Anulka
liczba publikacji: 22
liczba punktów: 370

Wąż

Szybko, szybko. Wyrzucam nóżki w powietrze, ale i tak za wolno. Pewnie, ośmioletnie nóżki są krótsze niż jedenastoletnie, szczególnie, gdy starsze należą do takiego długasa, jak moja siostra. Biegniemy. Przed oczami migają nam kolorowe namioty, przyczepy campingowe, a na koniec brzydkie, nijakobrązowe bungalowy. Jesteśmy u celu. To magiczne miejsce zwane – RECEPTION . Na każdym campingu jest taki budynek, z takim napisem i zawsze wchodzą tam tylko rodzice. Ja i siostra czekamy w samochodzie. Gdy tata opuści owo magiczne miejsce, możemy już wszystko. Wjeżdżamy na camping z oficjalnym pozwoleniem i szukamy najlepszych kilku metrów kwadratowych. I zaczyna się. Najlepsze dla mamy nie jest najlepszym dla taty, toteż kłócą się zajadle. Wiemy, że trzeba to przetrzymać. Jak już przeżyjemy wybór miejsca, to zaczyna się rozbijanie namiotu - "przytrzymaj ten kijek! Nie ten! No co ty robisz! Chcesz w łeb dostać? Nie ruszaj się, mówię! Przesuń się żesz wreszcie! Tym dzieciakom tylko wygłupy w głowie, żadna z nich pomoc!").

            Dobra, kolejny raz się udało – namiot stoi. Tata pije kawę, a mama narzeka – normalka. A wszystko zaczyna się we wspomnianym już magicznym miejscu, z tabliczką RECEPTION. I teraz Marta i ja, same, bez mamy i taty, otwieramy drzwi i wchodzimy do środka. Prawdę mówiąc wcale nie czuję dreszczyku emocji. Zamiast tego - zdenerwowanie i wstręt z obrzydzeniem. W dodatku wiem, że musimy poinformować, wytłumaczyć i zabrać do namiotu tych, którzy tu spokojnie siedzą za ladą. Ale jak to zrobić? Przecież to Węgrzy! Zazwyczaj nieśmiałe, teraz zaczynamy jedna przez drugą opowiadać. Kręcą głowami. Nie rozumieją. Dlaczego ten węgierski jest taki inny niz nasz, rodzimy? W końcu zaczynam syczeć i wykonywać płynne ruchy ręką.

- Wąż! Sssss! Wąż! Nie rozumiecie?!

Całe szczęście usłyszałam za plecami głos mamy:

- Proszę pana, mamy w namiocie węża. Ja wiem, że nie rozumiecie! To może English? Nie znasz? Co, niemiecki? Nie mam pojęcia jak jest wąż po niemiecku. O Boże, po polsku byście się nauczyli!

- Polsky – ne! – w dziwacznym języku odpowiedział czarny Węgier z recepcji i pokręcił głową.

Mama aż się zatrzęsła. Chwyciła Węgra za rękę i pociągnęła. Ten, zdziwiony, posłusznie podążył za nią. I znów biegniemy. A przed naszym namiotem miota się tata oraz życzliwi Polacy z sąsiednich przyczep i szmacianych domków. Dyskutują. Mama wpycha Węgra do naszego namiotu i gestem nakazuje zajrzeć za małą walizeczkę, w której trzymamy przybory kosmetyczne. Węgier gwałtownie odskakuje, a w jego oczach wije się strach. Kręci głową i macha rękami.

- No problem, no problem. – Powtarza jedyne angielskie słowa, jakie zna.

- Ażeby cię ...! – krzyczy tata. – Jaki “no problem” ! Wąż w namiocie to waszym zdaniem “no problem”?

Węgier bierze duży kij i stuka w walizkę. Wąż niechętnie unosi głowę, syczy i powoli, dostojnie, wiedząc, że nikt mu nie przeszkodzi, wypełza z namiotu (rety, chyba zwymiotuję...). Wieczorem kładziemy się spać.

- Mamo, wczoraj w nocy, to nie był koci ogon, tylko wąż? Tak?

- Tak, ale śpij już. Poszedł sobie. Już wszystko w porządku.

Akurat! Rano, mama nieco zaspana, podchodzi do nieszczęsnej walizki... .

- Tadzik! Wąż! Znowu!

Tym razem tata nie pozwolił zawiadamiać tych z recepcji.

- Żaden z nich pożytek. Poradzimy sobie sami.

Po wielkiej naradzie z Polakami zapadła decyzja – przesuwamy namiot. Gadzina pewnie ma pod nim gniazdo, a myśmy tego wcześniej nie zauważyli. Pogoda jest fatalna – wiatr, a może wichura, siąpiący deszcz. Nic to. Przy pomocy rodaków odsunęliśmy się od rzekomej posiadłości węża. Z drżeniem serc zasypialiśmy i zbudziliśmy się rano. Mama, ostrożnie i powoli podeszła do walizki. Nie ma! Jak to? Niemożliwe! Głupio jakoś... . Tylko czemu ci spokojni do tej pory Czesi tak wrzeszczą? Wysadzamy głowy z namiotu – czeska skoda, z pootwieranymi drzwiami, jeździ w przód i w tył, a mieszkańcy czeskiego obozowiska biegają wokół niej, machając rękami, kijami i tupiąc.

- Teraz oni przejęli węża. Ponoć wkręcił się w podwozie samochodu. – Wyjaśnia wszystkowiedzący polski dziesięciolatek.

Przed obiadem poszłam popływać. Mam taką małą, dziecięcą łódeczkę, nadmuchiwaną oczywiście. Najbardziej lubię siadać na burcie, machać stopami i płynąć do tyłu. I teraz też tak zrobiłam. Pomału, pomalutku przesuwałam się w kierunku szuwar. Cała radosna odwróciłam głowę i wtedy tuż, tuż za sobą zobaczyłam zielone, smukłe łodygi. Co ten chłopak mówił o szuwarach? Ten, co ma maskę do nurkowania i płetwy. Że żyją tam węże! Rozpaczliwy krzyk najpierw utknął bezwiednie w moim gardle, a potem nagle wyleciał. Skoczyłam do wody, zostawiając łódkę na pastwę węży. Płynęłam szybciej niż zwykle, bijąc niejeden rekord i czując skórą wyobraźni oźlizłe, wijące się cielska. Na brzegu rozpłakałam się na dobre. Moja łódka! Kochana łódka płynęła spokojnie na sam środek jeziora. Histeryczny płacz dziecka dotarł do uszu młodej Niemki, dryfującej na materacu. Bez trudu pożeglowała w kierunku łódki i przyholowała ją do brzegu. A ja nie mogłam wydusić z siebie słowa, tylko kiwałam głową i mokrymi loczkami, okazując w ten sposób moją wdzięczność. Z łódką pod pachą ruszyłam w kierunku namiotu. Przez niedoschnięte łzy zauważyłam poruszenie przy obozowisku Szwedów. Pewnie wąż. I nie pomyliłam się. Czechom się udało, Szwedom też. Pełznący kształt znów zmienił miejsce noclegu. Tym razem, nieświadomy, wybrał namiot Niemców. Młodzi niemieccy chłopcy przystąpili do sprawy trzeźwo i bez paniki. Nikogo nie przeganiali, żadnych kijów, przesuwania namiotu, jazdy samochodem. Pochwycili gada, potem poczekali aż się zbierze publiczność (pół campingu!), wzięli łopatę i ciach! Łeb ucięty. Ja nie poszłam. Nie mogłam. Ale wszystkowiedzący dziesięciolatek dokładnie zrelacjonował nam przebieg egzekucji.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 599  |  Dodano: 2010-03-22 12:48  |  Punkty od użytkowników: 3.76
Komentarze
Zobacz również
Ty zawsze przy mnie stój
opowiadania 2017-11-19 18:24
Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w...
Samotność
poezja 2017-11-18 18:11
Król Marzeń
bajka 2017-11-17 12:46
Bajka dla dzieci i dla dorosłych - zwłaszcza dla dorosłych.
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com