Nabokov, Orwell, Rowling - słynni autorzy odrzucani przez wydawców

Autor: Leszek Milewski

zmierzch

Praca wydawcy nieznacznie tylko różni się od pracy profesjonalnego zbieracza ziemniaków. Wydawca publikuje dobre teksty, słabe wyrzuca do kosza; również istotą zbioru kartofli jest przesiew: dobre ziemniaki na talerz, złe na kompost - względnie dobre na targ, złe świniakom (zależnie od gospodarstwa). Różnica pomiędzy tymi bliźniaczymi profesjami polega na obiektywności, jaką cechuje się ocena wartości ziemniaków (czy też, by nawiązać do literatury, krytyka ziemniaków). Zgniły ziemniak wszystkim będzie wydawał się zgniły, zarówno profesjonalnym smakoszom, jak i laikom. Takiego obiektywizmu literatura przemysłowi kartoflanemu może tylko zazdrościć.  W konsekwencji braku tejże rynek literacki jest nieprzewidywalny jak Keith Richards na spidzie. Przykładem niech będzie niezwykła popularność sagi Zmierzch. Nie brakuje krytyków twierdzących, że te książki to jeden wielki zbuk; braknie też "odważnych" próbujących zaprzeczyć, że co roku wychodzą dziesiątki książek lepszych od tychże. A jednak to właśnie ta pretensjonalna saga jest obecnie warta więcej niż niektóre pomniejsze afrykańskie kraje. To najlepiej uzmysławia, że praca wydawców, to zajęcie ze wszech miar trudne i niewdzięczne, a przede wszystkim narażone na kosztowne pomyłki.


Wspomniany Zmierzch, zanim wreszcie znalazł wydawcę, został odrzucony przez czternaście innych wydawnictw. Czternastu frajerom oferowano pracującą dwadzieścia cztery godziny na dobę maszynkę do zarabiania pieniędzy i to zupełnie za darmo, jedynie za podział w zyskach. A jednak odrzucili oni ten biznes. Oczywiście, w momencie gdy wysyłali Stephanie Meyer maila z bardzo zdecydowanym "NIE JESTEŚMY ZAINTERESOWANI DURNYMI WAMPIRAMI" nie wiedzieli jeszcze, że zysk z wydania Zmierzchu pozwoliłby im na kupno średniej wielkości wyspy tropikalnej. To ich jednak w żaden sposób nie tłumaczy i w kategoriach frajerstwa mogliby kaonkurować tylko z ludźmi z wydawnictw, które odrzuciły Harryego Pottera. Tych było z kolei dwunastu. Tej wesołej drużynie dwudziestu sześciu można oficjalnie nadać miano überloserów. Z własnej woli zrezygnowali oni z najbardziej intratnych interesów na rynku literackim, jakie zaistniały w ostatnim pięćdziesięcioleciu i to mieniąc się przy tym specjalistami w tej dziedzinie. Przypomina to sytuację geologa, który znajduje na swojej ziemi ropę i oddaje ją komuś za darmo, bo nie poznał, że to ropa (choć uczył się o niej całe życie) tylko pomyślał, że to jakiś syf.


Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Harry Potter i Zmierzch o tyle, o ile są kurami znoszącymi złote jajka, o tyle nie niosą ze sobą wielkiego ładunku wartości literackich. W jakimś więc stopniu można pomyłki wydawców zrozumieć - być może bowiem nie chodzi tu nawet o błąd w ocenie wartości dzieła, a jedynie w rozeznaniu, co do aktualnej koniunktury. Dużo trudniej przychodzi być wyrozumiałym dla ludzi, którzy odrzucili "Lolitę" Nabokova, "Władcę Much" Goldinga czy "Paragraf 22" Hellera, czyli książki - bez żadnej przesady mówiąc - wybitne.  Można tylko przypuszczać, że recenzje robił tu ktoś, kto minął się z powołaniem. Miał zapisane w gwiazdach by zostać sprzedawcą waty cukrowej - w tym by się spełnił, w tym by się odnalazł - niestety złośliwy los zrządził inaczej i ta osoba została wydawcą, recenzentem. To podejrzenie robi się niemal wiarygodne, gdy poczytamy uzasadnienia odmów publikacji tamtych dzieł. Władca Much: "Absurdalna i nieciekawa pseudofantasy. Śmieci i nuda." Paragraf22: "Reprezentuje zerowy poziom intelektualny". Nota o Lolicie: Druzgocąco mdłe. Polecam zakopać pod kamieniem na tysiąc lat." Tak można by wymieniać dalej, bowiem wydawcy nie poznali się także na tak druzgocąco mdłych książkach jak "Folwark Zwierzęcy" Orwella, "Zabić drozda" Lee Harper czy też "Kochanek Lady Chatterley" Lawrence'a.


Nie każdy ma tyle samozaparcia by wysyłać swój tekst do kilku, czy też nawet kilkunastu wydawnictw. Jest typ charakteru, który szybko się zniechęca, po pierwszych niepowodzeniach rezygnuje. W przypadku gdy takim typem osobowości obdarzony byłby autor, jest wielce prawdopodobne, że po pierwszej odmowie przestałby rozsyłać tekst dalej. Możliwe więc, że gdzieś w szufladach lub na strychach leżą maszynopisy bardzo dobrych książek, przeczytane do tej pory tylko raz: przez niekompetentnego człowieka odpowiedzialnego w wydawnictwie za odbiór tekstów. W każdym razie z doświadczeń Meyer, Rowling, Goldinga czy Nabokova płynie prosty przekaz: przy wydawaniu książki trzeba być cierpliwym.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1489
Komentarze
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com