liczba publikacji: 76
liczba punktów: 1701

Mała Su i Wielki Manitou

Northwest Coast - Polnocno-Zachodnie Wybrzeże w dorzeczu Kolumbii i Fraser River, spowite o tej porze dnia czerwoną łuną zachodzącego słońca, szykowało się na przyjęcie nocy. Indianie z plemienia Arapachów przygotowywali się do obrzędów Tańca Słońca. Cztery dni wyczerpującego pląsania w oparach opium i ziół zmieszanych z korą drzew kini-kinik. Wyciągano ze spiżarń pemmikan posypany suszoną miętą. W powietrzu unosił się wyczuwalny stan podniecenia, wzmagany rytmicznym tańcem małej grupki dzieci. Nad ogniem dymiły misy pełne wywaru z tłuszczu bizona i sproszkowanego mięsa. Panowało ogólne ożywienie i radość. Coraz więcej chętnych włączało się wspólnej zabawy i tańca. Mała Su schowała się w cieniu za kręgiem tancerzy i niepostrzeżona wymknęła się z wioski. Dla niej podniecenie i świąteczna atmosfera kojarzyła się ze spotkaniem z Dzikim Andą, który oczekiwał na nią na Płaskowyżu Milczącego Szakala. Po piętnastu minutach była na miejscu. Mały migający płomień dyskretnego ognia pobłyskiwał jak światło nadziei dla Małej Su. Dziki Anda siedział przy ognisku wpatrzony w Wielką Równinę. Podniósł się energicznie, trzymając w pogotowiu długi nóż myśliwski. - Mała Su... to ty?- Anda schował szybko nóż i przytulił Su do siebie. - Tak się bałam, że ciebie już nie będzie - Mała Su zdyszana biegiem, teraz przywarła do wojownika w mocnym uścisku. - Jutro, tuż po wschodzie słońca, Anda wraz ze swoimi ludźmi zmierzy się nad Wielkim Jeziorem z wojownikami Czipewejów - przerwał na moment, zanurzając dłonie w kruczoczarnych włosach Małej Su. - Wrócisz? - pytała z nadzieją w głosie. - Tego Dziki Anda nie wie. Wie o tym tylko Wielki Manitou - mówiąc to dotknął jej twarzy. - Proszę cię, wróć - szepnęła. Nie była w stanie powstrzymać łez. Niech Mała Su nie płacze, bo serce Andy płacze razem z nią - powiedziawszy to usiadł przy ogniu, a obok niego Su. Z powodu lekkiego chłodu nocy okryli się obszerną ayate. Mała Su patrzyła na niego wielkimi, zdziwionymi oczami. Przytuliła głowę do jego ramienia. - Mała Su kocha Dzikiego Andę - szepnęła, patrząc mu w oczy. - Mała Su jest jeszcze małą dziewczynką, a małe dziewczynki mają jeszcze czas na szukanie wojownika, któremu mogą podarować swoje serce - skwitował rozbawiony Anda, głaszcząc Indiankę po lśniących włosach Po jego słowach zerwała się na równe nogi. - Mała Su już nie jest dziewczynką, Mała Su jest już dorosłą kobietą! - stała nad nim rozpalona żalem i gwałtownością słów.Oddychała głęboko, patrząc mu zuchwale w oczy. Cofnęła się dwa kroki i nerwowo zaczęła rozpinać długą suknię ze skóry jelenia Wapiti. Jednym ruchem zsunęła ją na ziemię. - Su... - zaskoczonemu Andzie słowa uwięzły w krtani. Ciało Małej Su błyszczało w poświacie ognia miedzianym blaskiem. Okrągłe piersi unosiły się i opadały, poruszane głębokim oddechem młodej Indianki. Podeszła do niego i pochyliła się nad nim w milczeniu. Przywarła ustami do Andy. Czerwonoskóry wojownik nie zrobił najmniejszego ruchu, patrząc jak zahipnotyzowany w piękne oczy Małej Su. Powoli, bez pośpiechu rozwiązała rzemyki z jego bluzy. Jednym ruchem uwolniła go od przepaski biodrowej, która poszybowała ponad jego zdumioną twarzą. Nachyliła się głębiej nad nim żarliwie wpijając się w jego usta. Indianka tryskała pożądaniem i chęcią zbliżenia. - A teraz Mała Su pokona Dzikiego Andę - uśmiechnęła się zalotnie patrząc na wojownika. Pochylała się nad nim miarowymi ruchami, przykrywając mu twarz gęstwiną pachnących włosów. Ten zapach drażnił mu zmysły i upajał jednocześnie. Onieśmielony dotknął jędrne, młode piersi. Przytuliła się na moment do niego, w obawie, że go straci. Ściskała mocno jakby chciała go wcisnąć w siebie na zawsze... Wygięła się nad nim triumfalnie jak tęcza stubarwna zroszona radością i szczęściem. Jej długie włosy odchylone do tyłu falowały razem z jej pięknym, naprężonym i podnieconym ciałem... Oddychała ciężko przyciągając go do siebie coraz szybciej. Jej splecione na jego plecach nogi trzymały go kurczowo i zdecydowanie. Nagle złapała go za szyję i podniosła głowę. Oparł się na dłoniach. Był coraz gwałtowniejszy. Wsunęła się mocniej pod niego, jakby chciała mu pomóc. Wtem... ręce jej ześlizgnęły się miękko z jego mokrej szyi. Opadła na ziemię, przyciągając jego głowę do siebie... - Mała Su była bardzo daleko - ledwie usłyszał jej cichy szept. Leżała nieruchomo z zamkniętymi oczami. Całowała go czule, przytulając twarz do jego policzka. - Dlaczego oczy Su są ciągle zamknięte? Proszę cię otwórz! - Anda pochylił się nad nią całując jej zamknięte powieki. - Nie mogę otworzyć - opuszkami palców dotykała jego twarzy. - Czy Su nie chce już patrzeć na Andę? Dlaczego? - dopytywał się natarczywie całując jej rozrzucone w nieładzie włosy. - Bo... bo takich oczu jeszcze nie widziałeś - mówiąc to Mała Su powoli otworzyła powieki. Jej ogromne, ciemne oczy paliły się takim blaskiem, że gdyby zmysły umiały śpiewać, zaśpiewałyby najpiękniejszą piosenkę o miłości. O miłości gwałtownej i czułej, która dociera do do duszy przez ciało, przez dotyk. - To tak, jakby poranne słońce wdzierało się przez otwarte tipi i schodziło powoli po ścianie do ciebie. Łaskotało cię w szyję i w ucho. Radość i szczęście ogarnia cię jak fala tajemniczej energii, wnika w duszę, jak krew w żyły. Tętni tysiącem słów i myśli. To wszystko masz w oczach, Mała Su, to wszystko... - powtarzał jak w transie Dziki Anda. Położyła głowę na jego piersi... Obudzili się nad ranem tuż przed wschodem słońca. - Teraz, Dziki Anda musi wrócić do swoich braci - mówiąc to spojrzał ze smutkiem na Małą Su. - Zaczekam tu na Andę, na Płaskowyżu Milczącego Szakala - Indianka tuliła się do niego jak mała dziewczynka. - Wracaj do wioski, do swoich - patrzył na nią trzymając jej zapłakaną twarz w dłoniach. - Jeżeli nie będę tutaj z powrotem za 3 słońca, to znaczy, że Anda nie wróci nigdy do Pięknej Su. Jej ogromne, bezradne oczy wypełnione łzami i smutkiem szukały nadziei w oczach wojownika, na jego szczęśliwy powrót. - Mała Su jest kobietą Dzikiego Andy i jestem z tego bardzo dumny - czerwonoskóry wojownik odwrócił się i ruszył przed siebie. Indianka jeszcze godzinami wpatrywała się w niekończące się stepy Wielkiej Równiny. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Niestety Dziki Anda nie wrócił już nigdy. Wielki Manitou patrzył w skupieniu na Płaskowyż Milczącego Szakala i na Małą Su. On jeden wiedział, że Anda nie wróci. Polegnie w mężnej walce z wodzem Czipewejów, Minavavana. Wielki Manitou, którego tajemna siła przenikała całą przyrodę, wiedział, że za 280 słońc przyjdzie na świat syn Dzikiego Andy i Małej Su - Biały Bawół, który połączy zwaśnione plemiona Czejenów i Arapachów. Czejenowie opuszczą terytorium Północnej Dakoty i osiedlą się w rezerwacie Wind River w stanie Wyoming, której stolicą po dziś dzień jest Cheyenne.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1108  |  Dodano: 2011-01-29 02:14  |  Punkty od użytkowników: 2.00
Komentarze
Zobacz również
Demon: Lis Północy
opowiadania 2017-12-13 21:13
Wracamy do kampanii na północy!  Mam nadzieję że kilka następnych opowiadań zakreśli...
Porzucony Aquapark cz. 4
opowiadania 2017-12-12 16:26
Otwarte usta losu - o tomie K. Boczkowskiego słów kilka.
recenzje 2017-12-06 21:34
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com