edym
liczba publikacji: 4
liczba punktów: 328

lachonada (fragment)

- Uratuj mnie od tej meduzy

- Meduzy? – zapytała zdziwiona patrząc na nadchodzącą w ich stronę koleżankę – masz na myśli Nadię?

Zanim zdążył odpowiedzieć owa meduza stała już pomiędzy nimi, a właściwie wisiała z rękoma zarzuconymi na szyi bezbronnego mężczyzny.

- Cześć – wysyczała słodkim głosikiem utajonej pijawki – Ninka masz aparat? – zrób mi zdjęcie z Rafałkiem.

Jej głos, wygląd, sposób poruszania, każdy gest przesiąknięte były pewnością siebie przechodzącą w samouwielbienie. Na pierwszy rzut oka wydawała się być niewyobrażalnie wręcz piękna. Długie, ciemnobrązowe włosy miękko opadały na odkryte ramiona. Wydęte usta, pokryte sporą warstwą różowego błyszczyka, zachęcały do pocałunku. Czekała z marnie udawanym zniecierpliwieniem na zdjęcie, prężąc się uwodzicielsko i ocierając, co rusz o zdezorientowanego mężczyznę.

- Gotowi?

- Z przyjemnością tak jeszcze postoję – odpowiedziała zalotnie wpijając się jednocześnie w policzek Rafała.

Widząc niezadowoloną minę mężczyzny, z pośpiechem wykonała zdjęcie i chcąc uniknąć niekończących się powtórek odeszła pospiesznie w stronę barku.

- No już koniec, odsuń się – usłyszała za plecami zniecierpliwiony głos mężczyzny – dziewczyno, ale mnie okleiłaś – nieporadnie próbował zetrzeć nadmiar błyszczyka, który osadził się nieprzyjemnie na zarośniętym policzku.

Przy barze dostrzegła grupkę znajomych. Zanim zdążyła poprosić o coś do picia wręczono jej spory, kryształowy kieliszek wypełniony po brzegi zimną wódką. Zdecydowanie wolała własne skromne kieliszki kupowane na pamiątkę w różnych miejscach świata, nie wybrzydzając jednak chwyciła naczynie i już miała opróżnić jego zawartość, gdy rozległ się głośny okrzyk.

- Zdrowie Heleny – wykrzyknął któryś z mężczyzn stojących przy barze i donośnym głosem zaczął śpiewać „sto lat”. Ktoś uderzył brzegiem kieliszka w jej kieliszek, tak że kilka kropel wódki spłynęło po jej ręce aż do łokcia. Resztę pospiesznie wychyliła. Alkohol piekł ją w gardło i nie była w stanie powstrzymać grymasu.

- Koli? – z tłumu wyłonił się Rafał ze szklanką wypełnioną ciemną, gazowaną cieczą niczym z kołem ratunkowym. Sięgnęła po nią  i nie odrywając jej przez dłuższą chwilę od ust próbowała ugasić palące uczucie. – Nie powinienem cię ratować, za to że zostawiłaś mnie na pastwę losu.

- Na pastwę Nadii?

- Meduzy! – zaznaczył zdecydowanie, czym szczerze ją rozbawił – ty widziałaś jak ona się do mnie kleiła?

- Widziałam jak okleiła cię swoim błyszczykiem. Jeszcze masz ślady – mówiąc to dotknęła policzka mężczyzny, brokatowy kosmetyk był jednak trudniejszy do usunięcia niż przypuszczała. – Myślałam, że wszyscy mężczyźni marzą o takim klejeniu się naszej modelki.

- Chyba żartujesz! – w jego głosie wyraźnie dało się wyczuć brak aprobaty dla osoby Nadii, czym naprawdę ją zdziwił – wolałbym żebyś to ty się do mnie pokleiła – mówiąc to uważnie śledził jej reakcję, jakby próbował wypatrzyć w jej oczach zgody na taką bliskość. Pozostawała jednak niewzruszona.

         Stali przez kilka chwil bez słowa, patrząc na siebie z rosnącym podnieceniem. Miała do niego słabość, wszystko przez te rude włosy, piegi na dłoniach i zarost na policzkach, był tak podobny do Roberta, nawet uśmiechał się w podobny sposób. Myśli kotłowały się w jej głowie. Co miał na myśli mówiąc, że wolałby żeby to ona pokleiła się do niego? Szukała w jego twarzy wyjaśnienia dla tych niespodziewanych słów, zupełnie tracąc rachubę czasu. Wtedy przybliżył się do niej i przysuwając twarz do jej ucha wyszeptał:

- Jesteś jedyną dziewczyną, której bliskości dziś szukam.

Po czym pocałował ją dyskretnie w policzek. Dotyk jego ust, zapach ciała oszołomiły ją jeszcze bardziej, jedynym ratunkiem dla tej coraz mniej komfortowej sytuacji zdawał się być kolejny kieliszek wódki. Sięgnęła po napełnione szkło i stuknęła nim o szklankę mężczyzny. Ostry smak alkoholu tym razem był jak powietrze, dzięki któremu odzyskała kontrolę nad sytuacją, odstawiła opróżniony kieliszek i nie patrząc już na jego twarz rzuciła:

- Rozejrzę się trochę, do zobaczenia.

Nie zdążył jej zatrzymać, zresztą dłuższa rozmowa i tak nie miała już sensu. Nie odrywając od niej wzroku pochłonął szybko zawartość stojącego na barze kieliszka. Oddalała się równym krokiem kołysząc delikatnie biodrami, nie był to chód wyzywający, wręcz przeciwnie, był w nim jakiś spokój, kobiecość, świadomość siebie, daleka jednak od zarozumiałości. Obserwował jak wita się z kolejnymi osobami, jak nadstawia policzek do powitalnych pocałunków. Ktoś próbował zająć go rozmową, ale nic nie było w stanie wyrwać go z rozmarzenia. Śledził tylko w tłumie jej jasną głowę zastanawiając się, w jaki sposób zatrzymać ją na dłużej.

- Twój telefon dzwoni – powiedział stojący obok kumpel potrząsając jego ramieniem. Na chwilę zupełnie się wyłączył, nie słyszał nawet dzwonka. Faktycznie telefon wibrował coraz natrętniej w jego kieszeni, przypominając o sobie.

Na ekranie wyświetlił się znajomy numer telefonu, tej rozmowy nie musiał odbierać. Odszukał swoją kurtkę i niezwłocznie wyszedł przed dom. Czarne BMW stało na podjeździe z włączonym silnikiem.

 

 

         Hałas wewnątrz domu zdawał się po tej chwili na zewnątrz trudny do zniesienia, podobnie jak ciążące w ciasnej kieszeni jeansów zawiniątko. Musiał czym prędzej znaleźć się w odosobnionym miejscu. Drzwi najbliższej toalety były jednak zakluczone od wewnątrz, postanowił udać się na piętro, tam będzie spokojniej. Z przedostatniego stopnia spojrzał jeszcze na bawiący się głośny tłum, z nadzieją, że wreszcie uda mu się ją wypatrzyć, niestety daremnie. Zamiast tego jego oczy spotkały się z żarłocznym spojrzeniem Nadii, otoczonej wianuszkiem rozgrzanych do czerwoności mężczyzn, którzy bacznie obserwowali prześwitujący przez cienką sukienkę sutek. Pognał na górę, chwila zawahania na schodach mogłaby zostać przez nią odebrana jako zaproszenie, a towarzystwa tego zdecydowanie wolał unikać. Już miał chwytać klamkę, kiedy drzwi toalety się otworzyły, a przed nim stanęła ona, ze świeżo umalowanymi na czerwono ustami układającymi się na jego widok w subtelny uśmiech. To właśnie podobało mu się w niej najbardziej, ta pozorna delikatność i nieśmiałość, pod którą, był o tym przekonany, kryło się gorące wnętrze.

- Szukałem cię – powiedział, zagradzając jej wyjście – zostań… - uniósł do góry prawą dłoń, w której trzymał znajome, białe zawiniątko. Chwilę się zawahała, po czym ustąpiła mu przejścia opierając się o ścianę wyłożoną zimnymi płytkami. Był od niej wyższy, tak, że nawet w wysokich szpilkach jej duże, niebieskie oczy miał na wysokości ust. Stojąc tak przez chwilę naprzeciwko siebie zastanawiał się czy jej nie pocałować, dotknąć, ale obawa przed spłoszeniem jej była silniejsza. Nie zadowoli się jednym skradzionym pocałunkiem, chciał więcej, chciał jej całej, jej doskonałych piersi zerkających ze sporego dekoltu, kształtnej pupy zarysowanej pod obcisłą sukienką i tego, co pozostawało jeszcze poza jego wyobraźnią.

- Zatrzymałeś mnie tu żeby się na mnie gapić? – jej rozbawiony głos przerwał tę przyjemną ciszę.

Bez słowa skierował się do umywalki i po dokładnym przetarciu papierem jej brzegu zdecydowanie rozsypał trochę białego proszku, ukrytego we wnętrzu prowizorycznej minikoperty. Śledziła każdy ruch jego rąk, formujących przy pomocy złotej karty City Banku z ledwie zauważalnej kupki dwie wąskie kreski. Wydłużał je, to znowu pogrubiał, bawiąc się jak dziecko w piaskownicy, z tą tylko różnicą, że zabawki w jego rękach były znacznie bardziej kosztowne i miały zdecydowanie silniejszą moc. Uśmiechnęła się do tej głupkowatej myśli, na czym przyłapał ją w ciężkim lustrze zawieszonym nad umywalką. Wytrzymała jego wzrok, przygryzając lekko pulsującą czerwienią wydatną, dolną wargę. Wyglądała jak z reklamy luksusowej pomadki, a on z coraz większą trudnością powstrzymywał się od dotknięcia tych ust.

- Masz banknot? – zapytała niewzruszona.

Wyciągnął z kieszeni kilka zmiętych papierków, rozprostował jeden za drugim, zostawiając stuzłotowy pieniądz na ceramicznym blacie umywalki, resztę schował. Nie spuszczając z niej wzroku zaczął starannie zwijać zielony papierek w rulon. Powietrze stawało się coraz cięższe, przesiąkało zapachem kokainy, testosteronem, perfumami.

- Ty pierwszy – ponownie przerwała ciszę, którą z taką radością się upajał, jakby bała się, że dłuższym milczeniem sprowokuje go do działania.

Szybkim ruchem wciągnął biały proszek, po czym podał jej rurkę uformowaną z banknotu. Kiedy nachyliła się nad umywalką zobaczył w lustrze odbicie jej piersi, doskonale równych i okrągłych. W takiej pozycji prezentowała się perfekcyjnie. Wciągnęła połowę przygotowanej kreski prawą dziurką nosa, a pozostałą część lewą, co trwało znacznie dłużej niż w jego wykonaniu. Nagle na schodach usłyszeli kroki, wystukiwane podwójnymi obcasami, jakieś śmiechy, ktoś kierował się w ich stronę.

         Pospiesznie rozprostowała banknot, a następnie złożyła go dwukrotnie na pół i wsunęła do kieszeni jego koszuli. Opuszkiem serdecznego palca wytarła ślady pozostawione na umywalce i zbliżyła palec do jego ust. Było w tym geście tyle seksapilu, że aż zakręciło mu się w głowie. Złapał jej smukły nadgarstek trochę zbyt mocno i oblizał czubek palca. Ktoś nadusił na klamkę. Za drzwiami dało się rozpoznać głos solenizantki, jeśli chcą uniknąć sensacji powinni jak najszybciej otworzyć drzwi. Odsunęła się w ich kierunku i już myślał, że nie udało mu się właściwie wykorzystać chwili, cały czas trzymał jednak jej nadgarstek. Przyciągnął ją do siebie i wystarczyło jedno spojrzenie, żeby nabrał pewności, że ona chce tego samego co on. Poczuł skurcz w brzuchu. Powinien ją wreszcie pocałować, przecież na to właśnie czekała, po to wróciła.

- Dzięki! – powiedziała cicho, po czym wspięła się na palcach i przyłożyła swoje wargi do jego. Trwało to sekundę, nie zdążył wykonać żadnego ruchu.  

 

 

- Macie cos? – dobitne pytanie Heleny nikogo nie zaskoczyło.

- Rafał na pewno ma – zawtórowała jej Nadia, wpychając się do niewielkiego pomieszczenia.

- Poczęstujesz solenizantkę?

Lawina pytań i uśmieszków na dobre odseparowała go od niej. Wyminęła koleżanki i jeszcze bardziej płynnym krokiem udała się w kierunku schodów.

- Nina zostaniesz z nimi? – krzyknął za nią. Nie miał ochoty zostawać sam na sam z tym wygłodniałym stadem. Podał jej swoją kartę i kopertę.

- Tylko ostrożnie! – powiedział, grożąc dziewczynom wskazującym palcem z udawaną srogą miną. Narkotyk zaczynał działać. Poczuł silną gorycz w gardle i musiał jak najszybciej się napić. – Czekam na dole.

- Wytrzyj tą pomadkę! – usłyszał zza zamykanych drzwi kąśliwy głos meduzy, a zaraz potem chichot dziewczyn.

Podszedł do dużego lustra zawieszonego na ścianie w przedpokoju i z zawstydzeniem dostrzegł odcisk jej ust na swoich. Na pobliskiej komodzie znalazł kartonowe pudełko z jednorazowymi chusteczkami, wyciągnął jedną i odcisnął na niej ślad zbyt krótkiego pocałunku, po czym tą samą chusteczką wytarł zdrętwiały nieco nos.

        

 

- Całowałaś się z nim? – pytanie zagłuszyło dźwięk przekręcanego zamka.

- Nie Nadiuś, nie zdążyliśmy – odpowiedź była zabarwiona tą samą nutą złośliwości. Najmniej wytrawnemu znawcy kobiet nie umknąłby fakt, że te oto dwie, stojące naprzeciwko siebie kobiety, trudno nazwać przyjaciółkami.

- To skąd miał czerwoną pomadkę na ustach? – drążyła dalej, wyraźnie dotknięta zaistniałą sytuacją.

- Podobał mu się kolor, więc mu pożyczyłam – taka odpowiedź rozbawiła milczącą dotąd Helenę, która śmiała się teraz głośno.

- A ty co? Zazdrosna jesteś? – zapytała wyraźnie oburzoną koleżankę, nie przestając się śmiać. – Przecież i tak nie masz u niego szans, nie po tym co zrobiłaś Krzysztofowi.

Zabrzmiało to jak policzek, na który niezwłocznie odpowiedziała kopniakiem.

- Zapamiętaj sobie moja droga raz na zawsze, że ja mam szansę u każdego, kogo sobie wybiorę! I tym się różnimy…

Przysłuchiwała się tej rozmowie formując działki narkotyku i w ostatniej chwili zdecydowanym ruchem zmniejszyła jedną z kresek o połowę. Zostawiając niewielką tylko porcję wrednej koleżance.

- Gotowe, bawcie się dobrze dziewczynki, ja muszę się napić – nie czekając aż zareagują, wyszła pospiesznie z ciasnej toalety

 

- Because we are your friends – spora grupa ludzi wykrzykiwała refren jej ulubionej piosenki. Zeszła szybko na dół i dołączyła do tańczących przyjaciółek. Jedna z nich podała jej swojego drinka. Nie pytając o zawartość wypiła spory łyk. Wyczuwała muzykę każdą cząstką ciała, śmiejąc się przy tym i co kilka chwil obejmując wygłupiającą się Olgę.

- Widziałaś Helenę? – zapytała.

- Jest na górze, zaraz powinna wrócić.

- Jest już prawie północ, pomożesz mi z tortem? – zapytała Olga ciągnąc ją już w kierunku kuchni - Włożysz świeczki? Na szczęście nie ma ich zbyt dużo.

        

         Helena była najmłodsza z dziewczyn, kiedy się poznały nie potrafiła nawet poprawnie umalować sobie rzęs, zresztą nadal ma z tym problem. Prowadzi prawdziwie bananowe życie, oczywiście za pieniądze rodziców. Od imprezy do imprezy, na niekończących się wagarach, kawkach z koleżankami, z coraz to nowymi ubraniami, kupowanymi zawsze na otwarcie kolekcji, nigdy z przeceny. Słodka, urocza dziewczynka, zawsze chętna do pomocy, a jeszcze bardziej do wspólnej zabawy. Zanim poznała Nadię i Olgę marzyła o karierze tenisistki, czemu się też bez reszty poświęcała, spędzając każdą wolną chwilę na korcie lub siłowni. Dodatkową motywacją było płomienne uczucie do trenera, które nie przetrwało jednak konfrontacji z młodym, świeżym ciałem pierwszego kochanka.

- Tu jesteś – wyrwał ją z zamyślenia stając za jej plecami.

Pozwoliła mu oprzeć głowę na swoim ramieniu i z pozornym spokojem umieściła ostatnią z dwudziestu trzech świeczek w samym środku tortu. Jego bliskość, mimo że była czymś zupełnie nowym, nie krępowała jej. Czuła się przy nim zupełnie swobodnie i lekko. Objął ją rękoma w pasie i delikatnie zakołysał w takt dobiegającej z salonu muzyki.

- Zapalajcie świeczki! – krzyknęła Olga na widok schodzącej, a właściwie staczającej się po schodach przyjaciółki. Była wyraźnie wstawiona. Jej spory dekolt pogłębił się jeszcze bardziej odkrywając brzeg koronkowego biustonosza.

- Sto lat, sto lat – rozległ się głośny śpiew.

Olga zabrała pospiesznie tort i wybiegła naprzeciw solenizantce.

Wykorzystując chwilę zamieszania Rafał bez słowa chwycił ją za rękę i poprowadził w kierunku gabinetu pana domu. Szła posłusznie, karcąc się w duchu za tą uległość względem niego. Powinna być twardsza – myślała – chociaż z drugiej strony, po zbyt długim związku z Robertem miała prawo do większej swobody i sięgnięcia wreszcie po to, do czego jako młoda, atrakcyjna dziewczyna miała pełne prawo. Chciała zapomnieć o latach upokorzeń i wyrzeczeń, bawić się, śmiać, uwodzić.

Drzwi gabinetu były przekluczone od środka, ktoś był jednak w środku.

- Chodź na zewnątrz – powiedziała i dyskretnie wymknęła się z domu.

Dogonił ją i objął ramieniem.

- Znam dobrą kryjówkę – powiedziała, prowadząc go po równo przystrzyżonym trawniku w głąb ogrodu. Nagle ich oczom ukazała się mała altanka schowana pod rozłożystym orzechem. W ciągu dnia było to bardzo przyjemne miejsce, w którym często piły z Heleną popołudniową kawę, w ciemnościach wydawało się jednak nieco przerażające. Zresztą nie zostało jeszcze odświeżone po zimie. Na ławeczkach przymocowanych do ścian niewielkiego pomieszczenia nie było poduch, po podłodze walały się suche gałęzie i liście, nie było to najbardziej romantyczne miejsce, w jakim mogli się schować. Przytulił ją do siebie mocno, chowając jej zmarznięte ciało w ramionach. Poczuł delikatny pocałunek na odkrytej szyi, był jak podmuch ciepłego wiatru. Rozluźnił nieco uścisk i chwycił jej rozdygotaną z zimna twarz w obydwie dłonie, uśmiechała się do niego zachęcająco. Na jej ustach pozostał delikatny ślad czerwonej pomadki.

- Pocałuj mnie wreszcie! – zażądała i przysunęła swoją twarz do jego.

Pierwszy pocałunek był bardzo nieśmiały. Jej usta kipiały jednak namiętnością, całowała go coraz odważniej, rozchylając językiem jego wargi. Czuł jak całe jego wnętrze wypełnia pożądanie. Całowała go bez chwili przerwy, pojękując cicho.

 

 

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 934  |  Dodano: 2010-03-17 20:56  |  Punkty od użytkowników: 3.48
Komentarze
Zobacz również
Demon: Koszmary
opowiadania 2017-10-24 00:39
Śnieg i zimno, koszmar się zbliża, a Francis Adler wpada na pomysł jak zesłać piekło na Varsjańską...
Zabójczyni Ciemności
opowiadania 2017-10-22 18:00
  Lenaria Deararan słynna zabójczyni, została zdradzona i złapana. Wylądowała w obozie...
-5-
poezja 2017-10-16 00:06
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com