Ghostwriter
liczba publikacji: 4
liczba punktów: 103

Wsio Elegante roz. 2

Wsio Elegante
rozdział 2

Od początku wiedziałem, że to zbyt piękne. Że Kapsel nie wiadomo skąd miał przyjąć mnie pod swoje skrzydła. Wiedziałem, że sprawa sie spierdoli. Po co ja wogóle tam szedłem? Na jaki chuj mi takie znajomości? Co ja? Jak ja?
Usiadłem i próbowałem nie myśleć o całej sprawie, wyciszyć sie, ale tylko jak mi to sie udawało w wyobraźni pokazywał mi sie obraz ostro wkurwionego Kapsla celującego we mnie z klamki, gdy ja siedze w wykopanym dole gdzieś w lesie i trzy razy obsrywam sie ze strachu. Najgorsze w tym było to, że to była jak najbardziej realna perspektywa.
Z początku chciałem sie najebać, żeby przyjąć do siebie jakoś tą sytuację, ale pomyślałem, że jak Korba przyjdzie i zastanie mnie taplającego sie we własnych rzygach w jakiejś niewyobrażalnej pozycji, to raczej nie będzie zadowolony. Samotna libacja odpada. Ostatnim co mi zostało, było poprostu czekanie. Usiadłem, zamknąłem oczy i spróbowałem uskutecznić coś w rodzaju pół-drzemki. O dziwo nie miałem z tym większego problemu. Już powoli zaczynałem przysypiać.

-AAAAA!- wrzasnąłem, odruchowo przyjmująć klęcząca postawę i składając sobie ręce w błagalno-modlitewnym geście. Odetchnąłem, zdając sobie sprawę, że obudził mnie telefon, a nie Korba rozpierdalający mi mieszkanie.

-Halo?
-Ubieraj sie i złaź na dół- obwieścił tępy głos w słuchawce. Po właśnie jego "tępocie", rozpoznałem Korbę.
Ubrałem się i zacząłem schodzić na dół. Przy każdym schodku moje kroki stawały się coraz bardziej niepewne.
Gdy byłem już na parterze, wziąłem nosem ogromny haust powietrza i szeroko otworzyłem drzwi. Gdy zobaczyłem Korbe stojącego przy samochodzie moja klata opadła, a kroki znowu stały się niepewne.

Korba na pierwszy rzut oka wygląda jak jebany mongoł, ale w rzeczywistości jest sto razy cwańszy niż ty i byś sie nawet nie zorientował, a byś zaczął mu hajs w zębach przynosić z prosze, dziękuje i z kurwa wisienką na czubku. To właśnie budziło moje obawy co do niego. Próbował sie nawet do mnie uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł mu taki grymas, jakby właśnie w tej chwili wsadzał ręke psu w dupe.
-właź do środka.-powiedział spokojnie i otworzył drzwi pasażera. Wszedłem bez słowa.
-Pojedziemy teraz do Cyngla, to jest kurwa spec, umie wszystko, profesjonalista, mój kurwa guru.-opowiadał podniecony Korba.
-To blisko, zaraz będziemy.-ciągnął dalej.
-Tylko żadnych pyskówek, masz być miły i oddawać mu szacunek ,co on każe ty to robisz, rozumiesz?-dodał z taką miną, że myślałem że zaraz pokiwa palcem niczym przykładny ojciec.
Siedziałem cicho, tylko przytakiwałem. Korba wyczuł, że sie boje i wypalił:
-Nie bój sie, nie ma czego, nic ci przecież nie zrobie nie? Gramy w tej samej drużynie.
Po czym sie roześmiał w karczemnym stylu. Może to nie brzmiało tak, by podniosło mnie na duchu w tej sytuacji, ale trzeba powiedzie, że poczułem sie pewniej.
-Jesteśmy już, to ten budynek.-powiedział Korba, po czym zaparkował wóz.

Cyngiel mieszkał w obdrapanej kamienicy na czwartym piętrze. Już byliśmy na górze, widać było jego dzrzwi. Podeszliśmy bliżej. Spod nich wydobywał się dym, a one same były jakby troche wyrwane z framugi. Odruchowo zacząłem zbiegać bez słowa na dół. Korba złapał mnie za kołnierz i przyciągnął z powrotem.
-Co ty odpierdalasz?-szepnął z wymowną miną.
Wtem zza drzwi dało się usłyszeć głos:
-Ratunku!
-Co on powiedział? Słyszałeś?-zapytał Korba przybierając tępą minę.
-Chyba kazał stąd iść.-odparłem, choć słyszałem głos wyraźnie.
-Na pewno?-spytał Korba.
-Ratunku!!-głos był już o wiele mocniejszy.
Korba obrzucił mnie złowieszczym wzrokiem, wyjął klamkę, po czym podszedł do drzwi i bezpardonowo wyjebał je z buta. Weszliśmy do środka.
Meble były porozpierdalane na cztery strony świata. W centrum pokoju leżał Cyngiel.
Korba podbiegł do niego, podniósł i zaczął wypytywać.
-Kto ci to zrobił, znajde to zajebie!
-Nie bój sie, nikt sie nie dowie, że wygadałeś.
-Wołomin? Pruszków? Powiedz, znajde ich!-bombardował Cyngla Korba.
-Robiłem obiad.-odparł piskliwym głosem Cyngiel
-Co?-zapytał cicho Korba. Był chyba nawet bardziej zszokowany niż ja.
-Jak to?-powtórzył pytanie.
-No odgrzewałem wczorajszy obiad w mikrofali i przysnąłem na fotelu, a mikrofalówka wyjebała w powietrze.
-To jest twój guru?-zapytałem niepewnie.
-Omal nie zabił go własny obiad.-dodałem zszokowany całą sytuacją.
-Zamknij sie, to legenda, każdemu może sie zdarzyć-zaoponował Korba. Po czym obwieścił, że przyjdziemy jutro i odwiózł mnie na kwadrat. Przez całą drogę sie nie odzywał.

Podziel się Śledzik facebook Twitter blip.pl
Wyświetleń: 532  |  Dodano: 2010-01-27 00:42  |  Punkty od użytkowników: 5.00
Komentarze
Zobacz również
Samotność
poezja 2017-11-18 18:11
Król Marzeń
bajka 2017-11-17 12:46
Bajka dla dzieci i dla dorosłych - zwłaszcza dla dorosłych.
Szpiegowianin w świecie
poezja 2017-11-17 10:35
facecja
Złoty wawrzyn pozostanie złoty
Czytelnia | 2017-02-26 02:25
Małgorzata Południak
Raport z nie-tożsamości, Ewa Sonnenberg "Obca"
Akademia pisania | 2016-09-05 21:29
Paweł Dąbrowski
O sztuce, życiu i przyjaźni (I)
Autor allarte | 2016-09-05 21:24
Małgorzata Południak
Liryczni mężczyźni, spokój oceanu i dzika okolica
Czytelnia | 2016-09-05 21:11
Małgorzata Południak
Skłonności
Czytelnia | 2016-03-22 20:45
Małgorzata Południak
pokaż wszystkie »
SZAFa kwartalnik literacko artystyczny
Poezja. Proza. Krytyka literacka. Recenzje. Relacje z wieczorów poetyckich. Ekfraza. Wywiady. Teatr. Fotografia. Malarstwo.
szafa.kwartalnik.eu/
Art Pub Kultura
Poezja. Kultura. Wernisaże.
www.artpubkultura.blogspot.com