shecat
liczba publikacji: 57
liczba punktów: 6103

Pomroczność jasna

„……. nie wiedziałam co mam zrobić ze sobą. Kiedy wreszcie zostałam sama i usiadłam na łóżku w mojej głowie była pustka. Tylko pomroczność jasna ….” - O, cholera! – Iza zamknęła zeszyt i niezgrabnie próbowała włożyć tam gdzie był, czyli pod poduszkę.
- Tu jesteś. Co ty robisz?! Mamo.. – Justyna stała w drzwiach swojego pokoju gapiąc się na matkę przez chwilę, po której paskudny grymas wykrzywił jej usta. – Jak możesz?!!! Nie wiedziałam, że taka jesteś! Ja nie grzebię w twoich rzeczach!
- Nie krzycz. Ja też nie grzebię w twoich. Wypadło ….
- Kłamiesz! Nie mogło wypaść! Co to jest?! Rewizja jakaś???
- Ciszej trochę. A zresztą co ja ci się będę tłumaczyć. Jestem twoją matką i mam prawo …
- Do czego? Do włażenia z butami do mojego życia?
- Co ty gadasz? Jakiego twojego życia? Jesteś moim dzieckiem, wychowuję cię, odpowiadam za ciebie …
- I musisz mnie rewidować, tak?! Gdzie jeszcze chcesz zajrzeć?!
- Przestań wreszcie się wydzierać! Posprzątaj ten bajzel to nie będę tu wchodzić … - Iza miała dość tej pyskówki. Jakoś to trzeba zakończyć. – Pomroczność jasna … - mruknęła jeszcze bez sensu zanim wyszła.

………………………

- A Justyna? Nie głodna? – Arek siedział już przy stole i gapił się w pusty talerz.
- Zawołaj ją, jest u siebie – Iza stawiała zupę na stole.
- Justynaaaaa!!!
- Obrażona jest.
- Na co?
- Na mnie.
- O co?
- Aaa, bzdura… No nic takiego, nakryła mnie jak czytałam jej pamiętnik.
- To po co?
- Co po co?
- Czytałaś.
- Oj, tak mi wpadł w ręce.
- I co wyczytałaś? – Arek łykał jakby z tydzień nie jadł.
- O chłopaku. Że zerwał z nią.
- Taaa? Miała chłopaka?
- No widzisz. Miała.
- No i…?
- Nic. Pomroczność jasna …
- Nie rozumiem. Jaka po..
- Cicho, idzie.
- Cześć – mruknęła Justyna. – Co to jest?
- Obiad. Jedz.
- Nie jestem głodna – Justyna pogmerała w talerzu i wstała od stołu. – Idę do Gośki.
- Słuchaj, do Gośki pójdziesz jak zjesz porządnie. Nie mam zamiaru dowiadywać się o jakichś anoreksjach. A zresztą, do szkoły to ty jutro nie idziesz? Chyba coś wam zadają, nie? – Iza zabrzmiała jak osa, a nie o to jej chodziło. Głupio wyszło z tym pamiętnikiem, dobrze by było jakoś to załagodzić.
- Później się będę uczyć, jak wrócę. A co? Wyjść z domu też nie mogę?
- Justyna, nie kłóć się z matką. Szkoła na pierwszym miejscu.
- Wiem, wiem! Szkoła się liczy, obiad się liczy … Tylko ja się nie liczę!
- Nie zaczynaj znowu – Iza wściekła się. No nie da się z gówniarą rozmawiać. – Co, szkoła się nie liczy? To co się liczy? Pusta głowa? A, nie, sorry… W twojej głowie jest przecież pomroczność jasna!
Cholera jasna! Po co to powiedziała? A zresztą…
- No co tak patrzysz? Ty powinnaś wiedzieć co to znaczy … I zajmij się nauką, a nie bzdurami! – Krzyknęła za Justyną wracającą do swojego pokoju. – No co? Wkurzyła mnie.
- Daj spokój. Ty nie pisałaś pamiętników?
- Ale nie takie bzdury… Ooo, już. Nie mam głowy dzisiaj do dyplomatycznego rozwiązywania rodzinnych sporów.
- A gdzie ją masz? No, głowę?
- Śmieszne. Miałam durną rozmowę z szefem. Zresztą nie jedną. Można przy tym człowieku nie tylko stracić głowę, ale resztki zdrowia jeszcze.
- Nie przejmuj się, szef też człowiek, może być głupi. Jadę. Będę musiał chyba zostawić samochód na jakieś dwa dni. Coś ze szczękami… Niech wymienią. A co z tym pomrokiem?
- Co? A! Pomrocznością. Nic. Miała ją w głowie bo chłopak z nią zerwał.
- Przecież ona jest dzieckiem… Chłopak? W tym wieku?
- No widzisz. Teraz dziewczyny trzynastoletnie reklamują kremy na rozstępy to co się dziwisz?
- To za dwa lata będziemy dziadkami?
- Nawet tak nie żartuj.

……………………….

Justyna usiadła na łóżku. Wyjęła zeszyt spod poduszki i zaczęła szarpać kartki. Trzy jednocześnie więc nie tak łatwo było je wyrwać. Zostawiła zeszyt w spokoju. Właściwie dlaczego ma wyrywać te kartki? Przecież to jej sprawa co tam jest. Musi tylko tak chować zeszyt żeby matka go nie znalazła. Już wcześniej wydawało jej się, że leży inaczej niż go kładła, że książka, która na nim leżała była odwrócona, ale sama mogła nie pamiętać takich szczegółów.
Nie ma z kim nawet pogadać. Komputer do wieczora będzie okupować matka, potem ojciec. I tak na zmianę. Gośka ma dobrze, jej starzy nie ciągną do kompa, a matka nawet go nie odkurza bo się boi, że zepsuje. Taka może sobie mieć bloga, nie musi trzymać makulatury pod poduszką.
Kurczę, nie wszystko muszą wiedzieć! I tak by nie zrozumieli. Dla nich ona jest cyborgiem zaprogramowanym na uczenie się, jedzenie śniadań, obiadów i kolacji, sprzątanie pokoju. I dobranoc, i spać!
Wzięła zeszyt i bezmyślnie gapiła się na wygniecione kartki. Acha, tak bardzo matkę interesują jej sprawy? Dobra! Nie raczy zapytać, bo po co, trzeba by było rozmawiać z córką jak z człowiekiem, a nie gnojkiem! Czy ona w ogóle potrafi rozmawiać? Nie, zaraz się wkurza. Jeszcze to wyśmiewanie … Mogłaby darować sobie przy ojcu. To jej, Justyny, sprawa jak pisze i co pisze. Tak lubi czytać? To niech sobie poczyta …

……………………….

Iza weszła do pokoju Justyny i rzuciła na biurko plecak córki. Znowu go zostawiła pod drzwiami, zabić się można. Przyszła wcześniej do domu, a tamta już zdążyła wyfrunąć. Pewnie do Gośki. Aaa, może i dobrze, niech się nagadają. Właściwie powinna z nią porozmawiać, tak normalnie, bez wrzasków, obrażania się i płaczu na koniec. Może później spróbuje .
Posunęła dalej plecak żeby nie spadł i spojrzała na zeszyt leżący obok. No proszę, tak się spieszyła, że nie schowała! Trudno, za gapowe się płaci…
„……. że i tak ich nie obchodzę. Dla nich jestem śmiesznym głupkiem. Przemyślałam wszystko i wiem jak to zrobię. I wiem gdzie, nad moim strumieniem. Nie boję się i wcale mi nie będzie żal. Już nie mam kogo …”
Iza stała z zeszytem w ręku jeszcze chwilę. Potem rzuciła go na łóżko i wybiegła z pokoju. Złapała komórkę i wystukała numer Justyny. Cisza.
Numer rodziców Gośki, koleżanki Justyny.
- Dzień dobry, mama Justyny.
- Dzień dobry pani..
- To ty Gosiu? Poproś Justynę.
- Ale jej nie ma ….
- Jak to, a kiedy wyszła?
- Nie było jej …
- Co?! A nie wiesz … Nie… nic, przepraszam …
Następny numer.
- Arek!!! Przyjeżdżaj natychmiast!
- Co się stało? Teraz jestem …
- Zaraz, słyszysz!? To ważne!
- No dobra, ale przecież nie mam czym. Samochód stoi …
- Pieprzyć samochód, weź taksówkę! Justyna … przyjeżdżaj…

…………………

Jechali oplem kolegi Arka. Iza siedziała sztywno i zaciskała nerwowo palce obu dłoni, jakby to mogło w czymś pomóc.
- Szybciej, proszę, pospiesz się …
Arek milczał. Wiedziała, że stara się wykrzesać maksymalną prędkość jaką można było w przypadku starego auta Maćka. Mówiła to bardziej do siebie, żeby chociaż coś mówić.
- To tutaj! Skręć tutaj!
- Wiem, pamiętam – Arek skręcił w wąską piaszczystą dróżkę. Był blady i dolną wargę gryzł do krwi.
Wreszcie brzozowy gaj rozdzielony tą dróżką na dwie części. Kiedy tu byli ostatnio? Justyna miała chyba 9 lat … Lubili to miejsce. Mały strumyk przecinający polankę, drewniany mostek, na którym Justyna z Arkiem siadali okrakiem i grali w karty … Udawała, że ją to wkurza, a tak naprawdę zerkała na nich z przyjemnością..
Arek zatrzymał samochód i wyskoczył z niego jak oparzony. Iza też wyszła, jakaś dziwnie sztywna choć nogi dla odmiany wydawały się miękkie jak z waty. I wtedy zobaczyła buty Justyny, różowo-srebrne tenisówki unoszące się dosyć wysoko nad trawą. Widziała plecy Arka biegnącego w ich stronę. Zrobiła krok do przodu, ale stopa zamiast poczuć grunt, zaczęła pogrążać się w jakiejś pustce. Zauważyła, że drzewa spadają na ziemię wierzchołkami w dół… To sen? Twarz Justyny nad jej twarzą…. Justyna … mokre , ciepłe na szyi, na twarzy…Justyna płacze, to jej łzy … Córeczko … „…mamo…przepraszam ….nie wiedziałam, że ty tak …, mamo…, mamo…” O czym ona mówi? Nieważne … jest , jest bo płacze … Gdzie Arek … „… młoda, silna, wyjdzie z tego …coraz młodszych zabieramy z zawałami….” To sen czy film? Twarze i tak już rozmazane zgasły jak lampki. Została pustka. Ale tylko na chwilę, bo powoli zaczęła zalewać ją czarna maź, do której wpłynęły jasne smugi. Wyglądało to jak gęsta, bardzo czarna kawa, do której powoli wlewano mleko. Taka … pomroczność jasna.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 804  |  Dodano: 2010-01-12 07:02  |  Punkty od użytkowników: 3.24
Komentarze
Zobacz również
Hotel na wyspie
scenariusz 2017-08-13 15:24
Gina
pozostałe 2017-08-12 23:28
Bajka o królewnie, potworze i bajkowym losie
bajka 2017-08-11 14:34
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com