu, gdzie w tej chwili jadła obiad przy rodzinnym stole. Jadła tak szybko, że o mało co się nie zadławiła, i to bynajmniej nie z powodu swoich ulubionych placków ziemniaczanych (matka przygotowała je specjalnie z okazji powrotu córki) – chciała po prostu jak najszybciej udać się na cmentarz i odwiedzić grób Michała. Rodzice patrzyli raz to na nią, raz to na siebie. Matka starała się uśmiechać, a wyraz twarzy ojca przypominał raczej minę pijaka po solidnym łyku wódki. We wzroku ich obu dało się jednak ujrzeć iskrę zatroskania. Ania wiedziała, że lekarz zabronił im zadawania zbyt wielu pytań na temat wypadku. Wiedziała też, że długo nie wytrzymają i w końcu wystrzelą w jej stronę całą serię uwag typu: „Przecież cię ostrzegaliśmy! Jak mogłaś?!” Będą ją zmuszać do przypomnienia sobie każdego najdrobniejszego szczegółu. Będą chcieli znać przyczynę wypadku, a ona nie będzie w stanie im odpowiedzieć. Bo niby skąd ma wiedzieć, co odbiło Michałowi? Czemu celowo przyspieszył, wiedząc, jakie to niesie konsekwencje? Czy był to tylko przejaw jego chwilowej – ale tragicznej w skutkach – głupoty, czy on rzeczywiście chciał umrzeć? Zawsze po tej myśli Anię ogarniał wielki ból i rozpacz, toteż uznała, że nie ma sensu się więcej nad tym zastanawiać. Najbardziej bała się, że za całe zajście rodzice – a zwłaszcza jej porywczy ojciec – obwinią Michała. Wiedziała, że nie zrozumieją, czym jest dla niej strata ukochanego. W ich oczach Michał był tylko wykolczykowanym wiejskim prostakiem. Odczuwali do niego niechęć już od pierwszego razu, gdy przyjechał do Ani motorem. Wszedł do domu – nie ściągnąwszy nawet butów – i nie witając się z rodzicami swej wybranki udał się do jej pokoju. Nie tolerowali też jego wyglądu; ciągle zwracali uwagę na długie włosy, podarte dżinsy, kolczyki i tę koszulkę z krzyżem wystającym z czaszki, z którą Michał nigdy się nie rozstawał. Może i mieli trochę racji, teraz jednak nie powinni rozdrapywać tej rany, jak uważała Ania. Nie wiedziała, że to ona sama sprowokuje za chwilę kłótnię. Tymczasem rodzice tylko przyglądali się jak pochłania kolejne kęsy.
– Chyba ci smakuje, córeczko – stwierdził ojciec, wyrywając ją z zamyślenia. Kąciki jego ust uniosły się lekko w głupim uśmieszku, który zawsze doprowadzał Anię do głębokiej irytacji. Dopiero teraz zauważyła jak rodzice się na nią gapią – jak dwa sępy obserwujące konającą zwierzynę.
– Słucham? – zapytała, a jej widelec zawisł w powietrzu, kilka centymetrów od twarzy.
– Pytałem, czy smakuje – powtórzył spokojnie ojciec, nie rezygnując z uśmiechu idioty.
– Dziwne – już to pierwsze słowo cuchnęło ironią. – Jadam z wami od kilkunastu lat i tylko raz w życiu zapytaliście się, czy mi smakuje – wtedy, gdy mama przesoliła zupę.
Matka spojrzała na nią surowo i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, zapewne „Już się zaczyna”, ale zrezygnowała, widząc, że Ania jeszcze nie skończyła.
– Słuchajcie – powiedziała, siląc się na przesadnie słodki ton. – To, że straciłam chłopaka, nie znaczy wcale, że musicie mnie traktować jakbym nagle stała się jakimś waszym pupilkiem. Nie mam już trzech lat i poradzę sobie bez waszych czułych słówek i żałosnych uśmieszków – tu spojrzała na ojca – A biorąc pod uwagę wasz stosunek do mnie i Michała – przed jego śmiercią – naprawdę wolałabym, żebyście…
– Córeczko… – zaczął tata.
– Nie przerywaj mi. Myślicie, że nie wiem, co o nim myślicie?
– Aniu – powiedział ojciec, tym razem bardziej stanowczo. Ania jednak ani myślała przestać mówić.
– A ty szczególnie go nienawidziłeś. – Spojrzała ojcu surowo w oczy. – No dalej, powiedz to. Powiedz, że przez niego omal nie zginęłam! Powiedz, jak kiedyś, że był tylko wiejskim chuliganem, prostakiem, że chciał mnie wykorzystać, że…
– Dość tego! – Ojciec wstał i walnął pięścią w stół. Kiedyś taki gest oznaczał u niego napad szału, toteż matka z przyzwyczajenia zalała się łzami. – Nie będziesz, gówniaro, się na mnie wyżywać! Rozumiem, że po tym jak cię… jak was traktowaliśmy możesz czuć się nieco pokrzywdzona, ale po jaką cholerę to teraz roztrząsasz? To my z matką chcemy dla ciebie jak najlepiej, żebyś po wypadku czuła się znowu jak w domu… – Spojrzał na córkę, która dosłownie skurczyła się pod ciężarem jego wzroku. – Ale ty widocznie nie potrafisz tego docenić.
Usiadł i postarał się ochłonąć – w końcu nie wolno mu było stresować córki – a Ani nagle zrobiło się bardzo głupio tego, co powiedziała. Poczuła się jakby wylano na nią kubeł zimnej wody.
– Przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło – powiedziała po chwili. – Ale ja po prostu chciałam mieć już za sobą te wszystkie rozmowy na temat wypadku. – Mała łza ukazała się w kącikach oczu. – Wybaczcie mi, ale ja naprawdę kochałam Michała i – jej głos przeszedł już w urywany płacz – nie mogłabym znieść myśli, że wy… – zrobiła krótką pauzę, nie mogąc wykrztusić z siebie odpowiedniego określenia – że nienawidzicie go za to, co zrobił.
Mama przytuliła ją z całej siły.
– Córeczko… – powiedziała całkowicie innym tonem, niż uprzednio ojciec, i sama zaczęła płakać. – Jak mogłaś tak pomyśleć? W gazecie przecież wyraźnie napisane było, że to nie jest wina twojego chłopaka.
Ania drgnęła nerwowo.
– Co? Jak to w gazecie?
Matka wskazała ręką na szafkę. Dziewczyna wstała i zaczęła gorączkowo przeszukiwać pokaźny stosik starej prasy. Nie trwało to długo, bo „Śmiertelny wypadek” był tematem na okładkę. Pod nagłówkiem umieszczono wielkie zdjęcie przewróconego czarnego motocykla, białej furgonetki – z mocnym wgnieceniem w drzwiach – oraz stojących obok karetki i radiowozu. Same pojazdy, żadnych ciał. Ania zaczęła czytać, a serce biło jej jak młotem. Na pierwsze zdania tylko rzuciła okiem, gdyż były to formalne bzdety typu: „Co? Gdzie? Kiedy?”, a ona szukała czegoś innego – możliwych przyczyn wypadku. Przez jakiś czas omiatała wzrokiem litery i nagle znalazła. To, co przeczytała uderzyło w nią z siłą podobną do tej, z jaką miesiąc temu uderzyła w białą furgonetkę. Pod koniec artykułu napisane było: „Najprawdopodobniej w czasie jazdy Michał M. zdał sobie sprawę z tego, że zacięło się cięgło gazu. Po dokładnym sprawdzeniu pozostałości motocykla okazało się, że nie była to jedyna usterka; mocno obluzowały się też niepoprawnie założone klocki hamulcowe…”
Ania nie czytała dalej. Ten fragment wystarczył, by pojęła wszystko w kilka sekund. Zamknęła oczy, tamując łzom drogę na zewnątrz.
Motocykl zawiódł zaufanie Michała, pozwolił stracić nad sobą panowanie. Gdy chłopak zdał sobie sprawę, że nie mają możliwości zwolnić, dał jej swój kask, kazał się do siebie przytulić i wyznać miłość. Miał nadzieję, że może chociaż ją uda mu się uratować. Ani zrobiło się niezwykle głupio. Jej strach podczas jazdy musiał być niczym w porównaniu z tym, co przeżywał Michał.
Rzuciła gazetę na podłogę i wybiegła z domu.

***

Omiatając wzrokiem złoty napis starannie wygrawerowany na nagrobku, Ania zaniemówiła. „MICHAŁ MALINOWSKI”, pod spodem zaś daty wyznaczające długość jego krótkiego życia. Nie mogła uwierzyć, że jej ukochany leży teraz kilkanaście metrów pod tymi pustymi, marmurowymi płytami. Zakręciło jej się w głowie. Wszystko to było jak sen, koszmar, z którego nigdy się nie przebudzi…
Michała już nie ma, czy kiedykolwiek do tego przywyknie?
Uklękła. W rękach trzymała bukiet kwiatów i mały czerwony kask, ze śladami rdzy na krawędziach. Starannie złożyła je na grobie, pośród zniczy i doniczek.
– Dziękuję – wyszeptała, czując jak łzy wzbierają w jej oczach.

KONIEC

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 434  |  Dodano: 2010-02-04 17:57  |  Punkty od użytkowników: 3.68
Komentarze
Zobacz również
Król Marzeń
bajka 2017-11-17 12:46
Bajka dla dzieci i dla dorosłych - zwłaszcza dla dorosłych.
Szpiegowianin w świecie
poezja 2017-11-17 10:35
facecja
\\\"Pożeraże Świadomości\\\" Epilog.
opowiadania 2017-11-16 18:01
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com