Magdalena Lewańska
liczba publikacji: 15
liczba punktów: 236

Kto pod kim dołki kopie...

 

Pisarz zasiadł do maszyny. Starannie wkręcił czystą kartkę, rozluźnił palce i zaczął stukać. Pisał:

 

Z głębi szerokiego balkonu Henry obserwował cichą i słoneczną ulicę. Gdy zza rogu wyjechała taksówka, wstał powoli z krzesła, pozostał jednak nadal w cieniu girlandy dzikiego wina. Już od kilku dni przygotowywał się na to spotkanie. Od chwili, gdy dostał od swojej starej bogatej ciotki list zapowiadający wizytę.

Taksówka zatrzymała się przed furtką. Henry uśmiechnął się. Wiedział, że starsza pani nie wysiądzie natychmiast. Wiedział, że musi jeszcze dokończyć udzielania kierowcy cennych życiowych porad. Ostrożnie zbliżył się do balustrady. Nie był widoczny z dołu, zasłaniała go duża kamienna waza.

Wreszcie trzasnęły drzwiczki, motor zawarczał głośniej i po chwili samochód znikł z pola widzenia. Na ścieżce stukała laska starszej pani.

Henry co do sekundy wyczekał właściwy moment, oparł dłonie na chropowatym kamieniu wazy i jednym silnym ruchem zepchnął ją z balustrady.

 

Pisarz przestał pisać. Przymknął oczy i zobaczył opleciony dzikim winem balkon w chwili gdy Henry zbliżał się do balustrady. Zaraz jego dłonie dosięgną kamiennej wazy... Ale Henry wychylił się tylko z balkonu, uśmiechnął się do siebie figlarnie i zawołał wesoło:

- Dzień dobry ciociu, jaka była podróż?

Pisarz wyszarpnął kartkę z maszyny, zmiął ją i wrzucił do kosza. Następnie wkręcił nową:

 

Z głębi szerokiego balkonu Henry obserwował cichą i słoneczną ulicę. Gdy zza rogu wyjechała taksówka, wstał powoli z krzesła, pozostał jednak nadal w cieniu dzikiego wina. Już od kilku dni przygotowywał się na to spotkanie. Od chwili, gdy dostał od swojej starej, bogatej ciotki list zapowiadający wizytę.

Taksówka zatrzymała się przed furtką. Henry uśmiechnął się. Wiedział, że starsza pani nie wysiądzie natychmiast. Wiedział, że musi jeszcze dokończyć udzielania kierowcy cennych życiowych porad. Ostrożnie zbliżył się do balustrady.

Wreszcie trzasnęły drzwiczki, motor zawarczał głośniej i po chwili samochód znikł z pola widzenia. Na ścieżce stukała laska starszej pani. Henry wychylił się z balkonu, powstrzymał dziecięcą chęć naplucia ciotce na kapelusz i zawołał wesoło:

- Dzień dobry ciociu, jaka była podróż?

W godzinę później krzątał się po kuchni, zbliżała się pora obiadu.

- Może ci coś pomóc? - zawołała panna Justyna z pokoju.

- Dziękuję ciociu - odpowiedział Henry, - ale dam sobie sam radę.

Rzeczywiście, nie pozostało mu już wiele do zrobienia. Na dużej tacy stały dymiące półmiski, po kuchni rozchodził się smakowity zapach. Henry otworzył małą narożną szafkę i z jej głębi dobył niewielką puszkę.

Łyżeczką nabrał trochę białego proszku i wsypał go do sosu w porcelanowej sosjerce.

Bezwonna, bez smaku, szybko działająca trucizna, pomyślał mieszając starannie.

Pisarz stanął za Henrym i zajrzał mu przez ramię, gdy ten wyciągał z szafki niewielki słoiczek. To nie jest wcale..., pomyślał Pisarz rozdrażniony. Henry tymczasem odkręcił wieczko. Łyżeczką nabrał trochę brązowo-zielonego proszku i wsypał go do sosu w porcelanowej sosjerce.

Mam nadzieję, że ta mieszanka ziół nie zwietrzała jeszcze, szepnął z troską.

 

Pisarz wyszarpnął kartkę, zmiął ją i wrzucił do kosza. Następnie wkręcił nową. Pisał szybko i wprawnie, ale gdy doszedł do sceny w kuchni, palce jego zaczęły mocniej uderzać w klawisze.

Pisał:

Rzeczywiście, nie pozostało mu już wiele do zrobienia. Na dużej tacy stały dymiące półmiski, po kuchni rozchodził się smakowity zapach. Henry otworzył małą narożną szafkę i z jej głębi dobył niewielki słoiczek.

Łyżeczką nabrał trochę brązowo-zielonego proszku i wsypał go do sosu w porcelanowej sosjerce.

Mam nadzieję, że ta mieszanka ziół nie zwietrzała jeszcze, szepnął z troską.

Pamiętał, że był to ulubiony przysmak cioteczki, sam jednak za bardzo za nim nie przepadał i rzadko stosował.

Powoli mijało popołudnie, nastał wieczór. W pokoju panował półmrok. Panna Justyna i Henry siedzieli na kanapie przed kominkiem wpatrzeni w żarzące się węgle. Milczeli. Starsza pani przymknęła oczy zmęczona. Przez cały wieczór wspominała blaski i cienie dzieciństwa siostrzeńca, oceniała jego obecną sytuację i dawała mu rady na przyszłość.

 

Pisarz zatrzymał się na chwilę, sięgnął do szuflady i pociągnął łyk z przechowywanej tam piersiówki. Potem otarł usta i zabierając się znów do maszyny mruknął:

- Straciłeś już dwie okazje idioto!

Pisał:

 

Henry podniósł się powoli, podszedł do kominka i wziął do ręki ciężki żelazny pogrzebacz. Odwrócił się do ciotki, zamachnął i zanim zdążyła krzyknąć rozłupał jej czaszkę.

A Henry podniósłszy się powoli, podszedł do kominka i wziął do ręki ciężki żelazny pogrzebacz. Poprawił obsuwające się polano, odłożył narzędzie i podszedł do fortepianu. Spod jego palców popłynęły głębokie, pełne uczucia tony. Grał >Sonatę księżycową< ulubiony otwór starszej pani.

 

Pisarz wyszarpnął kartkę ...

 

Henry zatrzymał się przed drzwiami łazienki. Plusk wody wskazywał na to, że panna Justyna zanurzyła się już w kąpieli. Bezszelestnie nacisnął klamkę, a gdy był w środku jednym susem dopadł wanny i chwycił drobne stopy ciągle jeszcze zgrabnych nóg. Pociągnął. Broniła się, ale nie miała szans.

 

Tak, za bardzo się śpieszył. Uderzył w kilka klawiszy jednocześnie, czcionki i taśma splątały się w węzeł prawie gordyjski. Dłubiąc i szarpiąc musiał w bezsilnej niemocy wysłuchać łazienkowego dialogu:

- Mam nadzieję, że ciocia nie zamknęła drzwi? I proszę nie siedzieć za długo - powiedział Henry zatroskanym tonem.

- A tam! - było jedyną odpowiedzią.

- Będę w pobliżu. Czy ciocia mogłaby przez cały czas śpiewać? Wiedziałbym wtedy, że wszystko jest w porządku...

- \\\"Cicha noc spłynęła na klasztor\\\"... - zabrzmiało w odpowiedzi lekko fałszywym altem.

 

Pisarz wyszarpnął kartkę ...

 

Noc spowiła świat. W gościnnym pokoju spała znużona panna Justyna. Henry czuwał. Patrzył w dogasający żar i myślał o tym, jak stara i krucha jest już jego ciotka. Ile zostało jej życia? Rok? Dwa? A może dwadzieścia? Pochodziła przecież z rodziny długowiecznych i na razie była jeszcze zupełnie zdrowa.

Wstał i cichutko zajrzał do pokoju gościnnego. Drobna sylwetka leżała na łóżku nieruchomo, słychać było jednak lekki i równomierny oddech.

Henry zbliżył się do posłania, wyszarpnął staruszce spod głowy dużą puchową poduszkę i z całej siły przycisnął ją do twarzy śpiącej.

 

Pisał coraz wolniej, bo wiedział, że:

Henry zbliżył się do posłania, pochylił się i złożył na pomarszczonym czole delikatny pocałunek.

- żyj długo i zdrowo najdroższa ciociu - szepnął i na palcach wysunął się z pokoju. Przeszedł do gabinetu. Zapalił lampę na biurku, położył na blacie czystą kartkę, wziął do ręki staroświeckie wieczne pióro i zaczął pisać:

„Pisarz przerwał stukanie na maszynie, wykręcił kartkę, zmiął ją i wrzucił do kosza. Upadła na stos sobie podobnych. Cały kosz pełen był tych niewydarzonych prób. Pisarz wstał od stołu i stanął przed otwartym oknem. Zapalił papierosa. W dole jeździły samochody. Wyglądały jak małe kolorowe żuczki. Pisarz wdrapał się po krześle na parapet. Zaciągnął się głęboko, przez chwilę chwiał się jeszcze, a potem powoli i bezdźwięcznie runął głową w dół.”

 

Pisarz przerwał stukanie na maszynie, wykręcił kartkę, zmiął ją i wrzucił do kosza. Upadła na stos sobie podobnych. Cały kosz pełen był tych niewydarzonych prób. Pisarz wstał od stołu i stanął przed otwartym oknem. Zapalił papierosa. W dole jeździły samochody. Wyglądały jak małe kolorowe żuczki. Pisarz wdrapał się po krześle na parapet. Zaciągnął się głęboko, przez chwilę chwiał się jeszcze, a potem powoli i bezdźwięcznie runął głową w dół.

*

Henry zakręcił pióro....

 

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 385  |  Dodano: 2018-02-08 10:21  |  Punkty od użytkowników: 5.00
Komentarze
Zobacz również
Omnis moriar
poezja 2018-05-17 12:59
Prosty wiersz - tym razem Biały Wymyśliłem go tuż przed maturą I świadomość że to prada bardzo...
Kot Wania od Konwickiego
poezja 2018-05-16 15:39
wiersz, autor: Tomasz Kucina
książkowe uniwersum
poezja 2018-05-14 17:46
„Idąc” Krzysztof Mich
Recenzja | 2018-01-17 17:15
Małgorzata Południak
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com