
Bruno Schulz to być może największy poeta wśród pisarzy. Mimo bycia prozaikiem zdegradował on najbardziej podstawową cechę prozy - fabułę, do formy szczątkowej, drugoplanowej, w głównej roli obsadzając opisy, a więc domenę poezji.
Literackie światy Schulza są wzniesione (wybudowane) poetyckimi opisami. Te wielu nie kojarzą się najlepiej, gdyż choćby w "Nad Niemnem" ich wielkie nagromadzenie skutecznie spowalniało akcję. Opisy Schulzowskie jednak to zupełnie inna bajka - są dostatecznie dynamiczne i efektowne by móc redefiniować znaczenie opisu; dostatecznie oryginalne by żądać, aby stanowczo odróżniano je od wszelkich innych, a w konsekwencji traktowano jak coś zupełnie nowego. Przepełnione groteską, ośmieloną metaforyką, elementami baśniowymi przeplatającymi się z potocznością, opisy Schulzowskie balansują na pograniczach: jawy i snu, realności i nierzeczywistości, brzydoty i piękna, deformacji i kreacji; ostatecznie składając się na świat spójny choć paradoksalny, w którym racjonalny jest "ciepły śnieg" i chaos kontrolowany, a także przyszłość, przeszłość i teraźniejszość nakładająca się na siebie, spotykająca w jednym miejscu.

Schulz jednak nie stwarza swego fantastycznego uniwersum od podstaw, zawiesza go bowiem w istniejącym i zupełnie zwyczajnym miasteczku, rodzinnym Drohobyczu; również na bohaterów wyznacza zwyczajne postacie. Dzięki wszechobecnej u pisarza mitologizacji proste i przeciętne zyskuje cechy cudowne, przez co wszystko jest jak gdyby wzięte "z drugiej strony lustra" - takie samo, lecz w innej wersji siebie. Za pomocą mityzacji rzeczywistości Schulz odczarowywał pospolitość, z dziecięcą manierą przeobrażając ponurą realność w świat, który choć fikcyjny, to jednak przecież w jakiś efemeryczny sposób istniejący, i to na tyle, by można się w nim w pełni zatopić, zapominając o tym, co poza nim. Udało się to dzięki nadawaniu staremu nowych znaczeń, idealizacjom i wreszcie poezji, której to pisarz przypisywał wielką rolę i która była dla niego „krótkimi spięciami sensu między słowami, raptowną regeneracją pierwotnych mitów”.
Jego proza jest mozaiką zabiegów stylistycznych, poetyckich i semantycznych. Specjalnością autora są wielopoziomowe metafory, nierzadko o labiryntowej strukturze. Przykładem niech będzie ta z "Sierpnia": - "kożuch traw podnosi się wypukłym garbem-pagórem, jak gdyby ogród obrócił się we śnie na drugą stronę i grube jego, chłopskie bary oddychają ciszą ziemi. Na tych barach ogrodu niechlujna, babska bujność sierpnia wyolbrzymiała w głuche zapadliska". Nie brakuje też oczywiście efektownych metafor klasyczniejszych, które - co nie dziwi - Schulz wymierzał precyzyjnie: "Miał oczy nieprawdopodobnie błękitne, nie stworzone do patrzenia, tylko do bezdennego zniebieszczania się w marzeniu.", albo "Emil, najstarszy z kuzynów, z jasnoblond wąsem, z twarzą, z której życie zmyło jakby wszelki wyraz". Do tego bardzo szczodrze obdzielał swoje teksty w personifikacje, synestezje, animizacje, indywidualizacje, symbole; jego znakiem rozpoznawczym jest także ocierające się o osobliwość bogactwo słownictwa. Co więcej, pomimo takiego stopnia komplikacji, udało mu się zaszczepić swej twórczości muzyczność tekstu, a więc rytmiczność języka i jego regularność intonacyjną.

Bruno Schulz przemycił w swojej prozie stosunkowo wiele elementów autobiograficznych, na przykład wzorowanych na własnej rodzinie głównych bohaterów. On sam, narrator opowieści, jest dzieckiem-demiurgiem, o mocach kreacyjnych mających swe zakorzenienie w wyobraźni. Nazywany dalej magiem, herezjarchą, filozofem, poetą i poetycką duszą, jest kontrastowany z kobietami ze swojego otoczenia, które określa jako kukły i manekiny - symbole tandetności, jałowości świata. Bardziej skomplikowana sytuacja ma miejsce z postacią ojca, który jest przygodnym współtwórcą mitów Schulza. Przykładowo, pragnąc oderwać się od twardej codzienności ojciec zakłada hodowlę egzotycznych ptaków, symbolizujących marzenia bohatera o uwolnieniu się od trywialnego życia. Jego choroba, wskutek której staje się coraz bardziej ekscentryczny, z perspektywy chłopca postrzegana jest jako coś pozytywnego – cały dom może dzięki temu dotknąć świata fantazji, wielobarwnego i nieustannie zaskakującego. Po odejściu rodzica dorosły już narrator podtrzymuje przy życiu dziwaczny ojcowski świat, nigdy nie nazywając go chorym. Schulz tym samym - być może nieintencjonalnie - malowniczo sportretował szczególność relacji ojcowsko-synowskich.
Schulzowskie światy są dostatecznie bogate, by nie tylko tylko je zwiedzać, ale także być może przede wszystkim by traktować je jak morze inspiracji. To prawdziwa galeria pomysłów, a językowa wirtuozeria nawet najbardziej opornego prędzej czy później poruszy - być może przy okazji odmieniając jego spojrzenie na literaturę, także własną, jeśli takową tworzy.
źródło zdjęć: soup.io