
„Od Freuda nauczyć się powinniśmy pewnej oczywistości – analiza jest tym, co zmienia. Praca, którą wykonuje psycho-analityk, a którą należałoby przetłumaczyć jako „rozbieranie duszy”, nie jest tylko przygotowaniem do operacji, ale sama dokonuje zmian, ingerując w obce środowisko. Ponadto w rozprawie Analiza skończona i nieskończona Freud pokazuje, że analiza jest procesem ciągłym i nigdy się niekończącym, w tym sensie, że nigdy nie można orzec o jej ostatecznym zwycięstwie. Przyczyna jest prosta: nie istnieje stan normalny[1]”.
Jeżeli zastanowić się głębiej nad sensem tych zdań, w oczywisty sposób dochodzi się do wniosku, że w świetle takiego rozmienia sprawy, na czytelniku spoczywa olbrzymie brzemię odpowiedzialności. Jeśli bowiem przyjąć, że każdy czytelnik dokonuje analizy tekstu, analizy na swój użytek, która to analiza ma na celu właściwą lekturę tekstu, okazuje się, że każdy staje się felczerem ze skalpelem swojego umysłu, gotowym wypatroszyć wszystko co nawinie się mu pod rękę. Czuć wyraźny zapach krwi i zbrodni.
O ile psychoterapeuta podchodzi do swojego pacjenta (czy też – jak się go obecnie nazywa – klienta) w sposób ściśle określony zasadami swojej profesji, a więc działa zgodnie z zasadami etyki lekarskiej, w imieniu szeroko rozumianego dobra pacjenta, to krytyk jest odpowiedzialny jedynie przed „Bogiem i historią”. Nie istnieje etyka-krytyka, a nawet jeśli ktoś starałby się taką sformalizować, musiałby ustąpić prędzej czy później pod wpływem miażdżącego ognia kontrargumentów jego przeciwników. Wiadomo bowiem powszechnie, że w dyskursie krytyczno-literackim, podobnie jak właściwie w każdym dyskursie współczesnej nauki, jeśli ktoś powie A, odpowie mu chór kontrhipotez B-Z we wszystkich alfabetach świata.
Nigdy nie powstaną trybunały skarżące winnych zbrodni tesktobójstwa, czy też przeprowadzania eksperymentów pseudo-intelektualnych na żywych tkankach wiersza. A jeśli Boga nie ma, wszystko się może zdarzyć.
W kontekście tych refleksji pokuszę się o analizę i nadinterpretację utworu Małgorzaty Południak[2].
kryzys
i dlatego wolisz stać na wietrznej ulicy
pochłonięty wystawą YSL w pobliskim centrum
gdzie wszędzie wiszą tabliczki informacyjne
droga ewakuacyjna
a to nie jest tak jak w tym wierszu
"Powiedziała to w taki sposób,
że musiałem odwrócić się od niej."
można się odwrócić od dębowej szafy
na pięcie w gabinecie szefa
od żebraka w przejściu podziemnym
zapytałeś
wyjaśniłam
tam gdzie umierają koty
nie ma napisów końcowych
Przede wszystkim w utworze tym pierwsze skrzypce gra cytat z jednego z najpopularniejszych wierszy Świetlickiego. Nie tylko jednak cytowane słowa są tutaj istotne. Okazuje się bowiem, że ten fragment przywołuje cały kontekst utworu „Świerszcze”:
Powiedziałem: znam takie miejsce,
gdzie przychodzą umierać koty.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.
Powiedziałem: jest czyste i ważne.
Powiedziałem: jest jasne i pierwsze.
Zapytałem: chcesz je zobaczyć?
Odpowiedziała: nie chcę.
Powiedziała to w taki sposób,
że musiałem odwrócić się od niej.
Od tamtej pory
powoli
zbliżam się do wyjścia.
Małgorzata uzupełnia ten tekst swoją odpowiedzią, tworzy dialog między sobą a Świetlickim. Między kobietą a mężczyzną. W dużym stopniu jest to dialog świadczący o braku porozumienia. Komunikacja między dwojgiem wrażliwych ludzi jest zakłócona, ponieważ nie rozumieją oni nawzajem swojego języka. Dodatkowo oboje są typami narcystycznymi. Skoncentrowani na sobie, na swoich obsesjach, swoich wizjach.
On: marzyciel, lekkoduch – jego brak zainteresowania rzeczywistością musi irytować kobietę, dla której widoczne są głównie zewnętrzne oznaki jego stanu: „i dlatego wolisz stać na wietrznej ulicy/ pochłonięty wystawą YSL w pobliskim centrum”.
Ona: obsesyjnie analizująca odcienie relacji między nimi, poszukująca bliskości, uwagi, cielesności. To ona od razu zauważa, że mężczyzna skłonny jest do asekuracyjnego stosunku do niej, do poszukiwania „dróg ewakuacyjnych”, wyjść bezpieczeństwa.
Rzeczywiście nie istnieje między nimi żadne porozumienie – oddalają się od siebie nieuchronnie.
„można się odwrócić od dębowej szafy
na pięcie w gabinecie szefa
od żebraka w przejściu podziemnym”
Ona nie rozumie jak można odwrócić się od bliskiej osoby, tak po prostu. Widzi w tym przejaw tchórzostwa, a „kraina, gdzie umierają koty” jest miejscem ucieczki od niej. Jest zdradą. On skupiony na swojej idei, nie widzi z kolei, że ona nie chce oglądać jego wyśnionej krainy, ponieważ woli dzielić z nim rzeczywistość.
Smutna bardzo jest ta poetycka rozmowa. Nie ma w niej szans na porozumienie, bo nie ma wspólnoty podstawowej – wspólnoty języka właśnie. Oboje posługują się innymi znakami, inną metaforyką. Sytuacja między nimi jest jak między psem i kotem: pies odczytuje kocie merdanie ogonem, jako przejaw zadowolenia i zaproszenie do zabawy; kot widząc rozbawionego psa z merdającym ogonem, odbiera jego zachowanie, jako przejaw agresji. Bohaterowie analizowanych wierszy nie rozumieją się nawzajem. Być może dzieli ich również wizja tego, co jest między nimi. Być może oboje oczekują od siebie czegoś innego. Wynikiem tego są wzajemne pretensje: on nieufny w stosunku do niej, ona rozgoryczona jego dystansem.
Wracając jednak do moich początkowych rozważań o istocie aktu analizy, zauważyć trzeba, że każdy z naszych bohaterów występuje w tych utworach w dwóch rolach jednocześnie: analizowanego tekstu i krytyka analizującego tekst. Mężczyzna pisze swój tekst, ale jednocześnie analizuje postawę kobiety. Na podstawie swojej analizy dochodzi do wniosków, które wprowadza w życie (w tekst). Podobnie kobieta: na podstawie swojej analizy mężczyzny (sytuacji, jego tekstu), tworzy swój własny tekst.
Na takiej samej zasadzie działa każdy sposób ludzkiego komunikowania się: na tworzeniu tekstu, wysłaniu tego tekstu do wybranego adresata, następnie analizowaniu tego tekstu przez adresata i odpowiedzi. Jak widać na powyższym przykładzie: nie jest to procedura niezawodna. Na trasie tej komunikacji jest ogromna ilość słabych punktów, które doprowadzić mogą do nieporozumienia.
Jak widać: nie ma idealnego (czyt. niezawodnego) sposobu komunikowania się. Istnieje za to ogromna ilość powodów nieporozumienia. Jak widać "zwykłe porozumiewanie się" jest trudne (chociaż "zwykłe" to też już jest jakaś metafora, bo posłużyłem się "zwykłym" przypadkiem zaczerpniętym z wiersza, a więc już z tekstu literackiego). Niewiele trzeba, żeby dwoje ludzi, rozmawiając ze sobą, nie znali sensu swoich słów. A, czego nietrudno się domyślić, jeszcze trudniejsze jest komunikowanie się w poezji. I że tworząc trzeba włożyć dużo wysiłku, żeby osiągnąć swój cel artystyczno-komunikacyjny.
Taka „związkowa” metafora relacji między poetą a czytelnikiem pozwala na zrozumienie tego, jak istotnym elementem każdego utworu jest maksymalna dbałość, troska o porozumienie między autorem a czytelnikiem. Tak jak dbałość o dobrą komunikację w związku dwojga ludzi jest podstawą jego istnienia, tak samo jest w poezji. Jeżeli autor udziwnia, plącze, przemilcza pewne elementy konstrukcyjne tylko po to, żeby utrudnić czytelnikowi dotarcie do sensu, to jest to wynik braku szacunku (a przede wszystkim dziecinada, amatorszczyzna - wreszcie grafomania). I tak samo - kiedy czytelnik celowo nie wykazuje chęci zrozumienia, z góry nie chce zrozumieć, to ten "związek lekturowy" nie ma sensu.
Na twórcy i czytelniku ciąży więc ogromna odpowiedzialność. Oboje muszą przejawiać ogromne pokłady dobrej woli, żeby umożliwić sobie komunikowanie się. W przypadku poezji jest to bardzo skomplikowane. Poezja jest bowiem sposobem przekazywania myśli trudnych do sprecyzowania w „zwykły” sposób. Jej sednem jest przekazywanie tego, co inaczej jest niewyrażalne. Ale w optymalnie zrozumiały sposób.
Czy na pewno zawsze rozumiemy? Czy przypadkiem czasami celowo nie chcemy być niezrozumiani/niezrozumiali? Jeśli tak, wtedy i poezja staje się nieporozumieniem. I przestaje być poezją.
[1] R. Knapek, Kultura profesjonalizmu, czyli jak dobrze kochać literaturę, [w:] Fa-art. Nr 3-4 2010, s. 28.
[2] W tym miejscu chciałbym poczynić pewne zastrzeżenie: tekstów Małgorzaty Południak i Marcina Świetlickiego używam w celu przedstawienia spostrzeżeń na temat komunikowania się w poezji. A przede wszystkim na temat częstej wśród słabych twórców skłonności do zakłócania komunikacji, do niezrozumiałości, która ma na celu tuszowanie braku interesującej treści. Nie oznacza to jednak, że uważam którykolwiek z użytych w tym artykule tekstów, za przykład takiej praktyki.