
W poszukiwaniu poezji dotarłam do mojego redakcyjnego kolegi z sZAFy.
Marcin Baran – urodzony w 1988. Uczy się literatury i życia (ew. życia i literatury), w wolnych chwilach zaczytując się w dziełach przygnębiających filozofów. Jest cierpliwy, daje sobie jeszcze 8 lat na napisanie dobrego wiersza. Podobno przesadza z cynizmem i gorzknieje w oczach. Początkujący nihilista. Obecnie nie pracuje nad debiutanckim tomikiem poetyckim.
zadałam mu proste pytanie:
- jakie ze swoich prac lubisz najbardziej, albo darzysz szczególnymi względami.
Odpowiedział:
Bo poezja, ta, która dotyka moich najczulszych nerwów, jest kroniką klęski, świadectwem rozczarowania. To słowa kogoś, kto został okłamany. Zawsze pociągali mnie filozofowie, którzy nie wierzą w nic (albo wierzą w jak najmniej), i kwitują wszystko brzytwą zwątpienia. Nieufni z natury. Tak wyobrażam sobie też wiersz, który przeżywam najmocniej. Podważa. Podnosi kamień i pokazuje żyjące pod nim robaki.
"Ktokolwiek przez nieuwagę czy nieudolność powstrzymuje choć na chwile marsz
ludzkości, jest dobroczyńcą" ( Emile Cioran)
zbyt uważnie przysłuchiwałem się dogmatom
powtarzanym od wieków zaklęciom egzorcyzmu
wypędzono ze mnie krew i gruczoły
wydrążony rdzewieję jak kolana klęczących
język rytmicznie uderza o mosiądz
dźwięk dzwonu słychać nawet w miejscach
gdzie powieki zasklepiły się woskiem
na wypalonych rzęsach osiadł pierwszy czarny świt
tak wiem umówiliśmy się żeby milczeć
przepraszam matko że nazwałem trumnami
tamten sosnowy las
© Marcin Baran
Bo nie jestem za nic odpowiedzialny i nie znam żadnych odpowiedzi. Życie jeszcze się nie zaczęło, chociaż pewnie już powinno.
kiedyś przegryzę tę wódkę krawężnikiem
czując na głowie już tylko twardą podeszwę
to nie powód żeby przestać się śmiać
przecież nie dorosłeś
po 22 latach nasze sny
to nadal twarze ślepych kociąt
zapach sznurka i cichy plusk wody
sąsiadka czytała tomik
wydziela teraz powagę
poeto jak to jest z tym sensem życia
mdli mnie ale wskazuję dłonią kałużę
do której ktoś wylał świństwo
imitujące tęczę
tam jest rynna mówię
tam wszystko spływa
© Marcin Baran
Wiersz, którego najbardziej się wstydzę, i pewnie dziś wcale nie umiałbym napisać go lepiej. Są takie utwory, które nie wyciągają drzazg, wyjaśniają jedynie ich obecność.
matce
odkąd przestałem pisać listy
gołębie rodzą się martwe
przywiązuję im do skrzydeł
zdjęcia przechodniów
wyrzucam przez okno
manifest przeciw nostalgii
w cienistym mieszkaniu miasteczka
którego nazwa nikogo nie obchodzi
kieliszek to kotwica
przerdzewiały hamulec bezpieczeństwa
podłoga jest tylko układem odniesienia
dla upartych powrotów do pionu
boję się ciemności
powiem kiedyś przy obiedzie
tonem szorstkim jak szczypta soli
© Marcin Baran