John Maxwell
liczba publikacji: 6
liczba punktów: 3017

Dramat Szatanistyczny

DRAMAT SZATANISTYCZNY
                              (Czyli, na wskroś przepełniona niesamowitą grozą sztuka piekielna w jednym akcie)




Osoby dramatu:
Szatan- Główna osoba utworu, wokół której kręci się cały ten żenujący cyrk, omyłkowo czasem tylko nazywany spektaklem. Postać w średnim wieku, pozytywna, wybitnie komiczna, raczej budząca politowanie, ale i sympatię widza. Rekwizyty w postaci rogów i ogona jakkolwiek mile widziane, nie są tu konieczne. (Wszystkie kwestie szatana wypowiadane są po niemiecku, autor dokonuje tutaj jedynie ich tłumaczenia, bowiem jak wszystkim powinno być wiadome jest to język powszechnie używany w piekle).

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku- kształcący się u swojego mistrza na terminie(bardziej współcześnie- stażu zawodowym) młody niedoświadczony jeszcze ambasador piekła na ziemi, również postać nader pozytywna. (Także mówi po niemiecku).

Archibald- Nobliwy, miły(jeszcze dosyć krzepki) starszy pan, postać koło sześćdziesiątki włosy długie, choć rzadkie, rozwichrzone w artystycznym, twórczym nieładzie, z lekka tylko przyprószone siwizną. Wybitny znawca złego, doktor szatanologii teoretycznej i stosowanej, ceniony naukowiec, bardzo rozmiłowany w badaniu. Morfinista i alkoholik, oczywiście wielki przyjaciel szatana. Komediant i pajac, jakich mało, a do tego momentami nieprzewidywalny psychopata. ( Jak się naturalnie należy spodziewać-mówi po niemiecku).

Mała, Śliczna, Niewinna Jadzia – Niewinne, dobre, niepokalane, dzieciątko przez dłuższy czas niezdające sobie nawet sprawy, że gdzieś w czeluściach piekielnych przesądzone jest już potępienie jej biednej, nieskalanej duszyczki. Postać skrajnie negatywna, w rzeczywistości na szczęście nieistniejąca. (Jako, chyba jedyna w sztuce nie mówi po niemiecku).

Chór Fałszywych Proroków-Mają tylko jedno wejście, bez wpływu na rozwój wydarzeń.

Bez Reszty Zaprzedany Złu Biskup Ordynariusz-Jak wyżej.

Autotematycznie 1: Sztuka w zasadzie jest o niczym(ma to, bowiem w założeniu być teatr absurdu), autor czuje się, więc w obowiązku lojalnie uprzedzić czytelnika i widza(a w szczególności reżysera), aby nie doszukiwał się w niej jakiejś przesadnie złożonej, a już tym bardziej głębokiej problematyki. Pragnie także z całą stanowczością zaznaczyć, iż żywi niepłonną nadzieję, że wszelkie postacie dramatu zawsze, były, są i będą fikcyjne, oraz że ich jakiekolwiek podobieństwo, oraz zbieżność przedstawionych sytuacji z prawdziwymi na zawsze pozostaną przypadkowe. Na marginesie powyższego chce jednocześnie zauważyć, iż obok całej głupoty i irracjonalności zastosowanej przez niego konwencji,(Która może być przecież celem samym w sobie) nadrzędnym celem sztuki jest obnażenie, i ukazanie w jak najpełniejszej krasie, nieprzejednanych w swej nienawiści działań złego(również szkaradnych form, jakie może on przybierać) oraz zwrócenie uwagi na to jak wielce należy być czujnym, a także jak to bardzo trzeba się wystrzegać, ponieważ łatwo jest ulec perfidnym niekiedy jego zakusom. Już na samym początku zdradzić można bardzo prosty morał, jakim jest ostateczne i niczym nie podważalne stwierdzenie, iż szatan jest wszędzie. Tyle tytułem wstępu. Aha, jeszcze jedno; do przesady rozbudowane didaskalia, to taka moja mała forma prowadzenia inteligentnej rozmowy z inscenizatorem.(Rada odautorska-jeśli nie ma ku temu stosownych, ważnych powodów ze względu na higienę psychiczną społeczeństwa tudzież szeroko pojętą moralność publiczną pod żadnym pozorem-NIE WYSTAWIAĆ!)

Autotematycznie 2: (Bezpośrednio do reżysera). Autor rozumie i w pełni podziela ewentualne, możliwe wątpliwości a także niepokoje reżysera,(jeśli ten zdecydowałby się jednak wystawiać), jakie mogą wystąpić przy doborze obsady do głównych ról w tej obłąkańczej,(ale przecież ocierającej się niekiedy o geniusz) sztuce. Nie wielu, bowiem aktorów jest podobnych Np. do Szatana, a aktorek do Małej, Ślicznej Niewinnej Jadzi(Nie każda jest wystarczająco mała i śliczna, nie mówiąc już o niewinnej). Zdaje sobie również sprawę z wielu innych, jakże rozmaitych trudności stojących na przeszkodzie realizacji tego zacnego dzieła, radzi jednak nie zrażać się pierwszymi, powierzchownymi i przejściowymi jedynie trudnościami.

AKT I
Scena pierwsza:
(Kiedy to poznajemy głównego bohatera, który nim jednocześnie jest i nie jest.)

Miejsce akcji: Piekło, czyli siłą rzeczy dekoracje raczej w kolorach ciemniejszych, stonowanych budujących podniosły patetyczny nastrój. Rozległy drewniany parkiet, na którym kładzie się stary, wytarty dywan(zapewne z jakiejś przeceny). Na ścianach w potężnych dębowych ramach wiszą bogato zdobione olejne portrety, Hitlera, Lenina, Tatusia i Mamusi Muminka, Ryjka, Paszczaka, Włóczykija, Małej Mi oraz panny Migotki. Tworzą one niesamowity i wprost niezapomniany klimat wszechobecnego zagrożenia, można się pokusić o stwierdzenie że graniczącego nawet z paranoją. Za sceną ogromna czarna marszczona draperia, na środku natomiast plastikowy stolik ogrodowy, nakryty wątpliwej jakości kraciastą ceratą. Na nim imbryk z gorącą zieloną herbatą, fajansowe filiżanki, talerzyk z krakersami i słonymi paluszkami, oraz w połowie pusta butelka po zagęszczonym niskosłodzonym soku malinowym. Popielniczka, w której tli się jeszcze ledwie zagaszony niedopałek papierosa, obok niej kilka opasłych tomów Encyklopedii popularnej PWN, z wypukłymi złoconymi tłoczeniami oraz w końcu, najnowsze na wpół otwarte niemieckie wydanie Pisma Świętego. Na rozkładanym polowym krześle siedzi Szatan, do komnaty wchodzi Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku.


Szatan:
(podnosząc się z miejsca)
Witaj mój cny, szlachetny przyjacielu jakież to
cenne nowiny raczysz mi dzisiaj przynosić,
z tegoż ziemskiego okrutnego łez padołu?

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:
(Gnąc się w służalczych ukłonach szybkimi
krokami podchodzi do stolika ogrodowego.)
Ostań w dobrym zdrowiu mistrzu,
z miesięcznym zestawieniem niczym
szybkonogi Hermes spieszę do Ciebie.


Szatan:
(Spoglądając, z wielką ciekawością
na wiszący na ścianie podniszczony, najtańszy kalendarz)

Rzeczywiście, dwie niedziele jak pierwszy
dzień miesiąca był się zakończył.
Azaliż z gotowym sprawozdaniem
przybywasz do mnie?

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:
(podając szatanowi wyciągnięty z małego,
różowego neseseru złożony we dwoje arkusz
kraciastego, kancelaryjnego papieru.)

Jak zwykle nie mylisz się, panie,
wszystkie dusze z minionej dekady.

(Szatan zaczyna powoli acz dokładnie czytać,
pełnomocnik Szatana ds. werbunku zerka
mimochodem na popielniczkę,
i energicznie wskazuje na zduszony niedopałek.)

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:

Mistrzu, podobno porzuciłeś ten straszliwy, zgubny nałóg?

Szatan:
(Nie przestając czytać rzuca, szczerze
ale jakby od niechcenia)

Wiesz, nie wszystko jest tutaj takie
łatwe, całe mnóstwo niewdzięcznych powinności
skrupia się na mojej nieszczęsnej głowie.

(po czym podnosi wzrok znad dokumentu
i szepce przyjaźnie, niemal dobrotliwie):
Nerwy, zgryzoty dnia codziennego mój synu.
(ponownie zagłębia się w lekturze)
Szatan:
(Mruczy pod nosem jakby do siebie samego)
Dusza jest…, Dusza jest… Dusza jest…
( już zadowolony ma odłożyć kartkę, gdy nagle
powstrzymuje się, powtórnie do niej
zagląda, brwi groźnie marszczą
mu się na czole.)
Brakuje jednej!

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:

Nie może być mistrzu, osobiście nadzorowałem
proces kwalifikacyjno-rekrutacyjny.

Szatan:
( Wyraźnie skonfundowany, pytająco
patrzy na swojego pomocnika):

Tak, (tutaj zawiesza na chwilę głos)
a gdzie twoim zdaniem jest dusza
małej, ślicznej niewinnej Jadzi?

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:
(zażenowany, skruszony bezradnie rozkłada ręce)

Nie da rady panie, nijak nie kwalifikuje
się na wieczne potępienie zbyt,
śliczna, zbyt niewinna.

Szatan:

(Powoli ogarnia go wzburzenie,
zaciśniętą pięścią uderza w skórzaną
obwolutę PWN-owskiej Encyklopedii)

Dosyć, to już postanowione,
ona ma tutaj trafić
i ty masz się tym zająć.

Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:
(wzrusza ramionami z rezygnacją)

Już próbowałem, mało tego zajmowali
się tym najlepsi nasi specjaliści,
żadna metoda jak dotychczas nie przyniosła
pożądanego rezultatu, próbowaliśmy
już chyba wszystkich sposobów kuszenia.
                                     

                
Szatan:
( podrywa się z miejsca, w złości,
sadząc olbrzymie królicze susy kilka razy
okrąża plastikowy stolik ogrodowy, łapie się za głowę):

Na Boga, na Boga, z kim ja muszę pracować,
czy w tym całym piekle wszystko muszę robić sam?
(Spogląda z wyrzutem na pomocnika,
stoją tak przez dłuższy czas w milczeniu.)

( po czym z wyraźnym żalem dodaje):

Naprawdę pokładałem w tobie
ogromne nadzieje,
nigdy nie przypuściłbym, że tak
kiedyś zawiedziesz moje
bezgraniczne zaufanie.


Pełnomocnik Szatana d/s. werbunku:
(Modulowanym, ugrzecznionym, przepełnionym
pokorą i skruchą, niemal płaczliwym głosem.)

Mistrzu, przebacz…


Szatan:
( z rezygnacją)

Odejdź, muszę się namyślić!


Pełnomocnik Szatana ds. werbunku, wybucha gwałtownym, spazmatycznym płaczem, zalewa się rzewnymi, rzekłbym nawet krokodylimi łzami, jednak widząc, że szatan nie zwraca już nań uwagi ponownie gnąc się w służalczych ukłonach powoli wycofuje się wzdłuż sceny i znika za kulisami. Szatan wybitnie zdegustowany całą sytuacją, opada na polowe krzesełko, maca się nerwowo po kieszeniach, po czym zadowolony już niemal tryumfalnie wydobywa z kieszeni paczkę najtańszych radzieckich papierosów bez filtra. Zapala faję, z błogim wyrazem twarzy wciąga dym głęboko w płuca.

Kurtyna.


AKT I


Scena druga:
(Kiedy to Szatan, zupełnie przypadkowo, powierza Archibaldowi misję niezwykle delikatnej natury)

Te same dekoracje, jak poprzednio jednak, międzyczasie nie wiadomo, kiedy i jak, zapewne ktoś bardzo złośliwy ukradkiem wniósł do komnaty położonej na samym dnie piekła małe żółte radyjko z magnetofonem, z którego do uszu zgromadzonych sączy się teraz jakaś przerażająca melodia( W zasadzie dowolna, choć autor sugeruje Np. coś z repertuaru Trubadurów, Kasi Kowalskiej, bądź Ivana i Delfina). Pośród obrazów pojawił się jeszcze dodatkowo portret Św. Mikołaja w stroju pontyfikalnym. Znów Szatan siedzi przy swoim stoliczku, na scenę wtacza się Archibald.


Archibald:
(Rozglądając się po komnacie wyciąga
rękę w nazistowskim pozdrowieniu
i już od wejścia krzyczy rozradowany)

Ave Szatan!


(Rzucają się nawzajem w swoje objęcia, po czym
gdy euforia opada, Szatan wskazuje swojemu
gościowi miejsce przy stole).

Szatan:

Spocznij towarzyszu, dawno żeś nie
odwiedzał, skromnych progów mojej
piekielnej otchłani. Komu, więc bądź, czemu
zawdzięczam, teraz twoją tak niespodziewaną,
ale jakże i miłą sercu mojemu wizytę?

Archibald:

Okrutnie żem się za tobą stęsknił
o przedwieczny książę, ciemności,
geniuszu zła ty mój po trzykroć umiłowany.
(To mówiąc cały czas śmieje się debilnie
i trzęsie jakby go jakiś paroksyzm chwycił)

Szatan:
(Z nieukrywaną dumą i zadowoleniem.)

Jak zwykle pijany, nic a nic się
przez ten czas nie zmieniłeś!

(siadają, następuje chwila milczenia,
Którą przerywa, przepity,
chrypliwy głos, Archibalda).


Archibald:

Przyjacielu, słowami wprost nie mogę wyrazić
zadowolenia mego, iż wreszcie, zstąpić mogłem
na samo dno piekieł, aby cię nawiedzić,
ale cóż to czyżby na szlachetnym twoim
obliczu odbijało się teraz zafrasowanie,
nie mylę się, aby?


Szatan:
(ze smutkiem)

Prawdą jest, co rzekłeś.


Archibald:
(Przyjmuje
groteskową minę cierpiętnika,
słodziutkim, rozczulającym głosem
szepce szatanowi do ucha.)

Cóż, zatem cię trapi, mistrzu?

Szatan:
(z niewymownym wprost rozgoryczeniem)
Widzisz, jedna dusza ciągle nam się wymyka z rąk,
(kręci głową w wielkim zdumieniu)
jako żywo zaprawdę powiadam
ci zupełnie jakby nie chciała tu trafić!


Archibald:
( wrzeszczy przerażony)

Do kroćset jak to, jak można nie chcieć
Zostać na wieczność potępionym!?


Szatan:
( zakłopotany, bezradnie rozkłada ręce jakby
w poszukiwaniu odpowiedzi,
po chwali zastanowienia odpowiada
drżącym, przyciszonym głosem).

Także nie potrafię tego jeszcze
ogarnąć prześwietny Archibaldzie, ale jednak,
oto okazuje się, iż istnieją na tym świecie rzeczy
o których nam się nawet tutaj w piekle nie śniło.


Archibald:
(drży mu już cała lewa połowa ciała,
wyłupiaste oczy stają się jeszcze bardziej wyłupiaste,
z wielkim trudem, wolno cedzi każde słowo).

Nie do wiary, wprost nie do wiary…!
( w obłędzie powtarza to chyba z                                                                              kilkanaście razy nerwowo machając
przy tym rękoma jakby chciał z miejsca odlecieć,
z wielkim trudem opanowywuje drżączkę)

Mówże mi natychmiast jakaż to dusza nieszczęsna,
sprzeciwia się Twoim straszliwym,
ale przecież jakże i czcigodnym oraz wybitnie
humanitarnym, nie, nie waham
się użyć tutaj tego słowa- Dobroczynno-
społecznym zamysłom?


Szatan:
I ja tak twierdzę, wszystko com czynił, robiłem przecież
z najszlachetniejszych
pobudek inspirowanych zawsze
krystalicznie czystym złem.
Niestety, nie wszyscy jak widać
potrafią to uszanować! Jakże, więc to tak może
być? Zatem ty przyjacielu mi to
wytłumacz, w jaki sposób wszakże odrzucać
można tak wartościowy i drogocenny dar?



Archibald:
(przerywa z nagła szatanowi)
Któż to jest, ten, kto ci się sprzeniewierza?



Szatan:
(beznamiętnie)
Mała, śliczna, niewinna Jadzia.

( Nagle zapada zupełnie głuche milczenie, które tym razem trwa tak gdzieś około dwie godziny, czas ten reżyser może, więc zagospodarować dowolnie. Widzowie mogą udać się na spacer, można im zorganizować ciepły bufet, zaparzyć herbatę bądź pokazać jakieś slajdy. Aktorzy mogą natomiast wreszcie wyjść na papierosa)

(po przerażającej przerwie)

Archibald:
(syczy z wielką niekłamaną wściekłością)

Znam, znam!


Szatan:

Zatem co proponujesz?

Archibald:
(jąkając się w wielkim zdenerwowaniu)

Trudna rada, naprawdę nie wiem
co mógłbyś uczynić, aby sprowadzić
tutaj to niczym nieskalane, niewinne dziecię.
Już od lat wykładam szatanologię,
i nadal z całej głębi zepsutej duszy
mojej pojąć nie mogę jak można być
tak dobrym, a przy tym tak
słodkim i niewinnym!

Szatan:
(Niepocieszony, ale nie ma się, co dziwić)

Czyli mi nie pomożesz?


Archibald:
(lamentuje żałosnym, płaczliwym
głosem, ręce składa
jak gdyby do pacierza,
błagalny, skupiony wzrok
kieruje ku górze)

Jak można być tak ślicznym,
jak można być tak dobrym Jezu, Jezu, Jezu…


Szatan:
(Zniecierpliwiony tą bezładną paplaniną)

Mogę na ciebie liczyć?


Archibald:
(wyrwany z transu patrzy
na szatana wielce zdziwiony)

Czyżbyś oczekiwał ode mnie cudu?

Szatan:
(prosząco)

Tylko tyś mi pozostał przyjacielu,
ja mam przecież tyle pracy.

(wodzi smutnym wzrokiem po scenie,
po czym podnosi niespodziewanie głos)

Wiesz sam, jakie mam kadry, jeżeli więc nie ty,
Największy po mnie wielbiciel zła,
całą duszą swą i ciałem zaprzedany niegodziwości,
oraz nikczemności w ich najczystszej, najlepszej
postaci nie odniesiesz sukcesu i nie
przyzwiesz tutaj tego cholernego
dzieciaka, to nie wiem co; chyba
będę musiał zwinąć interes!

Archibald:
( słysząc te słowa gwałtem
podrywa się z miejsca)


Nie możesz tego zrobić!

Szatan:
(z udawanym spokojem)

Najgorszy nawet pasterz pozostawia
trzodę, aby wyruszyć na poszukiwanie
zagubionej, zatracającej się
w ułudzie cnoty duszyczki.
Archibaldzie, ona sprzeciwiając się
Nam, podważa samą istotę zła.

Archibald:
(bije się z myślami, krąży
nerwowo po scenie, w końcu staje
na jej środku, tyłem do szatana
podnosi symbolicznie zaciśniętą pięść do góry)

Masz rację, naszym świętym
obowiązkiem jest bronić tej idei.


Szatan:
(uśmiecha się z nadzieją)

Więc jak będzie?


Archibald:
(Nie odwracając się, stłumionym
przez nagły atak kaszlu głosem)

Pójdę, i choćby sto piorunów miało
mnie strzelić, choćbym dostąpić
miał zbawienia i przyjąć do serca najświętszy
sakrament, pójdę i przysięgam nie wrócę tutaj
bez tej małej kurwy!

(Szatan rzuca spojrzenie pełne nieopisanej radości)

Szatan:

Idźże i niechaj ci się powiedzie!

Archibald:

Bywaj!

(wychodzi, a raczej wybiega
z tyleż bojowym, co szaleńczo- opętańczym
okrzykiem na ustach)

Kurtyna.



AKT I

Scena trzecia
(I Bogu, dzięki że już ostatnia.)
(Gdzie absurd osiąga swe apogeum i kiedy to przekonujemy się ostatecznie, czym naprawdę jest zło).(Czyli kiedy zło jawi się być dobrem, dobro złem, a równocześnie złudzenia pozostają złudzeniami i nikt w tej sztuce nie okazuje się być normalnym).

Miejsce akcji: Najzwyklejszy w świecie pokoik dziecinny. Dookoła sceny jakieś ładne mebelki, biureczka, zabaweczki itp., w głębi natomiast maleńki drewniany podest dla chóru. Niby wszystko pięknie, ale wydaje się jakby przez pomieszczenie przeszło i to całkiem niedawno tornado, i co ważniejsze rzeczy pozmiatało z właściwych im miejsc na podłogę, po której walają się teraz w olbrzymim nieładzie jakieś papierzyska. Na środku sceny pomiędzy tymi rupieciami a przed ogromnym czarno-białym telewizorem nastawionym obecnie na odbiór eliminacji ligi mistrzów przycupnęła malutka dziewczynka, którą w niniejszym dramacie wszyscy zwykliśmy nazywać Małą Śliczną, Niewinną Jadzią. Jest cichutko, spokojnie i nabożnie dopóki gdzieś z za kotary na tyłach sceny nie dobiega przeciągły krzyk i rumor jakby ktoś właśnie spadał ze schodów. Po chwili zza ciemnej firany nieśmiało wychyla się, Archibald i po krótkim momencie zawahania cała jego postać stoi już w progu pokoiku. Wszystko jest w miarę normalne, lecz jak to zwykle bywa do czasu. Jeżeli więc widz przyzwyczaił się do wizerunku lekko szalonego, ale nie groźnego starszego pana, to czas już najwyższy na rewizję poglądów. Długa powłóczysta rzymska, biała tunika ciągnie się aż do samej ziemi, a Archibald obwieszony jest niewiadomego pochodzenia pobrzękującymi paciorkami. Całość logicznie winna być dopełniona skórzanymi sandałami, ale nie, oto na jego stopach(ledwie widocznych teraz spod sukni) widać rozwiązane zielone adidasy. Gdyby, więc nie to ostatnie, można byłoby rzec, że mamy do czynienia z nową osobę dramatu mianowicie Juliuszem Cezarem, wyznawcą kryszny, Buddą bądź Konfucjuszem. Archibald z rękami pokornie złożonymi na piersi wchodzi drobnymi kroczkami do środka i siada na podłodze przy Małej Ślicznej Niewinnej Jadzi.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Niezwykle tkliwie i serdecznie)

Dzień dobry wujku.

Archibald:
(Nie mniej a może i bardziej tkliwie i serdecznie)

Witaj najdroższa zobacz cóż ci
twój kochany wujcio ze sobą przyniósł.

(Sięga za pazuchę gmera przez dłuższą
chwilę pod swoją szeroką buddyjską tuniką, po czym wyciąga
drobniutkie, małe zawiniątko, które okazuje się być
ćwiercią tabliczki czekolady)

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Wykrzykuje radośnie)

Jejku jakiż to cudowny souvenir.

(Wyciąga rękę, bierze i z wyraźnym jękiem zawodu dodaje)

Ależ, czemu tak mało.


Archibald:

Nie grymaś kruszynko wujcio troszeczkę
musiał uszczknąć, ale doprawdy maleńki tylko kawałeczek.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Nagle nader poważnie i dojrzale,
bardzo, więc jest to podejrzane)

Dobrze(Chwila zawahania), ale
domyślam się, iż nie o tym chyba
wujcio, pragnął ze mną rozmawiać?


Archibald:

Oczywiście, duszko, że nie,
będziemy mówić dziś o Szatanie
i jego roli we współczesnym świecie.

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Teatralnym gestem skrywa swą małą,
śliczną, niewinną twarzyczkę w dłoniach)

Znowu, ileż można, wujaszku?



Archibald:
(Przyjmuje pozę srogiego pedagoga,
ciągnie tonem twardym i poważnym,
spogląda na dziecko niezwykle surowo)

Jak widać w twoim przypadku nigdy zadość tematu.
Doszły mnie słuchy, że nie chcesz pójść do piekła,
a tym samym nie zamierzasz nawet poddać się woli
Szatana, przyjaciela mego, pana twojego
i zarazem księcia ciemności czyż nie?

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

A i owszem, ani myślę!
Tam wcale nie jest fajnie!


Archibald:
( Wielce uczona dysputa dopiero, co się zaczęła,
a on już sinieje na twarzy)

No nie,
(Pauza na zebranie myśli, krótki oddech i powrót do równowagi)
ty chyba już całkowicie postradałaś rozum
cóż ci wpajałem przez tyle lat,
do cholery niby, dlaczego w piekle
nie jest fajnie?


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Z niebiańskim wprost spokojem)

Za gorąco, i w ogóle. Same włochate satyry, kotły, smoła
a do tego to wszechobecne zło. Nie jestem i nie chcę być zła wujku.

Archibald:
(z politowaniem)
Dziecko, mylne i jakże stereotypowe masz
wyobrażenie o szatańskich czeluściach,
ostatnio bardzo wiele zmieniło się tam na lepsze. Już nie jest
tak nieelegancko i prowincjonalnie jak kiedyś, o nie! Także, dlatego winnaś
udać się ze mną do piekła, aby ujrzeć to wszystko na
własne oczy, wówczas sama przekonasz się, że
spełniamy wszystkie, nawet najbardziej restrykcyjne
normy. Mówię ci, zadowolimy każdego, nawet najbardziej
wybredna dusza znajdzie u nas to, czego szuka i czego oczekuje,
oczywiście w rozsądnych rozmiarach, to znaczy
w ramach szeroko rozumianego potępienia.
Ale kotły i smoła córeczko to już ani chybi
przeszłość. Lecz tego ostatniego, co rzekłaś
to naprawdę nie pojmuję.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

Czego wujaszku?


Archibald:

Dlaczego nie chcesz być zła,
bo że nie jesteś to niestety widzę,
i szatan jeden mi świadkiem
jak nad tym okrutnie ubolewam.

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

Ależ wujku, czego tu nie rozumieć przecież zło
jest złe a dobro jest dobre, i każdy wie, że
jeżeli dobro jest dobre to w konsekwencji
jest dobre a nie złe, a zło jakby nie patrzeć
zawsze złym pozostanie, więc na miłość
boską, po co odwracać pojęcia,
no przecież wiesz, o co mi chodzi.

Archibald:
(Już trochę mniej tkliwie i serdecznie
tym nie mniej nadal stara się trzymać fason)

Właśnie nie za bardzo dziecinko wujek to rozumie,
a właściwie to, co ty najlepszego wygadujesz,
skąd czerpiesz takie negatywne
wzorce, pewnie z telewizji, co?
(Wskazuje niedbałym gestem na teleodbiornik)
Mam rację? Ile razy wujcio
powtarzał, że telewizja kłamie?


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Niepewnym już troszkę głosem, ale fason jak najbardziej)

Ale przecież właśnie tam papież mówiła…


Archibald:
(Nie wytrzymuje już nerwowo, rwie włosy z głowy,
dyszy nie mogąc złapać powietrza, rzuca się na podłogę
i po niej tarza, zaplątuje się w tunikę przez dłuższy
czas nie może wydusić ani słowa. Toczy pianę
dobre kilka minut, po czym wstaje i ledwie
trzymając się na nogach, z wielkim trudem cedzi przez zęby,
kwestię skądinąd jednak długą).

No nie córeczko tak nie będziemy rozmawiać,
do diabła z takimi wzorcami, co ciebie to w ogóle obchodzi,
co też tam papież mówiła w telewizji, co?
Zbłądziłaś, to pewne, ale ja jestem tu właśnie po to ażeby
wskazać ci kierunek jedynie słuszny i właściwy.
Nawet nie wiesz jak ogromnie jest mi przykro
z tego powodu, iż od lat wbijam ci do głowy
jedne i te same hasła, a widzę, że ty tak samo
jak kiedyś ni w ząb nic nie pojmujesz. To, co mówisz
jest w swej wymowie tak przerażające
i potworne, że wprost w słowach tego wyrazić
nie zdołam, a nie tego cię przecież wujaszek nauczał, oj nie tego!
Poniosłem klęskę, porażkę pedagogiczną, to także jest pewne
ale to nic, jednak przyjdzie nam chyba
zacząć wszystko zupełnie od początku.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Troszeczkę zaniepokojona)

Wujaszku na litość…

Archibald:

…tylko nie boską dziecinko!



Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

W takim razie…

Archibald:

…w takim razie tak: po pierwsze stanowczo za dużo
oglądasz telewizji a to bardzo niedobrze,
bowiem jak już zdążyłem się przekonać,
w zatrważającym wprost
tempie pochłaniasz stamtąd multum
pejoratywnych ideałów,
po drugie, dziecko nie powiesz mi chyba,
że nie wierzysz w diabła, co?


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

No nie, w diabła to akurat wierzę.


Archibald:
(Z ulgą)
A więc jednak coś mamy, dobrze,
teraz, więc wychodząc od tego musimy
znaleźć najprostszą drogę wiodącą do potępienia twej duszy.

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:

Ależ wujku przecież powiedziałam, że…


Archibald:
(Kieruje na dziewczynkę swe najbardziej tkliwe spojrzenie)

Zamilcz, kruszynko wujek lepiej niż ty sama, wie, co jest
dla ciebie najlepsze, a raczej przepraszam- najgorsze.
Otóż w biednym zagubionym twoim serduszku kołaczą
się, więc teraz wyłącznie same błędne, nieprawomyślne
i wzajemnie sprzeczne namiętności.
Wszystko trzeba naprawić, albo nawet zbudować od nowa,
stworzyć lub odkryć w tobie cały nowiutki system
wartości, który będzie miał to do siebie, że jest
ich całkowicie pozbawiony.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Z powątpiewaniem)

A da się to zrobić?


Archibald:

A jakże! Wszystko się da, wystarczy
tylko bardzo tego chcieć.

( Załamuje ręce i wzdycha ciężko)

Niestety ludzka natura, jakże ułomna,
zbyt łatwo ulega złudnym podszeptom dobra.
A zło jest obecnie tak bardzo niedoceniane.
Ach, gdzież podzieli się ci niegdysiejsi grzesznicy?

Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Kręci głową w zakłopotaniu)

Sama już nie wiem, tak pięknie mówisz
wujciu, powiedz mi, zatem raz jeszcze
czymże jest zło?

Archibald:
(Wpada nagle w kaznodziejski zapał i w tymże
Pseudo-filozoficznym uniesieniu recytuje
wyraźnym i doniosłym głosem, jakby
wcześniej przygotowaną formułkę)

Och dziecko czyż tego nie widzisz, nie pojmujesz, nie odczuwasz
iż esencja zła przenika każdego z nas, istnieje, trwa
ona w każdym człowieku, w każdej jednej cząstce naszego
udręczonego przez dobro ciała, będąc jednocześnie
celem naszego doczesnego żywota, a nawet w pewnym
sensie jest celem samoistnym, rodzącym się w sobie i
dla siebie – celem samym w sobie, jedynym,
ponadczasowym i wiecznym! Zło jest immanentną
częścią człowieczeństwa, trwale związanym
z jego istotą, z jakże przecież kruchym i nietrwałym
bytem doczesnym. W tejże właśnie bezgranicznej podłości,
możemy odnaleźć sens życia! Zapewne jeszcze
tego nie widzisz kochana,
ale zło było jest i będzie wszechobecne, szerzy się
nieubłaganie wokoło, mało tego, chociaż nie możesz
być tego świadoma, tym nie mniej powiadam ci,
iż jego siła wkrótce ogarnie wszelkie byty,
zadając tym samym klęskę tej fałszywej
i sofistycznej idei dobra, jaka ciągle
jeszcze otumania i zwodzi nasze serca, całkowicie zatracając dusze.
Zło rozrośnie się jednocześnie do gigantycznych,
niewyobrażalnych wręcz rozmiarów, a wówczas, kiedy
nadejdzie ten chwalebny moment, a mam szczerą
nadzieję, iż będę jeszcze mógł być tego świadkiem,
bezeceństwo zatriumfuje całkowicie i także
oczom twoim dane będzie ujrzeć to przeogromne zwycięstwo.
Najważniejsze to stać po właściwej stronie,
gdy to wszystko się dokona, a wtedy
sukces będzie także twoim udziałem.
Stworzono niegdyś księgę, czy też podręcznik, tytułu jednak
już nie pomnę, a nie zdaje się:,,Jak stać się niegodziwym
w weekend'', którego sławę w minionych wiekach
opiewano niezliczonymi wręcz
pieśniami. Niestety nie mam
go tutaj przy sobie, naprawdę bardzo by ci się jednak przydał,
tam, bowiem wszystko napisane jest czarno na czarnym,
czego tylko potrzebujesz i wnet rozwiałoby to każde
twoje wątpliwości. Powiadam, zaiste perła wśród
woluminów. Nauczyłabyś się z niego mnóstwo.
Ale szatan na pewno ma, choć jeden egzemplarz.

(po chwili namysłu)

Naturalnie, niegodziwość to jest teraz twój
bezwzględny i jedyny priorytet, nie inaczej córeczko!
Szatan, swymi nieskończenie złośliwymi uczynkami, niezawodnie
wskazuje nam drogę, którą wszyscy winniśmy
podążać, aby dostąpić tego niezwykłego
zaszczytu, jakim jest potępienie. Ale pamiętaj
dziecko to niezwykłe wyróżnienie spotyka tylko
nielicznych i wybranych. Przez całe życie,
naszej ziemskiej tułaczce
towarzyszą znaki, których celem jest nawrócić
tych, którzy niechybnie zbłądzili, wybierając
dobroć, będącą wartością z gruntu fałszywą!
Ona okuwa nas w kajdany, jest naszym przekleństwem,
garbem, który musimy zrzucić, aby poczuć się w pełni wolnym!

(Wznosi profetycznie palec do góry)

Och, jak można pozostawać głuchym na takie omeny,
ślepym na takie przecudne znaki!


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(Jakbym nie był autorem to
rzekłbym, że nawet ze zrozumieniem)

Aha.


Archibald:

Tak właśnie sprawy stoją kochanie, przecież
tyle razy ci to powtarzałem, a poza tym czyż
nie powiadała mamusia twoja: Wszelki występek
teraz i zawsze z całą mocą pochwalaj, i czyńże
podług roztropnych wytycznych szatana.


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:
(W zamyśleniu)

Właściwie…to tak.


Archibald:

I co, teraz to mamusi własnej się nie słucha,
piekła się wypiera, oj czy ładnie to takimi
karygodnymi myślami zaprzątać sobie małą
główkę, powiedz mi dziecko?


Mała, Śliczna Niewinna Jadzia:


No… niby nie warto…

(Następuje kilkusekundowa pauza, przez to i zawieszenie akcji scenicznej, w tym samym czasie na podeście dla chóru zajmuje swoje miejsce Chór Fałszywych Proroków, któremu godnie i dostojnie przewodniczy Bez Reszty Zaprzedany Złu Biskup Ordynariusz).


Archibald:
( Przyjaźnie wyciąga otwartą dłoń w kierunku
Małej, Ślicznej, Niewinnej(już nie długo) Jadzi).

Więc jak kruszynko pójdziesz za radą
ukochanej mamusi, wujcia i szatana?


Chór Fałszywych Proroków:
(Widząc, że dziewczynka poważnie się zastanawia
dodaje otuchy jak tylko może)

Idź na całość, idź na całość!!!


Mała, Śliczna, Niewinna(już nie długo) Jadzia:
(cichutkim, ledwie słyszalnym głosem)

Jeżeli tak to może rzeczywiście się zdecyduję…

Archibald:

Oj, chyba ci w ostatnich rzędach nie usłyszeli!


Mała, Śliczna, Niewinna(już nie długo) Jadzia:
(Teraz już bez kompleksów, głośno i z przekonaniem)

Pójdę i niechaj się dzieje, co chce!


Archibald:
(Uszczęśliwiony, na jego pijackiej mordzie
pojawia się szeroki groteskowo-makabryczny uśmiech)

Dobra i właściwa decyzja dziecinko, wujcio
jest wielce ukontentowany, a sama zobaczysz
jak i szatan okrutnie uraduje się z tego powodu.

(Archibald cały rozpromieniony, na pozór przyjaźnie obejmuje dziewczynkę ramieniem, coś bez wątpienia wielce sprośnego i niemoralnego szepce jej na ucho, zaczynają tańczyć, natomiast Bez Reszty Zaprzedany Złu Biskup Ordynariusz wraz z Chórem Fałszywych Proroków intonują po kolei:,,Friends Will Be Friends'', potem,,One Way Ticket'' na końcu zaś,,Dance Me To The End Of Love''. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że zło odniosło swój kolejny spektakularny sukces.)

Kurtyna



( Na tym koniec szopki, przy czym i to ważne, jak wszyscy się rozejdą wskazane jest scenę oblać benzyną i podpalić).

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1563  |  Dodano: 2010-03-22 20:34  |  Punkty od użytkowników: 3.67
Komentarze
Zobacz również
Ty zawsze przy mnie stój
opowiadania 2017-11-19 18:24
Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w...
Samotność
poezja 2017-11-18 18:11
Król Marzeń
bajka 2017-11-17 12:46
Bajka dla dzieci i dla dorosłych - zwłaszcza dla dorosłych.
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com