Pułapki rzeczywistości. Człowiek i sens świata w „Kosmosie” Witolda Gombrowicza

Autor: Mateusz Kowalski

Kosmos nie należy do najsłynniejszych powieści Witolda Gombrowicza. Jego popularność przyćmiła choćby Ferdydurke z 1938 roku (która przyniosła pisarzowi rozgłos w przedwojennej Polsce) czy Pornografia, znana i ceniona zwłaszcza na Zachodzie. Ostatnia, wydana w 1965 roku powieść Gombrowicza, nie jest też dobrze znana młodzieży licealnej, a nawet akademickiej. Tym bardziej dla Czytelników naszych portalowych esejów ten krótki artykuł może być dobrą okazją, by rozpocząć „intelektualną wędrówkę” po zagmatwanych i niełatwych do przebrnięcia zakątkach gombrowiczowskiego Kosmosu.  

 

Czytelnicy Gombrowicza z łatwością zauważą, że pomiędzy jego młodzieńczą Ferdydurke, a stworzonym kilka lat przed śmiercią pisarza Kosmosem, pojawia się pewna „klamra” łącząca obie te powieści. Dla mnie przejawia się ona w filozoficznym dopełnieniu gombrowiczowskiego obrazu świata. Na czym to dopełnienie polega?

 

Pamiętamy z pewnością rozterki Józia Kowalskiego – głównego bohatera i narratora Ferdydurke – który razem z Miętusem „uciekał do parobka” by móc w pełni wyzwolić się od Gęby. Była to wielka ucieczka od „określoności”, którą wymuszało na nim życie społeczne. Przypomnijmy dla przykładu jeden z moich ulubionych fragmentów powieści:

 

Ciotki moje, te liczne ćwierćmatki doczepione, przyłatane, ale szczerze kochające, już od dawna usiłowały na mnie wpływać, abym się ustabilizował jako ktoś, a więc jako adwokat albo jako biuralista – nieokreśloność moja była im niezwykle przykra, nie wiedziały, jak rozmawiać ze mną nie wiedząc, kim jestem, co najwyżej mamlały tylko.

- Józiu – mówiły pomiędzy jednym mamlnieciem a drugim – czas najwyższy, dziecko drogie. Co ludzie powiedzą? Jeżeli nie chcesz być lekarzem, bądźże przynajmniej kobieciarzem lub koniarzem, ale niech będzie wiadomo… niech będzie wiadomo…”

 

Wiemy też, że ucieczka bohatera zakończyła się porażką. Józio musiał pogodzić się z myślą, że od determinacji, ciągłego formowania, określania, osądzania człowieka przez człowieka – nie ma ucieczki. Z gęby uciec można tylko w inną gębę, bo „Ja” – jednostka – jestem kreowany jako moje własne odbicie „w duszach” innych ludzi. Moja indywidualność jest „rozrywana” przez tych, którzy myślą o mnie jako o kimś. Dramatycznie pobrzmiewa stwierdzenie narratora-bohatera:

 

„Zaprawdę, w świecie ducha odbywa się gwałt permanentny, nie jesteśmy samoistni, jesteśmy tylko funkcją innych ludzi, musimy być takimi, jakimi nas widzą, a już moja osobistą klęską było, że z jakąś niezdrową rozkoszą uzależniłem się najchętniej od niedorostków, wyrostków, podlotków oraz ciotek kulturalnych.”

 

Nieprzypadkowo wspominam tu powyższe wątki z Ferdydurke. O ile główną myślą płynącą z treści tego utworu jest niemożność ucieczki od społecznych konwencji, pesymizm płynący z istnienia jednostki uwikłanej w międzyludzkie konwenanse, narzucanie obrazu i charakteru mojego własnego Ja przez obcujących ze mną ludzi (i odwrotnie) – o tyle Kosmos ukazuje nam niezdolność ucieczki człowieka od formy świata, którą (paradoksalnie) sam na ten świat narzuca!

 

„Czy więc nic nigdy nie może zostać naprawdę wyrażone, oddane w swoim stawaniu się anonimowym, nikt nigdy nie odda bełkotu rodzącej się chwili, jak to jest, że urodzeni z chaosu, nie możemy nigdy z nim się zetknąć, zaledwie spojrzymy, a już pod naszym spojrzeniem rodzi się porządek… i kształt… Wszystko jedno. Niech i tak będzie”.

 

Ten fragment Kosmosu zawsze stanowił dla mnie motto i klucz do zrozumienia powieści Gombrowicza. Dlaczego?… By odpowiedzieć na to pytanie, skupmy się na fabule utworu: Witold, student z Warszawy, postanawia wyjechać do Zakopanego, odpocząć od miejskiego zgiełku, uciec na moment od skłóconej rodziny. Na miejscu spotyka dawnego znajomego Fuksa, który również szuka tu chwili wytchnienia i ucieczki od nie cierpiącego go szefa Drozdowskiego. Obaj bohaterowie wyruszają na poszukiwanie stancji, w której będą mogli się zatrzymać. W tym też miejscu zaczyna snuć swoją opowieść Witold – nie tylko główny bohater, ale również (co istotne) narrator utworu. Już sam początek powieści zapowiada jej główną tematykę, która – mówiąc ogólnie – sprowadza się do pokazania mechanizmu narzucania przez człowieka formy (tak istotnej już w treści Ferdydurke) na zewnętrzną rzeczywistość, której sens usiłuje on pojąć i „ogarnąć”:

 

„Opowiem inną przygodę dziwniejszą…

Pot, idzie Fuks, ja za nim, nogawki, obcasy, piach, wleczemy się, wleczemy, ziemia koleiny, gruda, błyski ze szklistych kamyczków, blask, upał brzęczy, gorąco drgające, czarno od słońca, domki, płoty, pola, lasy, ta droga, ten marsz, skąd, jak dużo by gadać, prawdę mówiąc byłem zmęczony ojcem i matką, w ogóle rodziną, zresztą chciałem odwalić przynajmniej jeden egzamin, a też zaczerpnąć zmiany, wyrwać się, pobyć gdzieś daleko”.

 

Zwróćmy uwagę, że wędrujący po rozdrożach bohater bardzo precyzyjnie relacjonuje elementy otaczającej go przestrzeni. Autor wprowadza w wypowiedź wewnętrznego i pierwszoosobowego narratora (Witolda) „natłok” rzeczowników: Pot, nogawki, obcasy, piach, gruda, błyski, blask…itd. Witold określa nimi zewnętrzną rzeczywistość, nazywa jej części i przez to nadaje im formę! Narzuca tej rzeczywistości konkretny kształt! Podobnie dzieje się z opisem stanów i czynności wykonywanych przez bohaterów, sprowadzających się do krótkich zdań ograniczonych zwykle do orzeczenia: wleczemy się, wleczemy… lub podmiotu z orzeczeniem: idzie Fuks, upał brzęczy itp. Tak skonstruowany opis jest bardzo konkretny i – nazwijmy to – realistyczny. Czytelnik podąża niejako za okiem obserwującego świat Witolda. Jest także w stanie wczuć się w jego doznania – bardzo konkretnie przedstawione – w stan zmęczenia, którego doświadcza, wędrując w letnim skwarze. Jeśli w gronie naszych Czytelników znajduje się zaprawiony w wyczerpujących wędrówkach piechur, zapewne zgodzi się ze mną, że zdyszany, skrajnie zmęczony marszem i doskwierającym upałem człowiek wypowiada się raczej krótko, zwięźle i lakonicznie – tak jak w powyższym fragmencie czyni to bohater Kosmosu.

 

Wróćmy do fabuły utworu. W trakcie poszukiwania stancji bohaterowie odnajdują powieszonego na sznurku wróbla – gdzieś wśród gałęzi przydrożnych krzaków. Martwy wróbel wzbudza ciekawość Fuksa, który dopatruje się tu pewnej zagadki, którą koniecznie chce rozwikłać. Bo jakiż to sens może kryć się w powieszeniu wróbla?! Wreszcie pojawia się pierwszy trop, który może pomóc rozwikłać tajemnicę. Ów trop pojawił się zupełnie niespodziewanie. Oto znużony po ciężkim dniu Witold odpoczywał, leżąc w łóżku i gapiąc się – na pozór bez celu – w ścianę pokoju:

 

„Na czwarty czy piąty dzień wzrok mi zabłądził, nie pierwszy raz zresztą, w głąb pokoju, piłem herbatę, paliłem, porzuciwszy korek zahaczyłem oczami o gwóźdź na ścianie, obok półki, i od gwoździa posunąłem się do szafy, policzyłem listwy, zmęczony zapuściłem się w miejsca nad szafą mniej dostępne, tam gdzie wystrzępienia tapety, i zabrnąłem aż na sufit, białą pustynię; ale nudna białość przemieniała się nieco dalej, w pobliżu okna, w obszar chropowaty, ciemniejszy, zakażony wilgocią, o zawiłej geografii kontynentów, zatok, wysp, półwyspów i dziwnych koncentrycznych kręgów, przypominających kratery księżyca, i innych linii skośnych, umykających (…) Wpatrzony, zatopiony w tym, i we własnych zawiłościach, wpatrywałem się i wpatrywałem bez specjalnego wysiłku a jednak uparcie, aż w końcu było to jakbym jakiś próg przekraczał – i już po trosze byłem „po tamtej stronie” – wypiłem łyk herbaty – Fuks zapytał:

- Co się tak wgapiasz? (…)

- Ta kreska, tam w rogu, za wyspą, i ten jakby trójkąt… Obok przesmyku (…) Co ci przypomina?

- Ta smużka i kreska? – podjął chętnie (…) - To? Zaraz Ci powiem. Grabie (…)

- Jakie tam grabie! Strzałka”.

 

I tak zaobserwowana strzałka stała się nowym tropem do rozwiązania tajemnicy powieszonego wróbla. Sytuacja – wydawałoby się – na wskroś absurdalna… Witold, obserwując nierówności i „topografię” ściany pokoju, bardzo skrupulatnie obrazuje każdy jej szczegół… Nie ma tam rzeczy, która pozostałaby przez niego nieokreślona: plamy – to kontynenty i wyspy, „dziwne koncentryczne kręgi” – to kratery księżyca… Aż w końcu nacieki wilgoci i rysy składają się w świadomości Witolda w strzałkę. Chaos plam i wypukleń przeradza się teraz w kosmos – w znaczeniu, w jakim pojmowali go starożytni Grecy – w kosmos rozumiany jako porządek i ład rzeczywistości.

 

Na domiar tego, strzałka prowadzi bohaterów do kolejnego dziwnego zjawiska, którym był powieszony w krzakach za komórką patyk – patyk na sznurku! Wszystko zaczyna układać się w spójną całość, w analogię zdarzeń: powieszony wróbel – powieszony patyk. Witold i Fuks są już niemal pewni, że ktoś daje im jakieś znaki. Ale kto? Czy może to ktoś z Wojtysów, u których przebywają na stancji?

 

Niestety, żaden trop nie wskazywał na Wojtysów jednoznacznie. Witold zaczyna szybko zdawać sobie sprawę z bezsensu śledztwa i całej gry, którą prowadzi z Fuksem. Elementy układanki zaczynają do siebie nie pasować, a oni sami popadali w coraz większy bezsens… Jednak absurd działania Witolda pogłębia się jeszcze bardziej, kiedy – zamiast wycofać się z gry – postanawia samemu i świadomie stworzyć nową poszlakę, dusząc Wojtysom kota - Dawidka!

 

Co teraz, co dalej, byłem na ganku z kotem uduszonym w rękach, trzeba było coś począć z kotem, złożyć go gdzieś, ukryć? Tylko, że pojęcia nie miałem, gdzie. Może zakopać? Ale kto by tam kopał po nocy! Wyrzucić na drogę, że niby samochód przejechał – a może w krzaki, gdzie wróbel? Zastanawiałem się, kot mi ciążył, nie mogłem się zdecydować, było cicho, ale wpadł mi w oko sznurek, zrobiłem pętlę (…) przypomniałem sobie, że w murze był hak (…) zaniosłem tam kota, niedaleko, ze dwadzieścia kroków od ganku, powiesiłem na haku. Wisiał, jak wróbel, jak patyk, do kompletu”.

 

Niestety, uduszony i powieszony na sznurku Dawidek nie pomógł w wyjaśnieniu tajemnicy powieszonego wróbla. Nie zamknął też cyklu dziwnych zdarzeń, bowiem powieść kończy się kolejnym tragicznym i niewyjaśnionym przez bohaterów wydarzeniem. Była to śmierć Leona, męża Leny Wojtysównej. Jestem też przekonany, że Czytelnik nie zdziwi się, kiedy powiem, że przyczyną śmierci Leona (samobójczej? Kto wie…) było… powieszenie. 

 

Zwróćmy uwagę, że Gombrowicz, wykorzystując w Kosmosie elementy powieści detektywistycznej (mamy tu bowiem bohaterów-detektywów, zagadki, które starają się rozwiązać itd.), przedstawił mechanizm poszukiwania przez człowieka sensu rzeczywistości. Bohaterowie, rozwiązując coraz to nowe tajemnice, nie potrafią pojąć, że sami te tajemnice tworzą! Sami nadają sens i kształt chaotycznej rzeczywistości. Uspójniają ją i potem doszukują się źródła tej spójności! Bohaterowie wpadają w pułapki, które de facto sami na siebie zastawiają. Jakże też trafny okazał się zamiar wprowadzenia do powieści pierwszoosobowego narratora, który nie tyle umieszczony jest wewnątrz świata przedstawionego (byśmy mogli z jego perspektywy poznawać ten świat), ile tworzy tenże świat… a my widzimy sposób jego tworzenia. Kształt, forma świata zależy tylko od jednostki na ten świat patrzącej. Nie odwrotnie! To my jej ten kształt nadajemy, „lepimy” ją z ogromu naszych doznań. I te doznania rozumiemy tak, jak rozumieć je chcemy. Czy bez sensu? A czy jest w ogóle jakiś sens KOSMOSU?

 

Człowiek i rzeczywistość – to główna relacja, której charakter przedstawił Gombrowicz w swojej ostatniej i – moim zdaniem – najwspanialszej powieści. Pojawia się tu piękna refleksja, świetnie podsumowująca ten charakter: „Przytłaczająca obfitość powiązań, skojarzeń… Ileż zdań można utworzyć z dwudziestu czterech liter alfabetu? Ileż znaczeń można wyprowadzić z setek chwastów, grudek i innych drobiazgów? Z desek budki, z muru też tryska bezlik i nawał.”


Foto by: "Photo Copyright FreeStockImages.org"

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 1061
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Pasja
poezja | 2017-09-17 23:23
beatum
-3-
poezja | 2017-09-17 22:28
www
MARZENIA
poezja | 2017-09-14 10:05
beatum
Siła
poezja | 2017-09-13 23:06
beatum
MIŚ
poezja | 2017-09-13 21:50
Lola
pokaż wszystkie »
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com