Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką

autor: Karolina Balcerzak
liczba wyświetleń: 2019 razy
Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką

Niegrzeczne i zdolne. Takie dziewczyny lubimy na allarte najbardziej. Tym razem zapraszam Was na spotkanie z Autorką, której temperamentem i charakterem można by obdzielić jeszcze kilku twórców. Z Beatą Wincza, czyli z allartowską Nivejką, rozmawiam o zołzach, o alter-ego i o dobrej literaturze. To musicie przeczytać!


 
- Woody Allen powiedział, że „dobrzy ludzie śpią lepiej, niż źli, ale złym lepiej się wstaje”. Czy więc, parafrazując, zołzom łatwiej się tworzy, pisze?



Odbiję piłeczkę cytatem. Ernest Hemingway napisał, że „to co łatwo się czyta, cholernie trudno się pisze”. Miał rację. Żeby się dobrze czytało, trzeba poświęcić tekstowi dużo czasu, dokładnie przemyśleć. Oczywiście, raz wyjdzie lepiej raz gorzej, a innym razem doskonale. Pisanie na kolanie czasami się sprawdza, jeśli trzeba szybko zanotować myśl, ale potem koniecznie trzeba ją poddać obróbce, wygładzić. Nie tylko dla samego siebie, ale z szacunku dla czytelnika.


Bycie zołzą, to ani grzech, ani wstyd. To po prostu sposób na życie. Zołza wie czego chce i dąży do celu. Nie po trupach, ale konsekwentnie. Nie wiem jak zołzowatość ma się do pisania, bo brakuje mi porównania, z tego prostego powodu, że nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką



- O tym, jak ważną inspiracją jesteś dla innych można przekonać się na Twoim blogu, a kto inspiruje Ciebie? Gdzie szukasz natchnienia?



Mój znajomy scenarzysta, specjalista od sitcomów, powiedział mi kiedyś, że najlepszą inspiracją jest samo życie. I nie miał na myśli popularnego serialu, ale to co nas otacza. Pamięć ludzka jest ulotna, dlatego też zawsze mam przy sobie zeszyt, w którym zapisuję to, co mnie akurat zaskoczy, zadziwi, czy po prostu rozśmieszy. Nie tylko pieniądze leżą na ulicy. Inspiracje też. Są wszędzie. W pracy, w szkole, w sklepiku na rogu i na plotkach u sąsiadki. Poza tym oczywiście czytam; książki, blogi, prasę, fora internetowe i felietony, które wręcz  uwielbiam.  Przepadam za Słonimskim – jego teksty, mimo upływu czasu, nadal bawią.



- Kim jest Nadworny? Czy można posunąć się do stwierdzenia, że jest to Twoje alter-ego?



Nadworny nie jest nikim konkretnym i jednocześnie jest każdym, czyje słowa akurat chcę mu włożyć w usta.  W zamyśle, Nadworny miał być kimś, z kim każdy, bez względu na płeć, chciałby się zaprzyjaźnić. To mocno realistyczna postać. Ma wady i zalety. Nie jest wyidealizowany. Może dlatego, że jest taki „ludzki” i każdy może się z nim identyfikować, jest  lubiany. Zdecydowanie, i ponad wszelką wątpliwość, Nadworny nie jest moim alter-ego. On po prostu żyje życiem moim i moich znajomych. Kupuje samochody, bywa na proszonych obiadkach, zmaga się z codziennością i odkąd uwikłałam go w trudny romans z  Zofią Cylupą z Cybulina, miewa też sercowe rozterki. Cieszy się, smuci i wnerwia (szczególnie na mnie).


- Dobra literatura to znaczy jaka?



Dla każdego coś innego będzie synonimem dobrej literatury. Dla mnie dobra znaczy taka, która wbija w fotel i nie pozwala oderwać się od lektury. Taka, która nie zwalnia od myślenia, a wręcz przeciwnie prowokuje do niego. To jak z zupą. Jeden zadowoli się kartoflanką w plastikowej miseczce, a ktoś inny będzie żądał czegoś znacznie bardziej wyrafinowanego i koniecznie ma być podane na najlepszej porcelanie.


Dobra literatura to taka, która zadowala gusta czytelnika. I bez względu na to, czy będzie wyszukana, czy zupełnie prosta - ma sprawiać przyjemność. Prawdopodobnie, każde dzieło znajdzie, większe lub mniejsze, grono zwolenników. Dobra książka musi mieć wartości poznawcze i estetyczne. Jednakże,  mimo wszystko i przede wszystkim, czytanie powinno być przyjemnością. Jeśli dla kogoś taką przyjemnością jest nurzanie się w makabrze - to proszę bardzo, ale jeśli ktoś woli powieści obyczajowe łatwe, lekkie i przyjemne, to ma do tego prawo. Na szczęście, na rynku wydawniczym wybór jest szeroki i każdy znajdzie coś dla siebie. O ile będzie chciał.



- Co składa się, Twoim zdaniem, na literacki sukces?



Nie wiem. To pytanie do kogoś, kto taki sukces odniósł.

 

- Rabih Alameddine w „Hakawati” przytacza historię człowieka, który uwodzi swoją przyszłą żonę poezją, choć tak naprawdę – nie jest poetą, udaje. Jak myślisz, co współczesna literatura może zaoferować czytelnikowi? Czy może go uwieść?



Współczesna literatura ma różne oblicza. Od bardzo ambitnej po zdecydowanie obyczajową. Od przeintelektualizowanej po frywolną. W zasadzie, nie ma znaczenia od czego się zaczyna. Ważne, na czym się kończy. Literatura może uwieść. Od tego chyba zresztą jest. Żeby się w niej zatracić i zakochać. Kiedyś na powieści Mniszkówny, mówiło się że to literatura dla kucharek. Dzisiejsze romanse, są utrzymane w identycznym stylu. Rekompensują to czego Ona nie ma na co dzień, a Jemu pozwalają wkraść się w świat super bohaterów. Po przeczytaniu kilku z rzędu takich czytadeł zaczyna czegoś brakować. Po co czytać skoro i tak wiadomo, że będzie happy end?

 

Jestem przekonana, że prędzej niż później takie książki znudzą się, a uzależnienie od czytania sprawi, że sięgnie się po coś, co nie tylko zajmie oczy rzędem literek, ale dotrze do wewnętrznych pokładów wrażliwości. Są książki, do których trzeba dojrzeć, takie, które warto przeczytać ponownie, takie, do których wraca się niejednokrotnie. Pocieszanki, przytulanki, rozweselacze. Są też książki „półkowniki”. O wartości literatury nie świadczy cena czy opinia krytyków. Przede wszystkim liczy się to czy ludzie, do których jest adresowana są nią zainteresowani. Vox populi, vox Dei ;) Można powiedzieć, że jakie czasy taka literatura. Zaryzykuję stwierdzenie, że żyjemy w ciekawych czasach …


 
- Literackie guru -  kim jest dla Ciebie?



W czwartej klasie liceum, tuż przed maturą, zamiast przykładnie wkuwać jery i przydawki, powtarzać motywy literackie i pracować nad ortografią, wdałam się w romans z Mistrzem. Romans, który trwa do dziś. Oczywiście w tak zwanym międzyczasie „zdradzałam” Mistrza, popadając w zachwyt nad warsztatem innych. Zawsze jednak wracałam, wracam i zapewne wracać będę do Jarosława Iwaszkiewicza i jego przepięknej, przesączonej muzyką, sagi. Sława i chwała – powieść rzeka, przekrój społeczeństwa okresu międzywojnia. Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka słyszana między wersami. Czy ktoś inny potrafi pisać tak, żeby było słychać?


Bardziej współczesne guru, moje ostatnie odkrycie, to niejaki Michał Viewegh. Czeski prozaik, postrzegający świat „z perspektywy podłogi”. Pisanie jest jego obsesją. Jego proza jest bardzo przekonująca, miedzy innymi dlatego, że pisze jak Singer, językiem jakim mówią ludzie. Zdecydowanie nie jest purytaninem i co ważniejsze  uważa, że  nie wszystko w literaturze musi być fascynującą przygodą intelektualną.


- Z powodzeniem publikujesz na allarte; Twoje teksty są bardzo wysoko oceniane, choć „Hipokryzja” wyraźnie odbiega ocenami od reszty. Jak odbierasz krytykę?



Hipokryzją nomen omen byłoby twierdzić, że uwielbiam, jak mnie krytykują. Każdy kto pisze i decyduje się na pokazanie swoich tekstów publicznie, musi liczyć się z tym że odbiór może być, delikatnie mówiąc, różny. Jak ja odbieram krytykę? Oczywiście obrażam się natychmiast na krytykanta, w myślach pokazuję mu język. W stanie „obrażenia” tkwię sobie minutę i fefnaście sekund, po czym zaczynam analizować. Dlaczego tak? Jeśli dojdę do wniosku, że krytyka była słuszna - staram się więcej nie popełniać tego samego błędu. Reasumując,: nie mam nic przeciwko krytyce, pod warunkiem, że jest konstruktywna.


- W jednym z komentarzy na allarte napisałaś, że Twoja obecność tutaj wynika z chęci uczenia się – co jest dla Ciebie najcenniejsze, czego chciałabyś się  nauczyć?



Parafrazując  słowa piosenki - pisać, każdy może, ale nie każdy może to potem czytać. Jedna z teorii na temat pisarstwa, czy też talentu literackiego głosi, że to, czy rodzimy się pisarzem czy nie, jest zapisane w liniach papilarnych. Nie wiem, jak to sprawdzić, ale wychodząc z założenia,  że drogą żmudnych ćwiczeń można słonia nauczyć tańczyć walca, doszłam do wniosku (myślę, że słusznego), że i mnie można nauczyć pisać. Jeśli nie doskonale, to przynajmniej poprawnie.


- Najważniejszy dla Ciebie  utwór, spośród opublikowanych przez Ciebie do tej pory, na allarte to…?



W tej chwili, pewnie każdy bym poprawiła. Niestety, na portalu nie ma takiej możliwości. To źle i dobrze zarazem. Taka postawa administratorów, uczy odpowiedzialności za własne słowa. Internet stał się światową spluwaczką, gdzie każdy może opublikować co chce i czuć się wielkim. Popełnione błędy są nauką(czką), która, mam nadzieję, nie pójdzie w las.
Jeśli miałabym wskazać ten jeden, to chyba pierwszy, który opublikowałam na portalu – „Barmanka” .


- Dziękuję za rozmowę!

Karolina Balcerzak

Akcje
Komentarze
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com