Lupa
liczba publikacji: 3
liczba punktów: 159

Gdybym

PROLOG

Mówi się, że Słowianie albo robią coś dobrze, albo wcale. Popadają ze skrajności w skrajność. Nie potrafią odnaleźć granicy umiaru.

Jestem Słowianką.

I to stało się moim przekleństwem.

Rozdział 1

Nie ćpam. Nie palę. Rzadko sięgam po alkohol. A jeśli sięgam, właściwie od razu zasypiam. Nie jestem rozrywkowa. Nie umiem się dobrze bawić. Po prostu. Kiedy widzę faceta, który nie umie tańczyć, widzę w nim ofiarę losu. Wyobrażam sobie siebie szalejącą na parkiecie. Zgadnijcie kogo widzę? Tak, tak – ostatnią siermięgę. Siermięga to ulubione słowo mojej znajomej. Odnosi je ona do wszystkich. W jej oczach każdy jest siermięgą. Ona też.

Siedzę na przystanku. Obok mnie trajkoczą trzy pussykaty. Pussykaty to takie dziewczyny, które lubią ćpać, palić, tańczyć, a co gorsza – trajkotać na przystanku. Gdybym ćpała, paliła, piła i lubiła tańczyć, pewnie by mnie one tak nie drażniły. Gdybym… Gdyby babcia miała wąsy… Siedzę więc na tym przystanku, obok mnie stoją pussykaty.

- Idziemy dzisiaj do Landryny? – szczeka jedna.

-Hm.. – druga udaje, że się zastanawia drapiąc się żelowym tipsem po nosie – piwo kosztuje tam całe 7 zeta.

- To nie będziemy się tam upijać. Zrobimy mały biforek u mnie na chacie, a potem jeden sznaps w Landrynie i jesteś gotowa! – pieje trzecia ochrypłym od fajek głosem.

Duszący dym papierosowy przegryza mi krtań. Spoglądam na rozkład jazdy… Jeszcze 7 minut. Dlaczego jeszcze nie zrobiłam prawa jazdy? Nie musiałabym tłuc się MZK.  Ciekawe czy studiują. A jeśli studiują to co? Oby resocjalizację. Może jest dla nich jeszcze ratunek?

Na przystanku pojawia się człowiek w dresie. Człowiek w dresie ma ze sobą siatkę z jednego z największych sieci sklepów z tanią żywnością, gdzie starsze kobiety pędzą na złamanie karku by dorwać co lepszy łup. W torbie zaś tłucze się jakieś szkło. Człowiek stawia swój bagaż na ziemi. Wróćmy do dresu. Dres jest podarty pod pachami i w nogawce. Na pierwszy rzut oka – zwykły ortalion. Trzy paski muszą być, choćby świat miał się zawalić. Człowiek przyodziany we wspomniany dres ma twarz boksera. Nie psa. Byłoby zbyt estetycznie. Boksera walczącego w ringu. Słabego boksera, bo jego twarz zdobi wątpliwej urody przekrzywiony nos, rozcięta warga i spuchnięte oko. Całej krasy tej persony dopełnia natomiast jego jedyny ząb. Oczywiście – jakżeby inaczej – wyciąga fajkę i ją zapala. W końcu jest w miejscu publicznym, musi potruć trochę innych. Sięga następnie do swojej siatki, wyciąga butelkę piwa, którą otwiera jedynym zębem. Ciągnie długi łyk, po czym zaciąga się swoim płonącym patyczkiem. Podchodzi do eleganckiej starszej kobiety ubranej w norki. (Że też takie  jeżdżą autobusami…)

- Gdybym chciał – zaczyna przybierając cwaniacką pozę – to by pani by mogła być moją żonom.

Nagle z głuszy za zamkniętymi ustami człowieka w dresie, słychać dźwięk gęstych smarków odchrząkniętych z nosa i wyplutych wprost pod moje buty. Gdybym była odważna, powiedziałabym mu coś. Minęło na szczęście już 6 minut. Wstaję, podchodzę do autobusu. Wysypują się z niego ludzie. Już próbuję wejść, kiedy nadciąga z bebechów pojazdu ostatni kuśtykający dziadek.

- Pchają się wszyscy! Ci co wysiadają mają pierwszeństwo!

Kupuję bilet, siadam tam, gdzie nikt nie może stanąć koło mnie z torbą lub dwiema zakupów. Mam za swoje. Pojawia się starszy facet z wielkim brzuchem. Jeszcze trochę i idąc, podbijałby go kolanami ku górze. Wpuszczam go na siedzenie pod oknem. Czuję odór piwska i papierochów. Gdybym piła i paliła, to może nie przeszkadzałoby mi to… Tak czy inaczej, zachwycony uprzejmością, jaka go spotkała ze strony młodego człowieka (bo to przecież takie rzadkie – uprzejmy młody człowiek), postanawia ze mną porozmawiać. Kiwam więc głową w potakującym geście, udając, że rozumiem co mówi. Kobieta siedząca za mną otwiera właśnie w tym momencie na całą szerokość swoje pomarszczone usta i kaszle z całym impetem wprost na tył mojej głowy. Gęby zasłonić nie raczy. Po co? Przecież jej bakterie nie zdążą osiąść na innych, bo pęd wydychanego powietrza podczas kaszlu to ponad 100 kilometrów na godzinę. Jej oskrzelowe tornado mogło urwać mi głowę. Nie wytrzymuję. Wstaję. Wysiadam trzy przystanki wcześniej niż powinnam.   

Tak właśnie wygląda moje życie codzienne. Widzę to, czego nie dostrzegają inni. A może i dostrzegają, ale nie przywiązują do tego wagi. Są ponad to. Ja nie potrafię. Idę na kurs na prawo jazdy. 

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 755  |  Dodano: 2010-03-05 19:27  |  Punkty od użytkowników: 4.50
Komentarze
Zobacz również
I wołanie do Ojczyzny.
poezja 2017-11-21 20:53
21.listopad.2017r           
Ty zawsze przy mnie stój
opowiadania 2017-11-19 18:24
Nie wiedział jak to możliwe, ale miał przed sobą największego wroga i najlepszego przyjaciela w...
Samotność
poezja 2017-11-18 18:11
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com