Kolejka milczy. Kolejka stoi. Kolejka ani śmie oddech wziąć. Trudno się dziwić temu ostatniemu jeśli się nie chce naoliwić płuc od wewnątrz. Rzut oka w przeszkloną gablotę bufetową. Sałatka ziemniaczana? Nie. Śledzie w zalewie? Nie? Tatar? Nie jestem samobójcą, ten wygląda jakby przybył świeżo spod Wiednia. A propos Wiednia, odrzucam jajko po wiedeńsku i coś nieokreślonego, nienazwanego, ale przypominającego niekształtną bezkolorową breję. O! Jest nazwa! Wpadła do brei i jest nieodczytywalna.