Śmierć – „ironiczna pani”. W twórczości Rafała Wojaczka

Autor: Maja Anna Polkowska

 Wojaczek był egocentrykiem. Zarówno swoje życie, jak i śmierć traktował z ogromną powagą, je tylko uznał za godne zapisania w swej poezji. Przebywając w szpitalu psychiatrycznym, tak tylko mógł pisać o śmierci. Inaczej byłaby ona oznaką szaleństwa, a na to nie mógł sobie Wojaczek pozwolić. Ironizując zatem, dał paradoksalnie wyraz temu, iż śmierć, towarzysząca mu od zawsze, jest sprawą poważną, dużo bardziej skomplikowaną niż choroba, z której chciano go leczyć.

 

Zjechałem tu nie w porę

Sezon jeszcze nie otwarty

a już miejscowi mówią

że tu się nic nie zacznie

(...)

Tak zjechałem tu nie w porę

kto żyw

ten umiera pospiesznie

jedną wolną już salę

zamieniono na składzik

pewnie już niedługo

założą tu klamki

 

Tak, to już jest koniec

Myją korytarz

Pastują podłogi           (Martwy sezon, S)                       



Nie bez powodu ten właśnie wiersz Rafała Wojaczka przytoczyłam na samym początku rozdziału, posługując się nim jako wstępem. Mam bowiem pełną świadomość, iż chcąc zgłębić wszystkie zagadnienia związane ze śmiercią w twórczości i biografii tego poety, muszę zaakcentować na samym początku, iż: „Twórczość poety jest świadectwem czasu, który rozmija się z życiem, z jego sensem i normą, przez co również poeta rozmija się sam ze sobą. Jest to więc sezon poroniony, który został zamknięty jeszcze przed rozpoczęciem i jest martwym sezonem. Martwy sezon jest martwą, a właściwie nie istniejącą perspektywą, w której wszystkie rzeczy zostają zmylone i pozbawione swoich funkcji i tożsamości. Rejestr tych zwichnięć i zmyleń przedstawiony jest w wierszu pod tytułem Katalog:


Najpierw róża, co różą żadnego nie jest ogrodu

- do której nie wiedzie nawet boczne wejście.

Dalej, bezkrwista jak leukemia, jest

Krew – i życie, które spóźniło się na śmierć.

I głos, co języka nie ma wspólnego z mową

Usta, na zawsze niepewne swoich warg,

Na których nigdy nie usiądzie nawet

Płatek cienia, kryjomy pocałunek dnia”[1] 

 

Już sam tytuł pierwszego tomu poetyckiego - „Sezon”, wskazuje na czas przemijający, czas, który pojawia się i znika. W szkicu Machnickiego, dotyczącym Wojaczka, przeczytać możemy: „On nadal nazywa siebie sezonowym  piosenkarzem, datę stawia przy słowach W Polsce czyli nigdzie”[2]. Jak możemy zatem zauważyć, Wojaczek odcina się zarówno od dokładnego zaznaczenia miejsca, w którym egzystuje, określenie: „sezonowy piosenkarz” natomiast raz jeszcze podkreśla przemijalność czasu, stanowiącego o jego życiu. Wszystkie te zabiegi mają na celu wskazanie na niestałość istnienia poety, jego nielogiczność, odzwierciedlają poczucie odosobnienia i braku sensu. Michał Fostowicz, powołując się na wiersz „Katalog”, udowadnia wypływającą z poezji Wojaczka świadomość absurdu istnienia, świat skatalogowany przez poetę przeczy prawom rzeczywistości, w której egzystują ludzie na prawach innych niż „sezonowy piosenkarz”. Raz jeszcze zaakcentuje Wojaczek ogromną różnicę między sobą a ludźmi. Podobnie jak niegdyś „książę Akwitani”, powoła do istnienia sobie tylko należny świat. Tylko w świecie człowieka „chorego na śmierć” może dojść do sytuacji tak paradoksalnej, że „życie spóźnia się na śmierć”. Przekonuje o tym w swym artykule Michał Fostowicz: „Choroba na śmierć”, tak jak ją rozumiał Kirkegaard, jako defekt jaźni, nie jest związana z samym faktem umierania, raczej życia, tyle że życia zanegowanego, które wypadło z ciągłości i spójności tworzonej przez umysł – przestało być oczywiste. Ten, kto traci nagle związek z powszechnym poczuciem rzeczywistości, traci perspektywę, w nim samym urywa się kontynuacja i gaśnie nadzieja. Takie życie jest samą śmiercią, śmiercią psychiczną, czynnością umierania, poczuciem zadawanego gwałtu i bólu, przesłaniającego codzienność. Bardzo sugestywnym wyrazem takiego stanu ducha jest niewątpliwie poezja Rafała Wojaczka.”[3]

Do podobnych spostrzeżeń niewątpliwie doprowadzić nas może utwór zatytułowany „Okno”, w którym istnienie podmiotu lirycznego jest iluzoryczne, niepewne, posiadające znamiona bezsensu. Co więcej, podmiot mówiący zdaje się akceptować taki stan, skoro stwierdza: „Lubię być obcy pod twoim oknem/ jakby na wpół urodzony”:


     I

     Głowa jest zimna Gwiazda chłodzi przełyk

                                   tylko okno płonie we krwi

 

                                   Lubię być obcy pod Twoim oknem

                                   jakby na pół urodzony.

 

                                   Myślę o Twoim brzuchu

                                   ręce chowam za siebie

                                  

     Teraz sprawdzam rysy swojej twarzy

                                   Jakbym je ustalał

                                   z Twoimi wargami.

     Śmierć jest obojnakiem.

 

     II

                                   Gwiazda przeciekła do stóp I tak muszę iść

                                   Twarz pali a podbrzusze jak otwarte okno

 

                                   Kiedy śpisz wiesz o czym ja myślę

                                  

                                   Lecz czy śpiącą można zbudzić grzecznie         (Okno, S)


Wiersz ów jest wizją, w której śmierć nierozerwalnie stapia się z życiem, co więcej, elementy świadczące zazwyczaj o istnieniu tutaj mogą symbolizować również zagładę. Mamy w „Oknie” do czynienia z gwiazdą – tutaj może ona wskazywać na nasienie, a więc dawcę życia, skoro jednak „przeciekła do stóp”, jest już jednak tylko zapowiedzią śmierci. Podobnie jak w „Katalogu” życie spóźnia się na śmierć, tak tutaj, choć „podbrzusze jak otwarte okno” „gwiazda przecieka”, tym samym szansa na stworzenie nowego życia stracona została przez mijanie się elementów kobiecych i męskich. Skoro rzeczywistość Wojaczka wyznaczana jest przez ciągłe mijanie się, nic dziwnego, że jest on „jakby na pół urodzony”. Jest to jeszcze jedno określenie dowodzące absurdu ludzkiej egzystencji.


Wojaczek określa zatem swój czas przymiotnikiem „martwy”, tym samym pozbawiając go jakiegokolwiek sensu. Karpowicz zaznacza, iż Rimbaud miał swój sezon w piekle. Wojaczek ma swój sezon na ziemi. O ile jednak sezon Rimbauda był zagadnieniem stricte literackim, sezon Wojaczka - naznaczony śmiercią - obejmuje wszystkie rejony życia. „Śmierć – druga obok miłości „piękna” i „powabna” dama wszechobecna w poezji autora Którego nie było – już od pierwszego tomiku jest śmiercią ostatecznie potwierdzającą sens istnienia poety, który swoją własnowolną śmierć w wierszach zapowiedział, a potem tylko postanowił być konsekwentnym (...). Urodzić się bezwolnie, by umrzeć z własnej woli, oto tyleż wstrząsający, co nie najtrudniejszy do wytyczenia sens życia, jeśli już upierać się przyjdzie, że jakiś tam sens mieć ono musi; ale przedtem trzeba pożyć mocno i zachłannie, wśród ryzyka i niespodzianek, starając się, by nie pominąć żadnej z liter człowieczego alfabetu ekstremalnych zachowań i możliwości.”[4]

O tak bardzo bolącej Wojaczka świadomości braku wpływu na decyzję o własnym narodzeniu pisałam już w mojej pracy. O zachłanności życia wśród ryzyka i niespodzianek, o wyzwaniach, jakie rzucał Wojaczek własnemu istnieniu, powstały opasłe tomy artykułów i not, rodząc legendę, która, teraz już w sposób często wypaczony, odciąga czytelników od prawdziwej, dogłębnej lektury twórczości tego poety. Sam Wojaczek, przebywając w szpitalu psychiatrycznym, w spisanym przez siebie życiorysie tak określi powiązania jego życia i śmierci: „Urodziłem się w 1945 r. Chodziłem do szkół, dorastałem w bibliotekach, na dworcach kolejowych, w domach cudzych i mniej cudzych, w barach lepszej i gorszej kategorii, w jeszcze innych miejscach. Pływałem po rzekach, jeziorach i po wielkiej wodzie także. Udzielałem się Przygodzie – „Ziemia wolną mi była niestety”. Niekiedy umierałem i wtedy z tamtej strony życia odpowiadałem: a kuku. Wystarczy?” (Życiorys, UZ)


„Niekiedy umierał” – dziwne to stwierdzenie, wskazujące na płynność granicy oddzielającej życie i śmierć. W „Życiorysie” śmierć traci znamiona powagi, zdaje się być dziecięcą igraszką. Nie każdy przecież bawi się ze śmiercią w ten sposób: „Wtedy z tamtej strony życia odpowiadał: a kuku”. A może słowa wyżej zacytowane nie są wyrazem niedojrzałości? Może to właśnie powszechność śmierci lub jej nieustanne towarzystwo każe Wojaczkowi ironizować, jak gdyby droga ta była jedynym sposobem ucieczki przed strachem? Bogusław Kierc – przyjaciel poety - podkreśla, iż: „Wobec śmierci Rafał nie był graczem. Jego decyzję uważam za akt rozpaczy. To, co może w tym liście najważniejsze zawiera się w zdaniu: Wyczekuję na taką chwilę zgody – równowagi, że nie będzie powiedziane być mogło, że w chwili rozstroju. A więc czekam na chwilę równowagi psychicznej, żeby po mojej śmierci nie mówiono, że zrobiłem to w paroksyzmie szaleństwa. Przed tymi słowami napisał: Noszę swoją nieobecność spoconą, koszmarną...”[5]. Wojaczek był egocentrykiem. Zarówno swoje życie, jak i śmierć traktował z ogromną powagą, je tylko uznał za godne zapisania w swej poezji. Przebywając w szpitalu psychiatrycznym, tak tylko mógł pisać o śmierci. Inaczej byłaby ona oznaką szaleństwa, a na to nie mógł sobie Wojaczek pozwolić. Ironizując zatem, dał paradoksalnie wyraz temu, iż śmierć, towarzysząca mu od zawsze, jest sprawą poważną, dużo bardziej skomplikowaną niż choroba, z której chciano go leczyć.


Elżbieta Wojaczkowa tak określa stosunek swego syna do życia, a więc i pośrednio do śmierci: „Ciągle do czegoś dążył, jakby chciał zgłębić, co jest tam, po drugiej stronie. To życie doczesne jako taki epizod, z którego trzeba się szybko wydostać.”[6] Dążenia, ekstremalne pomysły, mające poszerzyć poetycką świadomość Wojaczka, byłyby więc zatem niczym innym, jak próbami poznania śmierci, traktowanej tu jako kraina przeznaczona tylko dla wybrańców. Nie tylko w poezji odnaleźć możemy liczne dowody na niepokojące zainteresowanie Wojaczka śmiercią. O tym, iż także w dziedzinę rzeczywistego życia wkrada się u Wojaczka obsesja umierania, świadczą słowa matki, spisane przez Szczawińskiego: „Już jako chłopiec, miał może trzynaście – czternaście lat, bardzo lubił cmentarze – mówi Elżbieta Wojaczkowa, pokazując mi zdjęcie Rafała – licealisty na tle grobów w Mikołowie. – Gdzie tylko był, gdzie tylko widział, zaraz szedł na groby. U dziecka to nie jest raczej zwyczajne... Więc o różnych porach, nieraz wieczorem nawet, przychodzi nagle do mnie i: „Mama, chodź, pójdziemy na cmentarz!” Wtedy ja: „Rafałku (Rafuś, bo tak do niego zawsze mówiłam), ja nie chcę, ja nie lubię...” – „Ale mama, proszę, chodź ze mną...””[7]



[1] M. Fostowicz, Mięso nieśmiertelności, [w:] Który jest. Rafał Wojaczek w oczach przyjaciół, krytyków i badaczy, pod red. R. Cudaka i M. Maleckiego, Katowice 2001,s. 207.

[2] M. Machnicki, Dwa zdania, „Nowy Wyraz” 1975, nr 5, s. 95.

[3] M. Fostowicz, op. cit., s. 205.

[4] E. Kolbus, Z dziejów krucjaty, której nie było, [w:] tegoż, Kaskaderzy literatury. O twórczości i legendzie  Andrzeja Bursy, Marka Hłaski, Haliny Poświatowskiej, Edwarda Stachury, Ryszarda Milczewskiego–Bruna, Rafała Wojaczka, Łodź 1986, s. 377.

[5] S. Bereś, Wojaczek sześciokątny, [w:] Który jest..., s. 76.

[6]M. M. Szczawiński, Rafał Wojaczek, który był, Katowice 1999 s. 83.

[7] Ibidem, s. 39.

 

Już niebawem w Wydawnictwie Ardius dostępna będzie książka Kategorie kobiecości w pisarstwie Rafała Wojaczka. Studium psychoanalityczne Mai Anny Polkowskiej, z której pochodzi powyższy tekst.
Więcej informacji na stronie wydawnictwa www.ardius.pl.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 13907
Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej publikacji.
Bądź pierwszy!

Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com