Kiedy prawie 100 lat temu Oswald Spengler wydawał w Wiedniu najważniejsze swoje dzieło pod znamiennym tytułem Zmierzch Zachodu, sprawa wydawała się przesądzona. Oto przed nami, europejskimi potomkami Adama i Ewy, przyszłość mętna i smutna. Czeka nas niechybny upadek – barbarzyńcy stoją u bram, czego zdajemy się nie dostrzegać, oddani uciechom i rozpuście. W wyniku tego krótkowidztwa Świat Zachodu stał jedynie scenografią orgii, swoją własną imitacją, atrapą z papier-mâché, miłą dla oka powierzchownością, a jego ewolucyjna droga może prowadzić jedynie w kierunku jeszcze większej groteski, mutacji, barokowego wykrzywienia, jadu kiełbasianego wstrzykiwanego w coraz bardziej unieruchomione, coraz żałośniej skarykaturowane twarze. Szliśmy od stu lat ku rzeczywistości bez wyrazu, do świata wyreżyserowanych, sztucznych emocji. Jakby to powiedział Gombrowicz: jesteśmy uPupieni!