YOOzio
liczba publikacji: 4
liczba punktów: 46

Przejażdżka

Czarny motocykl marki Kawasaki GPZ 500 lśnił w złotym blasku wieczornego słońca. Dzisiejszy wieczór wydawał się idealną porą na podziwianie takiego cuda. Michał dobrze pamiętał chwilę, w której przyrzekł Ani, że kupi sobie motocykl, którym zabierał ją będzie na przejażdżki. I obietnicy tej dotrzymał – zabierał swoją dziewczynę do najlepszych restauracji, kin i teatrów w mieście, często też do parków, lasów czy miejsc, o których istnieniu nie zdawał sobie sprawy żaden kierowca autobusu. Michał potrzebował więc motoru zdolnego do jazdy w najtrudniejszych warunkach, zarówno po równiutkim asfalcie w miejskiej dżungli, jak i obłoconych wiejskich szlakach pełnych dziur i kamieni. Kawasaki GPZ 500 był jego zdaniem wprost stworzony do takich dróg, ale nie była to jego jedyna zaleta. Był cholernie szybki i niesłychanie prosty w prowadzeniu. Nie trudno chyba wyobrazić sobie radości Michała, gdy oferta sprzedaży takiego właśnie motocykla za pół ceny pojawiła się w Internecie. Nie wahając się długo chłopak podbił kilka razy aukcję i – jak można by się spodziewać – wygrał. No bo jakżeby mógł przegapić taką okazję. Motor był w o wiele lepszym stanie, niż można było to wywnioskować z ceny. Nie był to oczywiście stan idealny, ale nie był też tragiczny, wystarczyło wymienić parę części - w tym zacinające się czasem cięgło gazu – i machina nadawała się do jazdy. Teraz był po dość kosztownym przeglądzie i wszystko powinno być w porządku.
Michał i Ania leżeli na kocu, a za nimi na stópce reprezentacyjnie opierał się czarny motocykl z czerwonym kaskiem przewieszonym przez kierownicę.  Znajdowali się w najwyższym punkcie miejscowych gór, tak, że widzieli przed sobą niemal całą okolicę. Domy wyglądały jak drewniane klocki, a samochody przypominały mrówki poruszające się w zwolnionym tempie. Wszystko to na wielobarwnej platformie wyszytej wielkimi pasami różnorodnych zbóż. A za tym całym krajobrazem wielka płonąca kula powolnie, jakby od niechcenia, chowała się za leśnym horyzontem.
Wieczór był cudowny, podobnie jak dzień, który razem spędzili. Najpierw Michał zaprosił Anię do restauracji, później poszli do parku i nad rzekę, żeby w końcu odpocząć sobie tutaj. Znali się od roku, a chodzili ze sobą od trzech miesięcy. Michał wielokrotnie powtarzał Ani, że jest tą jedyną. Na początku dziewczyna czerwieniła się tylko nie wiedząc, co odpowiedzieć, jednak po jakimś czasie przywykła i jedynie uśmiechała się znacząco. Kończyło się to zwykle pocałunkiem (zazwyczaj tak namiętnym, że nie można było jednoznacznie stwierdzić, które z nich angażuje się bardziej).
Tak samo całowali się teraz. Przylegli do siebie wargami jak dwie pijawki i smakowali nawzajem swoich ust, od czasu do czasu szepcząc sobie na ucho jak bardzo się kochają. W takich chwilach Michał zapominał o świecie wokół i myślał tylko o tym jak dobrze mu z Anią.
Ania mieszkała o dobre kilka kilometrów od jego domu. Poznała go w szkole parę dni po tym jak wprowadziła się do miasta. Nie od razu wpadli sobie w oko. Zaczęło się od przypadkowych spotkań na przerwach, imprez i wspólnych szkolnych wycieczek, gdzie stopniowo pogłębiali swoją znajomość. Zaczęli ze sobą chodzić po pierwszym dniu, jaki Michał spędził w jej mieszkaniu. Doprowadziły do tego nieco dziwne okoliczności – Michał znalazł jej plecak, który Ania przez pomyłkę zostawiła w szkolę. Chłopak zadzwonił do niej i zapytał gdzie mieszka. Podała mu adres, a już po kilkunastu minutach Michał stał pod jej domem trzymając w ręku małą niebieską torbę. Specjalnie dla niej wysiadł z autobusu kilka przystanków wcześniej, nie martwiąc się o to jak wróci do domu. Ania zaproponowała mu herbatę, a on się zgodził (oczywiście po wstępnych ceregielach typu „no nie wiem, spieszę się…”). Spędził w jej pokoju dobre trzy godziny. Rozmawiało im się wyjątkowo dobrze, odkryli, że mają wiele wspólnych zainteresowań. No i oboje słuchali punk rocka. Gdy już zaczęło się ściemniać, Michał przypomniał sobie, że nie ma czym wrócić do domu. Ania niestety nie mogła mu pomóc – jej rodzice byli w pracy, a sama nie mogła ruszać samochodu. Pozostało jej tylko odprowadzenie kolegi. Nie uszli więcej niż jeden kilometr, gdy Michał zaproponował jej, żeby została jego dziewczyną. Ania, z pozoru zaskoczona, tak naprawdę spodziewała się takiego zakończenia. Ba, wiedziała, że gdyby Michał jej tego nie zaproponował zrobiłaby to sama.
Tak zaczął się ich związek trwający obecnie trzy miesiące. Nie jednej osobie mogłoby się wydawać, że po takim czasie ich uczucie nieco przygasło. Nic bardziej mylnego. Z biegiem czasu byli oni w sobie coraz bardziej zakochani, jak przystało na parę nastolatków. A od czasu, kiedy Michał kupił sobie czarne Kawasaki GPZ 500 ich randkom nie było końca.
Randka, na którą zabrał ją teraz była jedną z najpiękniejszych i najromantyczniejszych, na jakich dotąd byli. Ania sama nie wiedziała czemu, może dlatego, że spędzili razem niemal cały dzień? A może dlatego, że tyle razy wyszeptał jej te dwa piękne i bardzo szczere słowa? Nie miała głowy, żeby się teraz nad tym zastanawiać, ale wiedziała jedno – ten dzień zapamięta do końca życia.
Słońce już niemal całkowicie skryło się za horyzontem. Musieli się zbierać. Ania powiedziała mamie, że wróci przed dwudziestą pierwszą. Oznajmiła to Michałowi.
– Musimy przerywać w takiej chwili…? – zapytał marszcząc czoło.
Nie odpowiedziała. Sama czuła się tak samo – jakby oglądając film wyłączono prąd w najciekawszym momencie.
– Kocham cię – wyznał znowu Michał i przykleił się do jej ust. Ania delikatnie go odepchnęła.
– Naprawdę nie możemy tu dłużej… O, spójrz – poleciła wskazując na fioletowe niebo. Pokazywały się już na nim pierwsze gwiazdy.
Lekko zdezorientowany Michał posłusznie uniósł wzrok.
– Piękne – powiedział. Widok nocnego nieba tak go zdezorientował, że nie zauważył, jak dziewczyna wstała i podeszła do motocykla.
– Trzymaj – powiedziała rzucając mu jego czerwony kask.
Michał z wielką niechęcią nałożył go na głowę i podszedł do motocykla. Nie chciał tak szybko rozstawać się z Anią. Spędzili razem cały dzień – dla niego była to jednak zaledwie chwila.
– Nadrobimy to następnym razem – powiedziała Ania widząc jego minę. W milczeniu wsiadła na motocykl i przytuliła się do Michała.
On nie odpowiedział. Po chwili rozległ się cichy warkot maszyny (motocykl Kawasaki GPZ 500 wyposażony był w silnik chłodzony cieczą, dzięki czemu tłumił wszelkie mechaniczne hałasy).
– Trzymasz się? – zapytał Michał.
– Tak – odpowiedziała Ania.
Ruszyli. Jechali wolno. Mieli tylko jeden kask, więc Michał nie mógł ryzykować wypadku. Trasa, którą się poruszali była wprost stworzona dla jego motocykla – na początku musiał wyjechać kamienną polną dróżką z gór, a później odwieść Anię do domu jadąc równiutkim asfaltem przez miasto.
Gdy znaleźli się na skrzyżowaniu Michałowi wpadł do głowy pewien pomysł. Uznał, że idealnym zwieńczeniem tego cudownego dnia będzie przejażdżka po mieście. Postanowił, że będzie jechał szybko, żeby zapamiętali tą jazdę na całe życie. Bez ryzyka nie ma zabawy – pomyślał. Jesteśmy młodzi, co może nam się stać?
– A może tak mała rundka po mieście? Główną…? – zapytał.
Ania zastanowiła się.
– Właściwie, to mamy jeszcze trochę czasu – odparła.
– No to złap się mocno.
Dziewczyna złapała się, a Michał przyspieszył. Nie trudno się domyślić, że ulica Główna była najdłuższą ulicą w mieście. Ciągnęła się przez kilka kilometrów i była niemal całkowicie pozbawiona zakrętów. Czasem porównywano ją do autostrady, bo jazda nią była niezwykle przyjemna. Gdy już wjechali na szosę, Michał gwałtownie przyspieszył. Lubił delikatny powiew wiatru muskający mu twarz. Niebo było już całkowicie ciemne, a gwiazdy namnożyły się na nim niczym białe pchełki. Po obu stronach jezdni ciągnęły się rzędy wielkich latarni świecących oślepiającym niebieskim blaskiem, jakże odmiennym od tego naturalnego, rzucanego przez księżyc w pełni. Miejski blask – blask latarni, oświetlonych bilboardów i kolorowych neonów – zdawał się kipieć życiem. O ile na terenach wiejskich nocna jazda motorem sprawiała, że zapominało się o całym świecie, tutaj, w mieście, prędkość z jaką się jechało potęgowała odczuwanie życia tętniącego w około. Bo o tej porze miasto dopiero się budziło, w budynkach zapalały się światła, z garażów wyjeżdżały samochody, a pełnoletni mieszkańcy zaczynali wychodzić na ulicę. Michał i Ania jechali teraz tak szybko, że sylwetki na chodnikach wy-dawały się być tylko rozmazanymi plamami. Mimo to Ania wiedziała, że większość z nich stanowią prostytutki, ćpuny i dresiarze. Reszta to młode pary spieszące na nocne seanse do kina czy teatru. Starsi ludzie o tej porze siedzieli już w domach i oglądali telewizję.
Dziewczyna poczuła jak Michał znowu przyspiesza. Delikatnie zerknęła zza jego pleców na prędkościomierz. Wskazywał teraz 140km/h.
– Michał, zwolnij – powiedziała. – Boję się.
– Przytul się do mnie i powiedz, że mnie kochasz – odpowiedział Michał.
Przytuliła się do niego mocniej. Nie dlatego, że ją to poprosił, dlatego, że się bała.
– Kocham cię mój skarbie, ale proszę, zwolnij już!
Zaczęła się poważnie zastanawiać, czy z Michałem wszystko jest w porządku. W miarę wymijania coraz to większej ilości samochodów jej strach się potęgował.
– Proszę! – krzyknęła mu do ucha, nie wiedząc czy słyszy ją przy takim świście wiatru.
Michał nie odpowiedział. Zdawał się być skupionym tylko na jeździe. Wjechali teraz do zielono oświetlonego tunelu. Gdy cudem wyminęli ciężarówkę Ania przestraszyła się nie na żarty. Był to jednak strach urywany, który co rusz znikał, by za chwilę powrócić ze zdwojoną siłą. Gdy dość spory kawałek szosy przed nimi zdawał się być pusty, Michał powiedział:
– Ściągnij mi najpierw kask i załóż go na siebie. Proszę, on jest na mnie za ciasny. A potem przytul się mocniej i jeszcze raz powiedz, że mnie kochasz.
Ania była zdezorientowana, ale przez ułamek sekundy pomyślała, że Michał wie co robi. Ostrożnie puściła się go jedną ręką i jak najszybciej zdjęła z jego głowy mały czerwony kask. Na chwilę uwolniła obie ręce i założyła go na siebie. Przy tym ostatnim manewrze o mało nie straciła równowagi, toteż pośpiesznie przytuliła się do Michała.   
– Kocham cię – szepnęła mu do ucha ze łzami w oczach. – Ponad wszystko na świecie.
Widziała teraz jego długie włosy powiewające na wietrze. Wyjechali z tunelu i jechali wzdłuż ciemnego parku po prawej stronie jezdni. Po drugiej mijali rząd sklepów i marketów. Minęli to wszystko w mgnieniu oka. Jechali teraz tak szybko, że motor zaczął lekko dygotać. Ania kurczowo trzymała się Michała, nie zastanawiając się, czy sprawia mu to ból. Miasto wydawało się teraz tylko jednym wielkim zamazanym obrazem zmieniającym się w zawrotnym tempie. Ulice, sklepy, samochody – wszystko to było tylko rozmazanymi plamami, wymysłem artysty.
Ania miała ochotę się rozpłakać, ale czuła, że nie jest do tego zdolna. Była sparaliżowana, mimo to serce waliło jej jak młotem. Pomyślała, że zaraz zemdleje. Wiedziała, że jadą teraz około 200km/h, nie miała jednak odwagi, żeby wychylić się i zerknąć na licznik. Mieli szczęście, że ulica była teraz bardzo szeroka i dość pusta. Jechali koło rynku. Ania spojrzała na ratusz, ale nie zdążyła się mu przyjrzeć, bo zniknął po zaledwie dwóch sekundach.
W oddali widać było skrzyżowanie. Świadczyła o tym sygnalizacja świetlna, a na niej czerwone światło. Michał jednak ani myślał zwolnić. Przejechał między dwoma rzędami samochodów prawie się o nie ocierając, a potem prawie zderzając się z jakimś busem. Ulica zakręcała teraz ostro w lewo, toteż Michał wjechał w mniejszą uliczkę, która wychodziła z Głównej i szła cały czas prosto. Nie była to jednak dobra decyzja, bo uliczka opadała ostro w dół. Wydawała się za to całkowicie wolna od pojazdów, jakby opustoszała. Niestety, tylko pozornie. Nagle po obu jej stronach wyrósł las. Ania myślała teraz o tym, czy ktoś już zawiadomił policję o szaleńcu na drodze. Bała się okropnie i chciała powiedzieć Michałowi, żeby się zatrzymał, nie miała jednak siły i odwagi wydobyć z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Obawiała się najgorszego.
I rzeczywiście stało się. Jej obawy zaczęły powoli przenikać do realnego świata. Michał zaczął tracić panowanie nad motocyklem. Kręcił kierownicą we wszystkie strony, co tylko pogorszyło sprawę. Nagle zza rogu wyjechała białą furgonetka oślepiając ich ostrymi żółtymi światłami.  Motocykl wpadł w poślizg z donośnym piskiem opon i uderzył w nią z siłą huraganu.
Bum.
Ciemność.

***


Obudził ją okropny ból głowy. Leżała w łóżku. Na początku myślała, że to część snu, lecz gdy zdała sobie sprawę, że tak nie jest, otworzyła gwałtownie oczy i usiadła. Natychmiast poczuła wielki ból w plecach i z powrotem opadła bezwładnie na łóżko. Była tak zdezorientowana, że dopiero po chwili dotarło do niej gdzie jest. A była w pokoju szpitalnym. Obok niej ustawione były jeszcze dwa łóżka: jedno puste, a na drugim spała jakaś młoda kobieta. Ania zastanawiała się, jakie okoliczności doprowadziły do tego, że znalazła się w szpitalu. Ból głowy jednak nie pozwalał jej na jakiekolwiek wspomnienia.
Drzwi uchyliły się z cichym skrzypieniem i do sali weszła pielęgniarka. Gdy ujrzała przytomną Anię pośpiesznie zawróciła i pobiegła po lekarza. Dziewczyna słyszała jak mówi na korytarzu coś, że „ta pacjentka się obudziła”. Po chwili zamiast pielęgniarki do sali wtargnął sam lekarz. Stanął nad jej łóżkiem i spojrzał w jej podkrążone oczy.
– Co się stało? – wypaliła Ania. – Czemu tu jestem?
– Uspokój się. Miałaś wypadek – oznajmił lekarz niesamowicie monotonnym tonem. – Ale już jest dobrze. Ktoś chyba cię lubi, tam na górze – z wymuszonym uśmiechem wskazał palcem na sufit.
Ania przez chwilę patrzyła na niego zdezorientowana, ale po chwili zaczęła sobie przypominać szaleńczą jazdę motorem i rozmazany obraz wirującego miasta. Nie wiedziała, czy było to dzień, miesiąc, czy tydzień temu, ale była pewna, że nie był to sen. Film urywał się w momencie, gdy zza zakrętu wyjeżdżała biała furgonetka z oślepiającymi żółtymi światłami.
– A co z Michałem? – zapytała nagle.
Uśmiech gwałtownie spełzł z twarzy lekarza. Mężczyzna spuścił głowę i milczał chwilę, jakby zastanawiał się co ma powiedzieć. W końcu wziął głęboki oddech i rzekł bardzo powoli:
– Przykro mi, zginął na miejscu.
Łzy w oczach Ani najpierw przez chwilę spokojnie przepychały się ze sobą, aby po chwili wypłynąć wartkim strumieniem niczym woda tryskająca ze szczeliny w przerwanej tamie.

***


Miała kilka złamań i wstrząs mózgu, więc oczywistą sprawą było, że nie mogła uczestniczyć w pogrzebie Michała. A nawet gdyby stan fizyczny jej na to pozwalał – pewnie i tak by jej nie pozwolono. Ania nigdy nie dowiedziała się jak wyglądało ciało jej chłopaka po wypadku. Wielokrotnie miała ochotę zapytać o to lekarzy, ale za każdym razem rezygnowała z płaczem i myślą, że oni pewnie i tak nic nie wiedzą, a nawet jeżeli wiedzą – to ona woli nie wiedzieć.
Spędziła w szpitalu miesiąc. Miesiąc, który zdawał się jej całym dożywociem spędzonym w więzieniu. Po tym czasie wypuszczono ją do domu w zadziwiająco dobrym stanie. Lekarze spisali się na medal – zaraz po wypadku w ogóle nie było mowy o odzyskaniu czucia w nogach, a jednak się udało. Psychicznie, niestety, Ania nigdy już nie powróciła do dawnego stanu. Wpadła w depresję, dręczyły ją koszmary, miewała halucynacje… Mimo to jej rodzice dziękowali Bogu za to, że nadal żyje.
Zaraz po wyjściu ze szpitala dziewczyna wróciła do domu, gdzie w tej chwili przy kuchennym stole spożywała posiłek wraz z rodziną. Jadła pospiesznie w planach mając czym prędzej udać się na cmentarz i odwiedzić grób Michała. Rodzice patrzyli raz to na nią, raz to na siebie. Nie zadawali jej zbyt wiele pytań, wiedzieli, że nie powinno się jej męczyć po takim szoku. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Ania dobrze to rozumiała, choć pewna była, że prędzej czy później dojdzie do przesłuchania w sprawie wypadku. Będą ją zmuszać do wyznania każ-dego, nawet najdrobniejszego szczegółu. A ona nie będzie potrafiła im wytłumaczyć jak to się dokładnie stało. No bo skąd miała wiedzieć co wstąpiło w Michała? Czemu celowo przyspieszył, wiedząc jakie to niesie konsekwencje? A może on chciał umrzeć? Wolała o tym nie myśleć.
Jedli w milczeniu. Gdy na talerzu Ani zostały tylko trzy kartofle i pól schabowego ojciec odezwał się:
– A wiesz Aniu, że ten… wypadek… że było o nim w prasie?
Ania o mało się nie udławiła.
– Tak? Macie tą gazetę?
Ojciec wskazał ręką na szafkę. Dziewczyna nerwowo wstała od stołu i zaczęła przeszukiwać stos starych gazet. Nie trwało to długo, bo na jednej z nich już na pierwszej stronie widniało wielkie zdjęcie przewróconego czarnego motocykla oraz stojących obok karetki i radiowozu. Żadnych osób, żadnych ciał. Ania zaczęła czytać, a serce biło jej jak młotem. „Śmiertelny wypadek” – mówił tytuł. Na pierwsze zdania tylko rzuciła okiem, bo były to formalne bzdety typu „co, gdzie, kiedy”. Wędrowała wzrokiem po artykule szukając ważniejszych informacji, na przykład możliwych przyczyn wypadku. I nagle znalazła. To co przeczytała uderzyło w nią z siłą podobną do tej, z jaką miesiąc temu uderzyła wraz z Michałem w białą furgonetkę. Pod koniec artykułu napisane było: „Najprawdopodobniej w czasie jazdy chłopak zdał sobie sprawę, że zacięło się cięgło gazu. Po dokładnym sprawdzeniu pozostałości motocykla marki Kawasaki GPZ 500, okazało się, że nie była to jego jedyna usterka. Miał on, m.in. obluzowane klocki hamulcowe…”
Ania nie czytała dalej. Zamknęła oczy i wyglądała teraz, jakby na siłę próbowała wycisnąć łzy.
Michał nie panował nad pojazdem, zdał sobie sprawę, że nie mają możliwości zwolnić, bo zablokował się gaz i hamulce. Dlatego dał jej swój kask i dlatego kazał jej się do siebie przytulić i powiedzieć, że go kocha.
Ania wybiegła z domu.

***


Stojąc przed grobem z napisem „Michał Malinowski” i datą wyznaczającą długość jego krótkiego życia Ania zaniemówiła. Przez chwilę nie mogła uwierzyć, że jej chłopak leży teraz kilka metrów pod ziemią. Z wielkim trudem powstrzymała płacz. Uklęknęła. W ręku trzymała bukiet kwiatów i mały czerwony kask, które złożyła na grobie.
– Dziękuję – wyszeptała czując łzy zbierające się w jej oczodołach.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 530  |  Dodano: 2009-12-26 22:54  |  Punkty od użytkowników: 3.16
Komentarze
Zobacz również
Hotel na wyspie
scenariusz 2017-08-13 15:24
Gina
pozostałe 2017-08-12 23:28
Bajka o królewnie, potworze i bajkowym losie
bajka 2017-08-11 14:34
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com