RemeK
liczba publikacji: 20
liczba punktów: 636

Na zakręcie

        Doświadczyłem w życiu wielu dziwnych dotknięć niesprzyjającego losu. Gdy samotny i obdarty z szczęśliwych chwil dzieciństwa które powinny być podłożem mojego rozwoju, zostałem siłą wepchnięty na drogę gorzkich przeżyć i brutalnych wniosków. Na drogę, na której z czasem staje każdy człowiek, gdy budzi się z letargu wyidealizowanego życia, a swoje marzenia zestawia z panującą rzeczywistością. Droga dorosłości i odpowiedzialności, na której nikt nikogo nie oszczędza przed bólem, nakazując wręcz nie przejmowania się ciałami poległych które często mijamy, i brnięcie dalej przed siebie, bo tak trzeba, bo to jest życie. Kroczę więc od za wczesnych czasów, po ostrych szkłach emocji i doznań, ciągle kąsany w stopy i z wiecznie nowymi ranami. Ku czemu idę? Wiem że przy mym boku brnie nieposkromiony towarzysz każdego człowieka, snując w mojej wyobraźni obraz i chwilę gdy zatriumfuje po raz kolejny nad ludzkim życiem. Śmierć, która jest jedyną możliwą końcówką każdej życiowej drogi, raz wydaje mi się straszną chwilą i niesprawiedliwym ukoronowaniem wzniosłego życia, a czasem postrzegam ją w słonecznej poświacie, wyciągającą w moją stronę swą szorstką acz sprawiedliwą dłoń i chwytającą moją duszę mocnym uściskiem budzącym nadzieję na coś lepszego po drugiej stronie.

            Coraz trudniej podnoszę się po upadkach, bowiem coraz cięższy plecak życiowych doświadczeń przygniata moje plecy, kłując raz po raz ostrym szpikulcem najokrutniejszych wspomnień. Wtedy nie jestem w stanie oprzeć się melancholii i powracam do owych dni, gdy stałem z boku i obserwowałem postradanie ludzkiego życia. Wszystko z czym przyszedłem na świat, cały mój pryzmat idealizmu, przez który antycypowałem życie, wydawał się taki piękny i wyjątkowy. Lecz gdy stawałem w obliczu brutalności i bezwzględności ludzkiej, nie potrafiłem się pogodzić z wnioskami ani zrozumieć. Wrzucałem więc tylko zasłyszane dźwięki i widziane obrazy do wspomnianego plecaka doświadczeń, z którym do końca życia będę musiał się zmagać.

            Ludzie- wieczna siła napędzająca machinę cierpienia. Nigdy się nie znudzą tak jak nigdy nie zmądrzeją. Są, jesteśmy, jak drzewa wrośnięte potężnymi korzeniami w zatrutej ziemi. I wszystkie następne życia które dojrzewać będą na bazie tej właśnie gleby, przejmą jej straszliwe składniki, które w połączeniu z promieniami słońca obrazującymi piękno i nadzieję, stworzą kontrast, który natomiast będzie największym demonem ich kruchych żyć. Największa zmora nie pozwalająca przejść przez betonowy mur stereotypów, bowiem jak pokonać coś, co ciągle żyje i rozrasta się w straszliwym tempie? Nie można przecież powiedzieć, że ludzka głupota i wszystkie pokrewne jej haniebne cechy naszego życia, zmniejszają swój wpływ. Znajdując się teraz w tym wyjątkowym momencie mojego życia, gdy sięgam raz jeszcze do szufladki ze wspomnieniami i analizuję na nowo każdą chwilę życia, dochodzę znów do tej samej konkluzji- ludzie są źli, a niewinność która była moją najpiękniejszą cząstką, powoli zaczęła ulatniać się wraz ze wspólnym obcowaniem.

            Mam 20 lat i jestem psychicznie upośledzony. Powodem tego jest nie kto inny, jak drugi człowiek. Siedzę właśnie przy polnej dróżce, oparty o sporych rozmiarów kamień, i nie potrafię dostrzec piękna tego miejsca ani tej chwili. Dokoła mnie wielka polana przecięta wspomnianą dróżką u boku której właśnie się znajduję. Na granicy tych wielkich połaci łąk, zaczyna się pulsujący zielenią las, będący jakby ścianą chroniącą to miejsce. Jest wiosenne popołudnie, a wszechobecna cisza jednoczy się z tętniącą życiem przyrodą, otulając ją swą delikatnością i pozwalając na jej pełne życie. I tylko ja wydaję się intruzem, nie pasującym do tego miejsca. Tutaj przecież wszystko wydaje się zaplanowane, wszystko ze sobą współgra i jednoczy się we wspólnym określeniu- natura.. Ja jednak nie potrafię dostrzec pełnej magii tego miejsca, poza zwykłym opisem przesyłanym przez moje oczy. Nie mogę wejść głębiej w to doznanie i zjednoczyć się z tym, co jest pierwotnym domem każdego z nas, bo przecież to z natury wyszliśmy i jesteśmy z nią nierozerwalnie związani, lecz oddzieleni ciągłymi podziałami i dziwnego rodzaju buntem.

            Mam 20 lat i jestem psychicznie upośledzony w stopniu, który pozwala rodzić w mojej wyobraźni myśli wydające się ukojeniem, lecz na rzecz strasznego tchórzostwa i poświęcenia. W tym miejscu, w owej chwili, trzymam na szali swój najcenniejszy skarb. Mogę rozkazać tej chwili być ostatnią w moim życiu, lub mogę nadal prosić ją o to, by przyniosła chwilowe ukojenie i energię na powrót do codziennej walki z bólem cierni wbijanych w stopy na drodze własnego życia.

            Co ciągle skłania mnie do wybierania trudniejszej drogi? W którym miejscu mojego mózgu rodzi się i czym jest podsycana ta myśl, która wydaje się pocztówką przesłaną z lepszych czasów? Nie potrafię ostatecznie przeciąć mojej więzi ze światem nożycami śmierci, skazując się przez to na ciągłe cierpienie i kolejne szturchańce ze strony siły która coraz mocniej opanowuje moje życiowe wybory. Na drżących nogach, ze zbyt wielkim balastem dla tak młodego człowieka, chwieję się każdego dnia od ciosów moich niby pobratymców.
- Rozpiepszacie mi serce każdego dnia! Każdego dnia na nowo!- wykrzykuję w ich sztuczne twarze skąpane w poświacie fałszu i egoistycznych intencji, niemym krzykiem rozpaczy. Jednak na nic me próby. Zaczynają tylko uważać mnie za niespełna rozumu, mnie, który jako jedyny buntuje się przeciw ludziom naprawdę chorym psychicznie! W straszną grę zostałem wplątany siłą i absolutnie wbrew własnej woli. Bowiem oto wydaję się być ostatnim ogniwem, którego nie przekabacili na swoją chorą stronę życia ludzie, którzy już dawno zapomnieli że ludźmi są. A więc wyścig trwa. Moją jedyną bronią jest dobre podłoże z którym przyszedłem na świat i wzniosłe poglądy które z biegiem czasu, uformowały się na nim.

            Otworzyłem znów serce i umysł, lecz fałszywy przyjaciel wdarł się z bronią skrytą za pozorami, godząc mnie w najczulszy punkt i w najmniej odpowiednim momencie. Gdy już myślałem że tym razem schemat się nie powtórzy, a ja znalazłem kompana z którym będę mógł wymienić najskrytsze tajemnice, krew oraz poświęcić własne życie w konieczności. Jednak człowiek znów nie spełnił pokładanych w nim obietnic, zostawiając po sobie przykry niesmak, ubrany jeszcze do niedawna w piękne szaty przyjaźni, teraz odsłonięty budzi moje obrzydzenie.

            Zastanawiam się w tej chwili zadumy, czy dane będzie mi kiedyś poznać smak prawdziwej przyjaźni nie zarobaczonej normami dyktowanymi przez dzisiejsze czasy. Przyjaźń która wyzwoli się z okowów płytkości i tandety, tak wielce dziś wielbionej. Bardzo chcę zjednoczyć swoje życie z innym życiem i iść ramie w ramie ku znanemu końcowi, lecz w nieznanymi mi dotychczas pięknie i radości. Wierzę ciągle, że tak można. Wierzę ciągle, że istnieją ludzie, wielbiący kunszt wydobywający się z prawdziwej przyjaźni. Czy gdy następnym razem, krocząc po cienkiej linii życia i przechylając się znów na stronę śmierci, chwyci mnie za rękę bliska osoba i odciągnie w ostatniej chwili od szponów nicości? Bardzo tego pragnę, by choć w ostatnim momencie, poczuć czyjeś staranie wobec mojego życia, a odchodząc zabrać ze sobą ważną cząstkę z serca drugiego człowieka.

           

           

 

            Na kolejnym zakręcie swojego życia, po raz kolejny nie znalazłem odpowiedzi na zadane sobie pytania ani ukojenia, gdy w myślach powracam do smutnych chwil które zostawiłem tylko po części za sobą. Dziś jeszcze znów wstanę, by ruszyć dalej swą drogą dyktowaną przez nieznany i nieokiełznany los, lecz wiem że kiedyś upadnę ostatecznie, przygnieciony ciężarem życia, który wyda się niesprawiedliwy, lecz ostatecznie niszczący. Bo jestem człowiekiem, który choć wydaje się niezniszczalny, każdy kolejny cios odczuwa bardzo znacząco…

 

 

 

„Żyłem tam gdzie nie wiał wiatr

Uwięziony w kotle nienawiści

Czułem się prześladowany i sparaliżowany

Myślałem że wszystko inne po prostu poczeka

 

Kiedy tracisz swój czas na nieprzyjaciół

Owładnięty gorączką złości

Poza twoim wąskim spojrzeniem realność znika

Jak cienie odchodzące w noc

 

Męczarnia ostrożności

Z pewnością nie pomoże

Ponieważ statystyka nie ma znaczenia

Kiedy ta jedyna zamyka za sobą drzwi

 

Czy widzisz jak ciemność niweczy twoje życie

Czy to prawda ze walisz pięściami w ziemię

Unieruchomiony w odizolowanym świecie

Gdy pędy bluszczu zarastają drzwi

 

Więc otwieram drzwi dla swoich wrogów

I pytam czy możemy zacząć od nowa

A oni mówią abym łaskawie się odpieprzył

Wiesz że po prostu nie możesz wygrać”

           

Pink Floyd- Lost for words

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 549  |  Dodano: 2010-02-06 15:27  |  Punkty od użytkowników: 3.75
Komentarze
Zobacz również
Demon: Amator
opowiadania 2017-11-23 22:17
Oto kolejne opowiadanie, i początek nowego wątku w mojej historii! Mam nadzieję że wam się spod...
*** zapakowałem słowa / w kufer ciszy
poezja 2017-11-23 09:29
I wołanie do Ojczyzny.
poezja 2017-11-21 20:53
21.listopad.2017r           
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com